W 2009 roku na obrzeżach Montpellier powstał osiemnastohektarowy park o podwójnej funkcji: produkcyjnej i rekreacyjnej. Był to projekt samorządowy, a w jego realizacji aktywnie uczestniczyli mieszkańcy i mieszkanki. Za cel przyjęli zachowanie wiejskiego charakteru obszaru na granicy dwóch rozwijających się dzielnic. Rośliny uprawiane w parku dobierano z myślą o pożytku spożywczym i krajobrazowym, jakie  za sobą niosą.. Rdzeniem agriparku są winorośle – ważny element francuskiego dziedzictwa. Park obejmuje dziesięć hektarów winnic, wino z nich produkuje lokalna spółdzielnia, efekty jej pracy trafiają na aukcje charytatywne i lokalne wydarzenia. Pozostały teren zajmują ogrody rodzinne. Mieszkańcy Montpellier, którzy nie mają ogrodów, mogą za symboliczną kwotę wydzierżawić przestrzeń na własne uprawy. W ten sposób powstał pierwszy stworzony od podstaw agripark, czyli park rolniczy[1].

W ostatnich latach również inne europejskie miasta rozwijają tę nową formę zagospodarowywania krajobrazu. Uprawa wchodzi do przestrzeni publicznej w sposób czytelny dla miasta: są aleje, miejsca odpoczynku, ścieżki edukacyjne i dostęp dla mieszkańców. Teren dostarcza pożywienia, a zarazem wpisuje się w codzienne życie. Ten dualizm odróżnia agriparki od zwykłych obszarów rolniczych: rola upraw miejskich nie kończy się na plonie. Obejmuje także rekreację, edukację, retencję, ochronę krajobrazu i wzmacnianie lokalnego obiegu żywności.

Nasza współczesność, napiętnowana niepewnością polityczną i środowiskową, wymaga budowania odporności miast na bazie lokalnych zasobów, agriparki zaś dostarczają ważnych narzędzi. Wspierają lokalną ekonomię, gospodarkę obiegu zamkniętego i biogospodarkę. Łączą produkcję i dystrybucję żywności z funkcjami środowiskowymi i społecznymi. Dzięki temu odpowiadają na kilka problemów naraz: presję na zabudowę gruntów rolnych, słabą widoczność rolnictwa w politykach miejskich, długie i kruche łańcuchy dostaw, brak terenów, które jednocześnie pracują produkcyjnie i służą mieszkańcom.

Agriparki zrealizowane dotychczas zazwyczaj są rozległe i usytuowane w strefach podmiejskich lub metropolitalnych, czyli na styku presji inwestycyjnej, rynku zbytu i potrzeby zachowania terenów otwartych. W takich okolicznościach agripark działa jako współczesna forma miejskiej strefy żywicielskiej. Chroni ziemię przed zabudową, utrzymuje ją w funkcji produkcyjnej i włącza do systemu zieleni miejskiej oraz podmiejskiej. Jeszcze nie jest powszechnym narzędziem planowania przestrzennego, ale dotychczasowe realizacje dowodzą, że ma duży potencjał. Właściwie zorganizowany, agripark posłuży jednocześnie polityce żywnościowej, ochronie środowiska, edukacji i organizacji życia codziennego.

Warsztaty sadzenia w l’Agriparc des Bouisses – Montepellier
Fot. Materiały prasowe

Różne skale agriparku

Są agriparki małe i duże. Grand Parc de Miribel-Jonage pod Lyonem, jeden z największych w Europie, rozciąga się na ponad 2,2 tysiąca hektarów. W jego granicach około 800 hektarów porastają lasy, zarządzane w sposób trwały; 500 hektarów zajmują grunty rolne, z czego ponad połowa z nich jest prowadzona w systemie ekologicznym; krajobrazu dopełnia 550 hektarów wód i 56 hektarów suchych łąk, objętych ochroną Natura 2000. Na terenie parku rozpoznano 13 siedlisk i 16 gatunków uznanych w Unii Europejskiej za cenne z punktu widzenia ochrony przyrody, a także 137 gatunków ptaków. Rolnictwo dokłada tu swoją cegiełkę do większego układu, który obejmuje również wodę, tereny zalewowe Rodanu, edukację i rekreację.

