W 2019 roku filozof i historyk środowiska Sébastien Marot zaprezentował na Triennale Architektury w Lizbonie wystawę oraz książkę Taking the Country’s Side. Agriculture and Architecture (Po stronie wsi. Rolnictwo i architektura). Podjął nimi monumentalną próbę ponownego ożenku architektury z rolnictwem oraz przemyślenia ich wspólnej historii. Zdiagnozował, że przeżywają głęboki kryzys: od czasów rewolucji neolitycznej architektura i rolnictwo – dwa filary naszej cywilizacji – kroczyły ramię w ramię, wspólnie kształtowały oblicze planety. Współcześnie oba te fundamenty, zakotwiczone w destrukcyjnym modelu ekstrakcji i eksploatacji, doprowadziły nas do ekologicznego impasu.
Utknęliśmy w kleszczach paradoksu: dalsza urbanizacja świata wydaje się nieuchronna, a jednocześnie – w dobie katastrofy klimatycznej – niemożliwa do utrzymania w obecnej formie. Marot przekonuje, że nie ocalimy przyszłości bez radykalnego powrotu do ziemi i porzucenia logiki „kopalni” na rzecz logiki „ogrodu”, opartej na regeneracji i trosce.
Refleksję wieńczą cztery scenariusze przyszłych ścieżek dla ludzkości w epoce nazywanej antropocenem: inkorporacja, negocjacja, infiltracja, secesja. Nie wykluczają się wzajemnie, można je uznać za mapy, na których oglądamy różne wersje możliwych światów – od technologicznej ucieczki w głąb metropolii, przez próby dyplomatycznego współistnienia i oddolne zajmowanie miejskich szczelin, aż po radykalne wyjście poza system w poszukiwaniu nowej autonomii. Zmuszają nas do zastanowienia się: w którym kierunku chcemy podążyć, by ocalić ideę wspólnoty i naszą więź z planetą?
Inkorporacja – wysoce kapitalistyczna metropolia pochłania rolnictwo
W tym scenariuszu rolnictwo przemysłowe, podporządkowane kapitałowi, zostaje wchłonięte przez metropolię. Na problemy wywołane przemysłowym modelem produkcji inkorporacja odpowiada jeszcze większą jego skalą, koncentracją własności, automatyzacją i kontrolą. W inkorporacji manifestuje się założenie, że ze ślepej uliczki współczesne rolnictwo wyprowadzą kolejne technologie: uprawy bezglebowe, zamknięte obiegi, farmy wertykalne i superwydajne systemy produkcji.
Zanim to jednak nastąpi, gęste centrum miasta będzie zarządzać wiejskim krajobrazem w wersji 2.0: siatką zrobotyzowanych latyfundiów, poprzecinanych pasami lasów produkcyjnych, kopalń, rezerwatów przyrody i baz rekreacyjnych. W wieży kontrolnej zasiądą sztaby ekspertów. Ten etos koncentracji dobrze oddaje Stewart Brand w książce Whole Earth Discipline …. Jego argument można streścić następująco: lepiej koncentrować to, co szkodliwe, niż rozpraszać skutki przemysłowego metabolizmu po całej planecie. Gęste miasta, kontrolowane składowanie odpadów nuklearnych i superwydajne rolnictwo obiecują ograniczenie presji na pozostałe tereny i więcej miejsca dla dzikiej przyrody.
Wielu architektów wydaje się skłaniać ku ucieczce w hipertechnologię, „ekologię kapsuły kosmicznej” (termin wymyślony przez Pedera Ankera). Marzy się im zamknięcie cyklów produkcji kalorii w hermetycznych systemach: wieżach, kulach i piramidach. W tym scenariuszu „inkorporacja” ma podwójne znaczenie: dotyczy wchłonięcia upraw przez inżynierię miejską oraz ich całkowite podporządkowanie modelowi ekonomicznemu hiperkapitalizmu.
Ilustracja: Martin Etienne
Negocjacja – rolnictwo jako integralna część obszarów podmiejskich
U podstaw tej wizji leży koncepcja, do której pasuje nazwa urbanistyka rolnicza. Należy ją odróżnić od rolnictwa miejskiego. Podważa tradycyjny podział na strefy miejską, rolniczą i tereny przyrodnicze. Zagospodarowuje potencjał upraw, by tworzyć przyjazne, wspólne przestrzenie, na nowo kształtować formy i sposób funkcjonowania metropolii.
Parko-sady, osiedla warzywne, wodne osiedla ogrody, otwarte kampusy agronomiczne, agrodzielnice… – z tego sojuszu może powstać wiele form. Przy okazji odwrócenie szkodliwej dynamiki rozwodu miasta z wsią zatarłoby granicę między pracą a czasem wolnym.
