Wcześniej czy później „Autoportret” musiał się skonfrontować z tematem ruin. Kulturoznawczyni Małgorzata Nieszczerzewska w rozmowie z Maciejem Rodakiem uwypukla szczególną moc obrazu rozpadającej się architektury na tle innych artefaktów kulturowych. Zrujnowana budowla wyzwala w ludziach skrajne emocje – od przerażenia po zachwyt: „W ruinie spotykają się bowiem dwa porządki: ludzka potrzeba trwałości i nieuchronność rozpadu”. Nasz kwartalnik od blisko dwudziestu pięciu lat zajmuje się refleksją nad spiralą XXI-wiecznych napięć w kontekście przestrzeni. Pojęcie ruiny – znów przywołam profesor Nieszczerzewską – pozwala „analizować architekturę, ale również zjawiska kulturowe i rozpoznawać różne kryzysy, zmierzchy i atrofie. W ruinę popadają przecież nie tylko budynki, zjawisko to dotyczy także narracji, systemów wartości, sposobów poznawania świata, a nawet podmiotów poznających”.

Walter Benjamin pisał, że ludziom od zawsze towarzyszyło rozpaczliwe poczucie życia w środku kryzysowego przełomu. W skali globalnej chyba jednak nigdy wcześniej nie doświadczaliśmy tak wielkiej dynamiki przemian jednocześnie technologicznych, politycznych i społecznych oraz wywołanych nimi lęków o przyszłość ludzkości. Narasta przeświadczenie o definitywnym końcu epoki zakorzenionej w oświeceniu. Jej początek i schyłek wyznaczają obrazy ruin burzących dotychczasowy ogląd świata. W dniu Wszystkich Świętych 1755 roku trzęsienie ziemi i następujące po nim tsunami zniszczyło Lizbonę. Katastrofa ta – przypomina w swoim tekście Jakub Woynarowski – „okazała się momentem formacyjnym dla europejskiego oświecenia, podważała bowiem utrwaloną na chrześcijańskim Zachodzie wiarę w Bożą opatrzność i przekonanie o prawdziwości religijnej wizji świata”. Podobnym wstrząsem był widok walących się wież World Trade Centre w Nowym Jorku. Atak terrorystyczny przeprowadzony przez fundamentalistyczną Al.-Kaidę brutalnie wyrywał Zachód z iluzji liberalnej, bezpiecznej i racjonalnej przyszłości, która miała przynieść błogosławieństwo całemu globu.

Ta przyszłość nigdy nie nadeszła. Z jej obietnic zostały ruiny – opisywane w tym numerze przez Olgę Drendę, Jana Twaroga i Wojciecha Wilczyka – rozpadające się pamiątki po modernizmie: miasta, osiedla i fabryki, które padły ofiarą globalizacji. Wiek XXI funduje nam kolejne tąpnięcia i katastrofy, które karmią apokaliptyczną wyobraźnię współczesnej popkultury. Filmoznawca Jakub Majmurek w rozmowie z Aleksandrą Czupkiewicz podsumowuje obecny Zeitgeist: „Świat na naszych oczach się zużywa, niszczeje, sypie się i rozpada, niezdolny powstrzymać własnej entropii. Ruina rodzi się, parafrazując Eliota, nie z hukiem, lecz ze skomleniem”.

Katastrofa w Lizbonie wywołała lęk przed Naturą jako hegemoniczną siłą, zdolną w ułamku sekund zniszczyć z pozoru najtrwalsze konstrukcje architektoniczne. Paradoksalnie ruinie przejętej przez przyrodę zdarza się wzbudzać w ludziach wzniosły zachwyt i melancholię – obie te emocje mogą towarzyszyć egzystencjalnej autorefleksji. „Temporalny charakter ruiny uświadamia nam nieuchronność przemijalności, znikomość naszych wysiłków, przynależność do większej całości, rządzącej się inną skalą czasową i prawami innymi niż ludzkie” – pisze filozof Mateusz Salwa i stawia drażniące pytania o sytuację odwrotną, nasz stosunek do „ekoruin”: zniszczeń natury dokonanych przez człowieka. W wyniku rewolucji przyniesionej przez oświecenie wyrósł na nową siłę hegemoniczną, zdolną dokonywać destrukcji w skali planetarnej. Czy przywoływany przez Salwę etyczny i społeczny opór przed estetyczną kontemplacją niszczejącej przyrody wystarczy, by powstrzymać jej dalszą rujnację?

Marta Karpińska