Dzisiejsza forma parku jest wynikiem dłuższego procesu. W 1991 roku ten obszar został objęty ochroną w dokumentach planistycznych aglomeracji lyońskiej. Kilka lat później, po rozpoznaniu problemów związanych ze spadkiem bioróżnorodności, eutrofizacją jezior, mniejszą skutecznością terenów zalewowych i ryzykiem zanieczyszczenia wody, sformalizowano cztery podstawowe funkcje Grand Parc: ochronę zasobów wody pitnej, odtwarzanie pola rozlewowego Rodanu, ochronę dziedzictwa przyrodniczego i rozwój rekreacji plenerowej. W 2005 roku strategia Grand Parc 2030 określiła trzy kierunki działań dla tej przestrzeni: ochronę zróżnicowanej przyrody, rozwój odpowiedzialnego rolnictwa i traktowanie parku jak terytorium-laboratorium, otwartego na nowe praktyki gospodarowania wodą, glebą, zielenią i przestrzenią publiczną.

Miejski obieg żywności zyskał w Lyonie znaczącego partnera. Grand Parc wspiera rolnictwo ekologiczne, krótkie łańcuchy dostaw, pszczelarstwo i działania rolno-środowiskowe. W 2010 roku powstała marka Les Saveurs du Grand Parc (Smaki Wielkiego Parku); w 2015 roku zyskała status znaku jakości, wyróżnia produkty pochodzące z tego obszaru. Trafiają do punktów sprzedaży na terenie parku, na targi producentów, do restauracji, sklepów i platform z żywnością lokalną i bio. Park współpracuje między innymi z restauracją Inter-administratif de Lyon, młynem Marion i producentami pszenicy durum, a powstały z niej świeży makaron trafia do żywienia zbiorowego. Grand Parc należy więc do infrastruktury metropolitalnej: jego ziemia żywi, a produkcja żywności jest powiązana z ochroną zasobów, edukacją i lokalnym rynkiem[2].

Jeszcze większy park rolny zafundowali sobie mediolańczycy. Parco Agricolo Sud Milano zajmuje około czterdziestu siedmiu tysięcy hektarów, swojej ziemi użyczyło mu sześćdziesiąt jeden gmin. Jego podstawową funkcją jest ochrona terenów rolnych w bezpośrednim sąsiedztwie metropolii oraz utrzymanie ich znaczenia produkcyjnego mimo silnej presji urbanizacyjnej. Park łączy gospodarstwa rolne, sprzedaż bezpośrednią, agroturystykę, historyczne zespoły zabudowy i trasy rekreacyjne. Dzięki temu miksowi rolnictwo wpisuje się tam w większy układ krajobrazowy i społeczny[3].

W 1998 roku powstał wielkoobszarowy Parc Agrari del Baix Llobregat – agripark w delcie rzeki Llobregat, w bezpośrednim zapleczu Barcelony. Łącznie około trzech tysięcy hektarów gruntów rolnych oddało mu czternaście gmin metropolii barcelońskiej. W zamian zyskały zaplecze produkcji warzywnej i ustabilizowaną ciągłość użytkowania ziemi w obszarze silnej presji urbanizacyjnej. Plony trafiają między innymi na rynek hurtowy Mercabarna oraz do sprzedaży lokalnej i krótkich łańcuchów dostaw. Parkiem zarządza konsorcjum administracji metropolitalnej, gmin i organizacji rolniczych, dzięki czemu polityka przestrzenna i żywnościowa metropolii uwzględnia to miejsce. Jego gospodarze utrzymują historyczny system kanałów irygacyjnych delty, rozwijają infrastrukturę rolniczą i wspierają młodych rolników[4].

Grand Parc de Miribel-Jonage w Lyonie
Fot. Materiały prasowe

Nasza farma MOST działa na bardziej lokalną skalę. Od 2024 roku zajmujemy na warszawskich Siekierkach obszar 3,6 hektara. Idea agriparku była dla nas punktem wyjścia do projektowania przestrzeni – zależało nam, by odwiedzały nas zarówno osoby chętne wesprzeć nas w pracach rolniczych i dowiedzieć się czegoś o regeneratywnym rolnictwie, jak i kierowane impulsem w trakcie spaceru. Teren farmy podzieliliśmy na trzy obszary: przestrzeń edukacyjną (od frontu), główną polanę uprawną (otacza ją martwopłot, na noc ją zamykamy), przestrzeń dzikiej przyrody (można tamtędy przejść, ale w nią nie ingerujemy). Naszą farmę traktujemy jak prototypową formę zagospodarowania miejskich nieużytków – pokazujemy, że można jednocześnie uprawiać żywność i dbać o bioróżnorodność. Między innymi sukcesywnie usuwamy inwazyjną nawłoć kanadyjską i wprowadzamy na jej miejsce rodzime gatunki roślin.

Ten fragment Warszawy ma własne, starsze znaczenie żywicielskie. Siekierki należą do Urzecza – mikroregionu ukształtowanego po obu stronach Wisły w XVII i XVIII wieku. Rozwijał się na żyznych glebach zalewowych i dzięki bliskości warszawskiego rynku. Południową granicę Urzecza wyznaczała „odległość targowa” – maksymalny dystans, który pozwalał w ciągu jednego dnia spłynąć z plonami do Warszawy i wrócić. Rzeka była wtedy szybszym szlakiem transportowym niż drogi[5]. MOST pracuje więc na terenie dawnej strefy żywicielskiej miasta i przypomina, że Warszawa rosła razem ze swoim nadwiślańskim zapleczem produkcyjnym.

Wypracowaliśmy szczególny, całościowy sposób zarządzania MOST-em. Z myślenia o naszej farmie jako przestrzeni spiralnej regeneracji, prowadzonej z uwzględnieniem gleby, wody, starego drzewostanu, dawnych odmian i zasad regeneratywnego rolnictwa[6], wynikło włączenie gruntu – osoby przyrodniczej – do partnerstwa w zarządzaniu terenem. Ma ona reprezentantkę w radzie nadzorczej. Każda decyzja dotycząca nasadzeń, retencji, kompostowania i użytkowania terenu musi uwzględniać integralność tego miejsca i jego zdolność do trwania w czasie. W tym sensie farma MOST rozwija agripark w praktyce: łączy uprawę, edukację, spacer, regenerację i wspólne zarządzanie na obszarze wciąż żywego związku z historią żywicielską Warszawy, a ideę tę dopełnia podmiotowe traktowanie świata przyrodniczego.

Przestrzeń rolniczą wzbogaconą o funkcję spacerową oferuje również biodynamiczne gospodarstwo Zagroda Szczęśliwych Zwierząt w Wielkopolsce. Jej twórcy na obszarze ponad 20 hektarów rozwijają projekt zadrzewień śródpolnych i systemów rolno-leśnych w skali całego krajobrazu, lecz myślą o dalszym rozszerzaniu tych działań, w gospodarstwie o powierzchni około 200 hektarów. Pola rozdzielane są tam pasami drzew i krzewów, sadzonych mniej więcej co 80 metrów; każdy pas ma 8 metrów szerokości. Taki układ ułatwia zatrzymywanie wody, ogranicza wysuszanie gleby przez wiatr oraz tworzy sprzyjające warunki dla ptaków, owadów i drobnych zwierząt. Ważny jest tu sposób myślenia o krajobrazie. Za punkt wyjścia twórcom gospodarstwa posłużyły mapy z początku XX wieku, dawna aleja drzew oraz wielkopolska tradycja zadrzewień śródpolnych związana z pracami Dezyderego Chłapowskiego. Projekt nie powiela jednak dawnych regularnych pasów w prosty sposób. Wprowadza układ dostosowany do konkretnego miejsca, jego historii, kierunku istniejącej alei i dzisiejszych warunków klimatycznych. Także dobór roślin wynika z tego podejścia. Sadzone są gatunki rodzime, przydatne dla zwierząt, odporne, wszystkie dobrze wpisują się w lokalny krajobraz, a przy tym osłaniają teren od wiatru, i zwiększają różnorodność biologiczną.

W Zagrodzie Szczęśliwych Zwierząt krajobraz rolniczy funkcjonuje na zasadach przestrzeni wspólnej. Stąd pomysł, by między pasami zadrzewień i przy drogach pojawiła się mała architektura: ławki, miejsca odpoczynku, punkty obserwacji. Przywracają ludzi krajobrazowi i sobie nawzajem: inicjują obecność, spacer, rozmowę, zatrzymanie się pośród pól. Zmiany zachodzące po wprowadzeniu zadrzewień podlegają obserwacji. Obejmuje badania gleby, obserwacje ornitologiczne i przyrodnicze, dokumentację fotograficzną i filmową. Te działania sprawiają, że projekt pełni też funkcję demonstracyjną i służy za przykład innym osobom zajmującym się rolnictwem, które szukają sposobu na łączenie produkcji, retencji, bioróżnorodności i społecznego użytkowania krajobrazu.

Agriparki pełnią funkcję żywicielską, ochronną i rekreacyjną
Fot. Materiały prasowe, Parco Agricolo Sud Milano        

Przenikanie się krajobrazów

Podział na miasto i wieś porządkuje mapy administracyjne, lecz słabo się sprawdza w opisach współczesnego terytorium. Produkcja żywności, transport, praca, handel i mieszkanie splatają się w gęstą sieć zależności. Wieś dostarcza miastu żywność, wodę, otwarte przestrzenie i część pracy. Miasto organizuje rynek zbytu, infrastrukturę, kapitał i usługi. Te dwa porządki tworzą wspólny układ przepływów, krajobrazy rolnicze i miejskie stykają się więc na wielu poziomach: gospodarczym, społecznym, przestrzennym.

Nowożytni zaczęli tę zależność opisywać i planować. Pionierem był Johann Heinrich von Thünen, dziewiętnastowieczny ekonomista i agronom, który opracował teorię lokalizacji stref produkcji rolniczej wokół miasta. Zwracał uwagę na zależność między odległością od rynku zbytu a rodzajem produkcji i używaną technologią. Najbliżej miasta umieszczał uprawy owoców, warzyw i produkcję mleczną, dalej lasy, za nimi intensywne uprawy zbóż, a najdalej chów zwierząt na mięso. O układzie decydowała logistyka. Warzywa i nabiał źle znoszą transport i przechowywanie, więc muszą być produkowane blisko odbiorców. Drewno, stale potrzebne i ciężkie w przewozie, także powinno znajdować się stosunkowo blisko. Łatwiej przetransportować zboża, w dodatku są żywnością stosunkowo trwałą, więc mogą rosnąć dalej od miasta. Hodowla zwierząt wymaga wielkich powierzchni, a zwierzęta o własnych siłach dojdą do rzeźni, więc trafiły do najdalszego pierścienia. Ten układ wyrastał z relacji między gruntem, drogą i rynkiem[7].

Myśl von Thünena rozwinął Patrick Geddes, twórca planowania regionalnego. Miasto i jego otoczenie uważał za całość i zalecał, by planować ją wspólnie, naturalną koleją rzeczy za podstawową jednostkę planowania przyjął więc region, rozumiany całościowo: jako środowisko fizyczne, formy pracy i życie społeczne. Geddes ujmował tę współzależność w triadzie: Miejsce–Praca–Społeczność[8]. Pozwalała widzieć miasto i jego zaplecze rolnicze jako jeden system wymiany zasobów, w tym żywności, wody i energii. Region nie sprowadzał się do tła dla miasta; bez regionu miasto by nie przetrwało.

Geddes nie ograniczał się do opisu produkcji wokół ośrodka miejskiego; widział region jako ogniwo łączące skalę lokalną i globalną. Miasto wraz z zapleczem rolniczym pośredniczyło między codziennym życiem mieszkańców a szerszym obiegiem surowców, wiedzy i kapitału. Przepływ żywności należał do podstawowych elementów tego układu. Badanie miasta wymagało więc równoczesnego spojrzenia na wodę, żywność, pracę, transport i handel.

Kataloński Parc Agrari del Baix Llobregat
Fot. Materiały prasowe

Tropem myśli Geddesa poszedł Ebenezer Howard. W koncepcji miasta ogrodu włączył rolnictwo do rdzenia układu urbanistycznego, aby miasto nie tylko konsumowało, ale także uczestniczyło w produkcji i przetwórstwie. W pierścieniach wokół miasta Howard sytuował gospodarstwa rolne zaopatrujące mieszkańców w świeżą żywność. Wzmacniały samowystarczalność i ograniczały zależność od zewnętrznych łańcuchów dostaw. Letchworth i Welwyn Garden City pokazują, że myślenie o mieście razem z jego zapleczem rolniczym ma w urbanistyce długą historię.

Współcześnie Nitin Bathla i Luca Lazzarini proponują patrzeć na urbanizm rolniczy (agrarian urbanism) jak na pole wspólne dla urbanistyki i studiów agrarnych. Zalecają, by uwzględniać procesy, w których krajobrazy rolne i miejskie wzajemnie się kształtują: produkcję żywności, logistykę, własność ziemi, obieg pracy i zmianę sposobu użytkowania terenu. Bathla i Lazzarini porządkują urbanizm rolniczy na trzy sposoby. Pierwszy dotyczy ideału planistycznego i obejmuje projekty, w których próbowano świadomie łączyć miasto z rolnictwem. Drugi opisuje hybrydowe krajobrazy aglomeracyjne: pola, osiedla, infrastruktura i miejsca pracy tworzą tam jeden, rozciągnięty układ. Trzeci wydobywa metaboliczne relacje między miastem a wsią, czyli przepływy żywności, energii, pracy i zasobów, które podtrzymują organizm miejski. Należy zastrzec, że urbanizm rolniczy nie sprowadza się ani do miejskiego ogrodnictwa, ani do problemu własności ziemi. Polega na szerszym czytaniu terytorium, z uwzględnieniem produkcji, krajobrazu, infrastruktury i społecznych warunków reprodukcji życia. Pole, targowisko, ciąg logistyczny, obrzeże miasta i podmiejski pas upraw włącza do tego samego układu[9].

Innym pojęciem podważającym podział na miejskie i pozamiejskie jest horyzontalna metropolia – rozległe terytorium, w którym infrastruktura, relacje społeczne, krajobrazy rolne, woda, przyroda i rozproszone formy osadnictwa współtworzą jedną strukturę. Nie ma w niej dominującego centrum. Najważniejsze są układy policentryczne, acentryczne i komplementarne, oparte na gęstej sieci powiązań między miejscami[10]. Pola, sady, drogi, małe centra usługowe, zbiorniki wodne, szkoły, targowiska i strefy rekreacji ustanawiają wspólny porządek terytorialny. Horyzontalna metropolia kieruje więc uwagę ku mikroinfrastrukturom, ciągłościom ekologicznym, przepływom wody, relacjom między glebą i zabudową oraz sposobom codziennego użytkowania przestrzeni[11]1 . Agripark dobrze wpisuje się w takie myślenie. Zachowuje grunt rolny w obrębie miejskiego terytorium, łączy go z obiegiem żywności, edukacją, rekreacją i gospodarką wodną, wzmacnia poziome powiązania między miastem a jego zapleczem żywicielskim.