Choć dziś ta wizja dopiero raczkuje, ma mocne oparcie we współczesnej agroekologii i czerpie z tradycji urbanistyki przednowoczesnej. Czyż systemy parków Olmsteda, miasta ogrody Howarda i Broadacre City Wrighta nie były pierwszymi szkicami przyszłości agropolitalnej? Może nadszedł czas, by do nich wrócić i wynegocjować nowe umowy między praktykami wiejskimi i miejskimi. Umowy zdolne uzdrowić i uodpornić bezkształtnie rozlewające się miasto.
Nic dziwnego, że współcześnie urbanistyki krajobrazowa i ekologiczna chętnie sięgają po tę narrację. Promują ideę „metropolii horyzontalnej”: zamiast odgradzać się od natury, ten rodzaj ludzkiego siedliska stara się ją włączyć w swój obręb i kultywować we własnej tkance. Nie dają jednak odpowiedzi na rozstrzygające pytanie: ta wizja rzeczywiście doprowadzi do powstania bardziej zróżnicowanych form współistnienia czy zdegeneruje się w zielony parawan dla niepohamowanej deweloperki?
Ilustracja: Martin Etienne
Infiltracja – rolnictwo i ogrodnictwo wnikają do miasta
To oddolne i pragmatyczne podejście znamy jako rolnictwo miejskie. Zagospodarowuje opuszczone i nadmiarowe przestrzenie – dachy, pustostany, nieużytki – by na nowo wprowadzić uprawy do miejskiego krajobrazu. Jednocześnie, nawiązując do tradycji warzywnictwa, organizuje się w lokalne sieci (na przykład RWS – rolnictwo wspierane społecznie), aby ominąć lub „skrócić obieg” rynków i mechanizmów wielkiej dystrybucji. Inicjatywy te nie kwestionują frontalnie logiki i realiów kondycji miejskiej, a nawet wykorzystują jej nisze, gęstości i zróżnicowania. Chwytają się produkcji, zaopatrzenia i konsumpcji żywności (oraz ich ponownej integracji lokalnej lub w krótkim łańcuchu dostaw) jako sposobu na inicjowanie kolektywów i solidarnych praktyk na wykorzenionych terytoriach metropolii.
Niezależnie od tego, czy bezpośrednio integrują się z tkanką miasta, czy subskrybują produkty z zaplecza wiejskiego, wszystkie te podejścia w mniejszym lub większym stopniu stymulują sąsiedzką bliskość w aglomeracjach postrzeganych jako konstelacja albo piana dóbr wspólnych. Chociaż nic nie stoi na przeszkodzie, by władze miejskie do niej zachęcały lub ją naśladowały, infiltracja jest zasadniczo procesem oddolnym, pragmatycznym, z doraźną logiką samoorganizacji. Pojawia się tu i ówdzie, jak chwasty, w pęknięciach i szczelinach terytoriów miejskich. Zdarza się jednak, że w kryzysie gospodarczym przybiera rozmiary prawdziwego mrowia, a indywidualne oraz spółdzielcze uprawy żywnościowe wkraczają na znaczący procent działek miejskich. Taki scenariusz przerobiły Hawana (i ogólnie Kuba) podczas „okresu specjalnego” oraz miasto Detroit po upadku przemysłu samochodowego
Jeśli kryzysy gospodarcze i energetyczne z impetem uderzą w rosnącą liczbę dużych aglomeracji i namnożą w nich rodzaje miejskich odłogów, infiltracja w tej wersji – jako nieplanowane lub nieuzgodnione rolnicze odzyskiwanie ekosystemów miejskich oraz ich podmiejskich obrzeży – prawdopodobnie wyjdzie poza akupunkturę. Rozprzestrzeni się na połacie terytoriów metropolitalnych i ostatecznie odtworzy w nich figury, marginesy lub tkanki rurbanizacji (zjawiska przenikania się cech miejskich i wiejskich). Pozostaje pytanie, jak te ostatnie skomponują się z palimpsestem gatunków, figur i pozostałości metropolii oraz z ich instynktem przetrwania.
Ilustracja: Martin Etienne
Secesja – „Stwórzmy osadę”
Podejście najbardziej radykalne, o charakterze agrarnym. Jego zwolennicy podważają dominację miasta i jego polityki, a co za tym idzie – monopol urbanistyki na kształtowanie odpornych i zrównoważonych warunków do życia. Opierają się na wnioskach z raportu Granice wzrostu (1972) i mnóstwa późniejszych, przytłaczających analiz. Wszystkie one bezlitośnie punktują konsekwencje dominowania społeczeństwa konsumpcyjnego i koncentracji kapitału, a przecież metropolie i ich turystyczne satelity są jednocześnie źródłem, ramą i produktem tych zjawisk. Nasuwa się wyłącznie jedna konkluzja: obszary metropolitalne są niezrównoważone i w niedalekiej przyszłości skazane na upadek. Należy więc, w maksymalnym możliwym stopniu, uwolnić się spod ich wpływu i przygotować się na ich stopniową marginalizację, demontaż, a nawet pracować na rzecz tego upadku.
