Przydomowa szklarnia, w niej ogórki gruntowe. Krzak czerwonej porzeczki, pnącza fasoli na działce. Ekologiczna hodowla kóz i hipsterski bazarek w opuszczonej manufakturze. Oświetlona na biało alejka „ryże, makarony”. Rząd smętnych sałatek na wynos. Oscypki znad ognia w przydrożnej pseudokarczmie, McDonald’s. Połacie rzepaku, kiedy jedziesz autostradą przez Polskę, Niemcy, Francję. W mazowieckim zagłębiu drobiu migranci z Kolumbii i Wenezueli pracują na zasadach feudalnych. Kurczaki w fermach nigdy nie widziały słońca. Wytwórnia paszy przerabia poekstrakcyjną śrutę sojową z upraw na wykarczowanych obszarach Puszczy Amazońskiej. Krajobrazy jedzenia.
Jedzenie jest nieodłączną częścią codzienności, nierzadko doniosłym doznaniem zmysłowym, nośnikiem wspomnień i tożsamości kulturowej. Mimo to my, mieszkańcy Globalnej Północy, jego produkcję oraz mechanizmy dystrybucji i sprzedaży straciliśmy z pola widzenia. Związki żywności z lokalnymi środowiskiem, warunkami klimatycznymi, zwierzętami, cyrkulacją odchodów i stanem gleby, tak oczywiste jeszcze dla naszych babek i dziadków, zostały zerwane. Zaopatrujemy się w supermarketach, ich pozornie różnorodna oferta (setki produktów wysoko przetworzonych, ubogi wybór zdrowego, nieprzetworzonego jedzenia) pozwala zapomnieć o sezonowości i pochodzeniu. Na etykiecie passaty „made in Italy” nie znajdziemy informacji, że pomidory na nią wyrosły w Chinach, na jednej z największych światowych plantacji tego warzywa, a zbierały je także dzieci. Żywność trafia na nasze stoły po długiej i zawiłej podróży, w wyniku trudnych do prześledzenia procesów kontrolowanych przez globalne korporacje. Pochodzi z odległych miejsc. Dla jej pozyskania krajobrazy uległy degradacji, a społeczności – rozbiciu. Niewidzialność jest utrwalana przez system uprzemysłowionej, wszechogarniającej agrologistyki –niszczycielskiej dla ekosystemów, okrutnej dla zwierząt. Jednocześnie marnotrawi on i pozostawia problem głodu nierozwiązanym.
Żywność odegrała fundamentalną rolę w dziejach człowieka. Najpierw zaingerowała w proces ewolucji: zmiana diety poskutkowała redukcją energochłonnego układu trawienia i zwiększeniem objętości mózgu. Rolnictwo dało początek państwu. Regularność upraw i długotrwałe przechowywanie plonów umożliwiły wprowadzenie podatków. Biokontrola leży u podstaw dwóch równoległych i komplementarnych wobec siebie procesów: rozwoju rolnictwa i urbanizacji. Jarosław Szewczyk przybliża ich związek: wyorana pługiem bruzda wyznaczała pierwotną granicę miasta i dała podstawy do wyznaczenia miar przestrzennych. Orka zmieniła krajobraz i topografię. W rolniczej ziemi jest zapisana historia porządków społecznych, gospodarczych i politycznych.
Miasta całkowicie zależą od obszarów produkcji rolnej. W nurcie urbanizmu agrarnego architekci i urbaniści – między innymi Ebenezer Howard, Frank Lloyd Wright, japońscy metaboliści – opracowywali koncepcje sytuujące żywność u podstaw organizacji przestrzennej. Dziś potrzebujemy nowych modeli. Współczesne strategie skategoryzował w czterech scenariuszach przyszłości filozof i historyk Sébastien Marot. Narzędziami wyobraźni wyznaczył potencjalne kierunki; po konkretne rozwiązania zwróciłyśmy się do praktyczek: Joanna Erbel zachęca, by poprzez agriparki zabezpieczać tereny żywicielskie wokół miast, Aleksandra Wasilkowska podkreśla, że sprawiedliwość żywieniowa potrzebuje infrastruktury społecznej: barów mlecznych, warzywniaków, bazarków, targowisk.
W tym numerze poszukujemy przede wszystkim szans na przywrócenie widzialności produkcji i dystrybucji jedzenia. Odchodzimy od niewydolnej dychotomii miasta i wsi, by naświetlić nierozerwalne związki między żywnością a krajobrazem i jego mieszkańcami, także pozaludzkimi.
Kinga Zemła
Redakcja dziękuję Joannie Erbel za wsparcie merytoryczne w przygotowaniu numeru „Krajobrazy jedzenia”.






























