Na farmie MOST najchętniej odwołujemy się do pojęcia „ekopolis”, wprowadzonego przez Herberta Girardeta. Miasto jako superorganizm, z własnym metabolizmem, żyje ciągłymi dostawami energii, wody i żywności; jak każdy organizm, także ono przetwarza, trawi, wydala. Na organizacji tych procesów upływa życie tysięcy osób, zaangażowanych i zatrudnionych w ramach różnych podmiotów. Z biegiem czasu i rozwoju miasto metabolizuje coraz więcej energii i materii. W ekopolis, wizji miasta przyszłości, rolnictwo – podstawowy element urbanistyki – wnika aż do centrum. Wieś i miasto nie są od siebie odgraniczone ani sobie przeciwstawne, wspólnie budują ekosystem. W tym spojrzeniu na urbanistykę miejskie tereny uprawne – grunty rolne (wciąż obecne w miastach), ogródki działkowe, miejskie sady, przydomowe ogródki, ogrody społecznościowe – nie zaprzeczają miejskości, lecz są jej rdzeniem, analogicznie jak domy i drogi są elementami wsi. Miejsko-wiejski organizm ekopolis dąży do suwerenności i autonomii, dlatego docenia i rozwija tereny rolnicze wokół siebie. Przecież to tam produkowana jest żywność na potrzeby jego mieszkanek i mieszkańców. Ekopolis dba o swoje zasoby, miejskie odpady organiczne przetwarza w wysokojakościowe nawozy. Nic się nie marnuje.

Pas nasadzeń rozdzielających pola na terenie Zagrody Szczęśliwych Zwierząt
Fot. dzięki uprzejmości Zagrody Szczęśliwych Zwierząt

Uprawa żywności sprawą miejską

Przez długi czas miejskość budowano na opozycji wobec tego, co kojarzono z wsią. Miasto miało być gładkie, nowoczesne, sprawne i oddzielone od praktyk związanych z ziemią. Uprawa, hodowla, kompost, sezonowość, targowisko, transport plonów, ręczna praca przy żywności trafiały do porządku uznawanego za mniej prestiżowy i słabiej widoczny. Pod koniec lat 90. ubiegłego wieku ktoś (podobno rzecznik stołecznego Zarządu Dróg Miejskich) wyraził powszechny wówczas stosunek do miasta: „Warszawa to nie wieś, żeby po niej rowerem jeździć”. Ten schemat wracał potem w innych sporach o miasto. W debacie warszawskiej przez lata wpływał na stosunek urzędów do drzew, trawników i bardziej swobodnych form zieleni miejskiej. Napięcie między tym, co uznawano za właściwie miejskie, a tym, co uznawano za zbyt wiejskie, wykraczało więc poza transport, dotyczyło krajobrazu jako takiego[12].

Taki obraz zawsze był częściowy. Miasto od początku żywiło się dzięki ziemi, wodzie, pracy i logistyce ulokowanym w jego bezpośrednim otoczeniu. Owoce, warzywa, mleko, mięso, zboże i opał musiały do miasta docierać codziennie, ta regularność wymagała własnego terytorium, dróg, organizacji handlu i rytmu dostaw. Uprawa żywności należała więc do spraw miejskich nawet wtedy, gdy ich oficjalny wykaz jej nie uwzględniał. Dzisiejszy problem polega raczej na tym, że nowoczesne miasto nauczyło się tę zależność ukrywać. Żywność trafia do niego z daleka, szybko i przez długi łańcuch pośredników, więc łatwo zapomnieć o jej ziemskiej rodzicielce. Z pola widzenia znikają też ludzcy producenci żywności oraz krajobrazy, które utrzymują jej wzrost.

Ścisłe powiązania miejskiego z wiejskim i rolniczym pokazuje brytyjska architektka Carolyn Steel. W swoich propozycjach wychodzi poza uznanie logistyki żywności za ważny element miejskiego metabolizmu, zaleca wręcz, abyśmy patrzyli na miasto poprzez jedzenie. Produkcja, transport, handel, gotowanie i wyrzucanie żywności od stuleci wpływały na układ ulic, targowisk, magazynów, portów, hal i zapleczy gospodarczych. Jedzenie organizowało codzienny czas miasta: godziny handlu, dostawy, pracę kuchni, ruch w targowych częściach dzielnic, a w bardziej odległej przeszłości – również relacje między miastem i jego bezpośrednim zapleczem rolniczym. Uprawa żywności współtworzy miejskość. Na dowód historycznego powiązania miasta i wsi Carolyn Steel przywołuje fresk Ambrogia Lorenzettiego Alegoria dobrych i złych rządów (1338) na ścianie Sala dei Nove (Sali Dziewięciu) w siedzibie władz Sieny. Na scenie z codziennego życia średniowiecznego miasta-państwa tętniące życiem miasto bezpośrednio sąsiaduje z podobnie pracowitą wsią (pola i gaje). Ich dobrobyt opiera się na współpracy i handlu. „Gdyby radni Sienny podnieśli wzrok podczas jednego z posiedzeń, to przekaz byłby czytelny: dbaj o tereny wiejskie, a one zadbają o ciebie”[13].