W tym scenariuszu urbanistykę wypierają zasady współistnienia oraz techniki projektowania, które chronią życiodajny krajobraz oraz złożoną, odporną i samowystarczalną wspólnotę ludzi, roślin i zwierząt. Celem nadrzędnym jest osiągnięcie jak największej autonomii lokalnej, opartej na gospodarce, która czerpie z unikalnych cech danego miejsca. Dąży on do przekształcenia całego terytorium w konfederację światów lub samorządne gminy. Jednym z najpełniejszych wyrazów tego programu jest dziś – obok agrianizmu i municypalizmu wolnościowego – permakultura.
Zapewne wielu za przesadne uzna ogólnoświatowe nazywanie tych doświadczeń fundacyjnych lub refundacyjnych, niemiejskich, exodusem. Nie wszystkie one postrzegają siebie jako antytezy albo miejsca poza terytoriami współczesnej metropolii; czasami uważają się za zwykłe odchylenia, przystanie „przejściowe”. Większości z nich przychodzi zaakceptować pewien kompromis, a wszystkie i w każdych okolicznościach muszą przyjąć modus vivendi, z całym pakietem zasad i mechanizmów zarządzania terytoriami metropolitalnymi. Wreszcie, ogół społeczeństwa zaakceptuje je w charakterze „enklaw”, a nawet przejmie i będzie promować jako synów marnotrawnych kondycji metropolitalnej, zawsze skłonnej do wchłaniania sprzeczności, aby chwalić się własnym ekumenizmem.
Fundament: permakultura i David Holmgren
U podstaw wszystkich rozważań Marota leży głęboka inspiracja permakulturą, w szczególności pracami jej współtwórcy, Davida Holmgrena. Marot uznaje permakulturę za więcej niż metodę uprawy, bo za kompletny system projektowania, który integruje architekturę i rolnictwo z uwzględnieniem skończonych zasobów naszej planety.
Holmgren wraz ze swoją partnerką Su Dennett wykazali w ich australijskiej osadzie Melliodora, że możliwe jest stworzenie zintegrowanego środowiska życia, w którym potrzeby społeczne idą w parze z wydolnością ekosystemu.
Marot czerpie z tego modelu ideę „trzech zasad technologii postindustrialnej”: integracji (maksymalnego wykorzystania energii), elastyczności (możliwości naprawy i adaptacji systemów przez użytkowników), współpracy (każdy element pełni wiele funkcji). Permakultura daje nadzieję, że przejście do świata bez wzrostu gospodarczego będzie nie katastrofą, lecz procesem świadomego i twórczego budowania nowej autonomii.
Podstawowym punktem odniesienia jest dla Marota książka Davida Holmgrena Future Scenarios: How Communities Can Adapt to Peak Oil and Climate Change (Scenariusze przyszłości. Jak wspólnoty mogą zaadaptować się do zmian spowodowanych przez szczyt wydobycia ropy i klimatycznych). Holmgren zaproponował w niej cztery przypuszczalne ścieżki ewolucji naszej cywilizacji, uzależnione od tempa zmian klimatycznych oraz wyczerpywania się zasobów energetycznych.
Nakreślił wizje od „brązowej odnowy” (próby ratowania systemu węglem i autorytaryzmem), przez „zieloną technologię” (przejście na OZE przy zachowaniu struktur miejskich), aż po bardziej radykalne formy: „zapaści na raty” i „ratownictwa rolnego”. Na tej intelektualnej wkonstrukcji – patrzeniu na przyszłość nie jak na jeden nieuchronny los, lecz jak na wachlarz możliwości wymuszonych przez biofizyczną rzeczywistość planety – Marot osadził swoje cztery scenariusze. Twórczo przeszczepił tę metodę na grunt urbanistyki i architektury, by rozważyć, jak nasze miasta i pola zareagują – dobrowolnie albo pod przymusem – na nieodległe przesilenie. Opracowanie za książką Sébastiena Marota Prendre la clef des champs. Agriculture et architecture (Ruszyć w pola. Rolnictwo i architektura). Za polecenie książki dziękujemy Aleksandrze Wasilkowskiej.
















































