Pola Zagrody Szczęśliwych Zwierząt obejmują 20 hektarów terenu
Fot. dzięki uprzejmości Zagrody Szczęśliwych Zwierząt

Steel pokazuje też, że współczesny obraz miasta i wsi często działa jak estetyczny skrót. Miasto kojarzy się z usługami, konsumpcją i intensywną zabudową; wieś – z zielenią, spokojem i lokalnością. W obu tych obrazach łatwo zgubić rolnictwo, targowiska, lokalny handel i codzienną pracę potrzebną do wyżywienia mieszkańców. Miasto bez widzialnej relacji z żywnością uzależnia się od systemów, nad którymi ma ograniczoną kontrolę. Uprawa żywności w miastach i ich strefach żywicielskich przywraca do dyskusji urbanistycznych zagadnienia infrastruktury krytycznej i bezpieczeństwa codziennego życia.

Przeciwstawianie sobie miasta i wsi wpędza nas w pułapkę intelektualną, bez względu na to, czy przyjmiemy perspektywę miasta, czy wsi. Na perspektywę wsi wskazuje Wojciech Goszczyński w swojej książce Idylle, hybrydy i heterotopie. Wiejskość i jedzenie w alternatywnych sieciach żywieniowych. Proponuje patrzeć na wiejskość jak na układ relacji, praktyk i wyobrażeń, który nie mieści się w granicy administracyjnej wsi i nie daje się sprowadzić do jednego, stabilnego modelu. Jest dynamiczna, procesualna, pluralna, hybrydalna i ambiwalentna, kształt nadają jej działania ludzi, instytucji, kultury, przestrzeni i rzeczy. Taki opis od razu przesuwa rozmowę z obszaru prostego podziału terytorialnego na obszar codziennych praktyk: zakupów, uprawy, wymiany, świętowania, sposobów urządzania domu, działki i sklepu. Wiejskość ujawnia się także poza krajobrazem rolnym: na jarmarku, w kooperatywie spożywczej, ogrodach działkowych, lokalnej restauracji, winnicy, a czasem po prostu w centrum miasta[14].

Perspektywa przyjęta przez Goszczyńskiego dobrze porządkuje temat upraw żywności w mieście. Dzięki niej nie trzeba rozstrzygać, czy obecność grządki, sadu, targowiska albo kooperatywy osłabia miejski charakter przestrzeni. Lepiej widać, że praktyki związane z uprawą, przetwarzaniem, kupowaniem i organizowaniem obiegu żywności wykraczają poza wieś, pojawiają się też w mieście. W jednych momentach są dobrze widoczne, w innych schodzą na dalszy plan. Ogród społeczny, działka, bazar, szkolna grządka, agripark nie wprowadzają więc do miasta nic zewnętrznego. Ujawniają praktyki i relacje związane z ziemią oraz żywnością, od dawna obecne w codziennym funkcjonowaniu miasta, choć przez długi czas słabiej mieściły się w oficjalnym obrazie miejskości.

Fresk Ambrogia Lorenzettiego Alegoria dobrych i złych rządów (1338) na ścianie Sala dei Nove (Sali Dziewięciu) w siedzibie władz Sieny
Fot. Wikipedia Commons, domena publiczna

Agriparki a suwerenność żywnościowa miast

Agriparki budują suwerenność żywnościową miast, ponieważ na jednym terenie łączą ochronę gruntów, lokalną produkcję i miejski obieg żywności. Suwerenne miasto opiera się na własnym zapleczu produkcyjnym, lokalnym przetwórstwie, krótkich łańcuchach dostaw i dostępności ekonomicznej dla mieszkanek i mieszkańców. Na żywność przestajemy patrzeć jak na anonimowy towar przywożony do miasta z abstrakcyjnego zewnątrz. Wokół niej budujemy politykę przestrzenną, infrastrukturę codzienności oraz relacje miasta z jego strefą żywicielską. Przywiązujemy wagę do usytuowania gruntów rolnych, ich ochrony przed zabudową, działania lokalnego rynku zbytu; nie jest nam obojętne, czy w mieście istnieją targowiska, hale, warzywniaki, punkty odbioru i kuchnie zbiorowe, czy mieszkańcy mają realny dostęp do pełnowartościowej żywności. Agripark utrzymuje ziemię w funkcji żywicielskiej i jednocześnie wprowadza ją do przestrzeni publicznej. Teren nadal pracuje produkcyjnie, ale równocześnie oferuje miejsce do spacerów, edukacji, codziennego kontaktu z uprawą, pozwala się przyjrzeć, jak wygląda praca z glebą, wodą i sezonowością. Służy zwiększaniu bioróżnorodności oraz adaptacji miasta do zmian klimatu. Blisko osiedli mieszkalnych uprawa żywności odzyskuje widzialność. W agriparkach miejska polityka żywnościowa zyskuje własny wymiar przestrzenny. Uprawa, wypuszczona z ukrytego zaplecza miasta, wchodzi do jego krajobrazu i współtworzy sposób, w jaki miasto działa.

Agripark wzmacnia strefę żywicielską, czyli obszar rolniczy pracujący na potrzeby miasta. Nie musi otaczać centrum równym pierścieniem. Zazwyczaj układa się w archipelag gospodarstw, sadów, targowisk, rynków hurtowych, magazynów, punktów przetwórstwa i sprzedaży bezpośredniej; z miastem łączą go drogi, handel i relacje społeczne. Agripark może być jednym z węzłów tego układu. Chroni grunt przed utratą funkcji rolnej, skraca dystans między produkcją i odbiorcą, a jednocześnie tworzy miejsce, w którym miejska i podmiejska infrastruktura żywnościowa nabiera czytelności. Dlatego agriparki efektywnie współpracują z innymi narzędziami polityki żywnościowej: targowiskami, lokalną gastronomią, kooperatywami, punktami sprzedaży bezpośredniej, szkolnymi stołówkami, żłobkami, domami pomocy społecznej i kuchniami społecznymi. Mogą zasilać krótkie łańcuchy dostaw albo pełnić funkcję edukacyjną i demonstracyjną dla osób, które na co dzień nie mają kontaktu z uprawą. W jednym miejscu spotykają się produkcja, dystrybucja, edukacja i rekreacja. To właśnie ten splot nadaje agriparkowi znaczenie większe niż zwykłemu terenowi rolniczemu.

Agripark dobrze wpisuje się w pojęcie ekopolis. Zamiast zbioru oddzielnych sektorów powstaje żywy układ zależności między żywnością, wodą, glebą, energią, zielenią i codziennym życiem mieszkańców. Rolnictwo wraca do urbanistyki jako jedna z jej podstawowych warstw. Ziemi, w zwykłym mieście sprowadzonej do rezerwy oczekującej na przyszłą zabudowę, ekopolis oddaje należne jej znaczenie zasobu strategicznego. Suwerenność żywnościowa zaczyna się od terenu, który zarazem żywi, jest chroniony przed zabudową i pracuje dla miasta w sposób widoczny. Agripark nadaje tej relacji trwałą formę przestrzenną.

Fresk Ambrogia Lorenzettiego Alegoria dobrych i złych rządów (1338) na ścianie Sala dei Nove (Sali Dziewięciu) w siedzibie władz Sieny
Fot. Wikipedia Commons, domena publiczna