Opowieść o tym, jak Terunobu Fujimori pokonał style architektoniczne

Historycy, krytycy, znawcy architektury mają tę przewagę nad jej projektantami, że potrafią odkryć powiązania, powtarzalne wzorce, których twórcy sami z siebie nie dostrzegają, a także te, do których nie chcą się przyznać. Obnażanie pokrewieństwa między dziełami z różnych epok Vincent Scully nazywa zemstą historyka[1].

Spróbujmy sobie wyobrazić odwrotny scenariusz owej „zemsty”. Czy badacz mógłby zostać projektantem i znajomość dziejów sztuki zastosować do tworzenia obiektów całkowicie pozbawionych odniesień do znanych stylów architektonicznych?

Nie da się na tak postawione pytanie odpowiedzieć czysto teoretycznie, dlatego proponuję analizę twórczości Terunobu Fujimoriego – historyka i architekta, który uznaje (bez nadmiernej skromności), że udało mu się wyzwolić z więzów naśladownictwa.

Ein Stein Teehaus w Raketenstation Hombroich koło Neuss w Niemczech, zbudowany w 2020 roku
Fot. Maciej Jagielak

Architektura antyhistoryczna

Międzynarodową sławę zyskał przede wszystkim dzięki budynkom, które sprawiają wrażenie, jakby do rzeczywistości trafiły wprost ze świata wyobraźni, snów lub japońskiej animacji. Projektowane przez Fujimoriego domy, domki herbaciane, a także większe budynki reprezentują zestaw form tak zaskakujących i niecodziennych, że często przypominają bardziej dziecięce rysunki, zwierzęta lub przedmioty niż „poważną” architekturę. Ma on w dorobku domki herbaciane na nodze-słupie, dwóch, trzech albo kilku takich podporach, a nawet taki zawieszony na linach. Jedne chatki zdają się kroczyć, inne – unosić w powietrzu, jeszcze inne, przeciwnie, są mocno osadzone w ziemi lub wręcz nią przykryte. Większość jest „odziana” w naturalne, tradycyjne materiały (a bywa, że i w żywe rośliny), ale sposób zastosowania budulca różni się wyraźnie od historycznych przykładów architektury wernakularnej.

Rozpoznawalność architektury Fujimoriego ugruntowały w Europie ekspozycja w Pawilonie Japońskim na Biennale Architektury w Wenecji (2006) oraz wystawy połączone z budową domków herbacianych lub innych instalacji artystycznych. W językach europejskich wydano kilka książek podsumowujących jego dorobek.

Te niesamowite, świadomie „nienowoczesne” budynki są bardzo fotogeniczne. Ich zdjęcia, chętnie powielane przez serwisy internetowe, przysparzają projektantowi sławy online, mimo że nie prowadzi on strony internetowej.

Ein Stein Teehaus w Raketenstation Hombroich koło Neuss w Niemczech, zbudowany w 2020 roku
Fot. Maciej Jagielak

Wernakularne korzenie

Unikalne cechy twórczości projektowej Fujimoriego w dużym stopniu wynikają, jak się wydaje, z jego nietypowego życiorysu. Pracować projektowo zaczął dopiero w wieku czterdziestu trzech lat, wcześniej zyskał uznanie jako badacz architektury i autor książek popularnonaukowych.

Urodził się w 1946 roku, ale we wspomnieniach przedstawia dzieciństwo w wiosce Takabe, w prefekturze Nagano, jako spędzone w warunkach przednowoczesnych. Rodzina mieszkała w domu z okresu Edo, dominowały w nim cechy tradycyjnej chaty japońskiej (minka), z klepiskiem w części kuchennej i dymnikami w dachu krytym strzechą. Przejawami nowoczesności były wtedy: jedna lampa elektryczna, radio, bieżąca woda w kuchni oraz przeszklenia w części tradycyjnych przesuwnych ekranów shoji.

Pierwszy kontakt z architekturą współczesną – a konkretnie inspirowanymi architekturą Zachodu budynkami użyteczności publicznej, na przykład kliniką i szkołą w najbliższej większej miejscowości – Fujimori zapamiętał jako doświadczenie formujące. Później skłoniło go do wyboru studiów architektonicznych.

Nadrzewny Domek Herbaciany w parku rzeźby Ordrupgaard koło Kopenhagi, 2018
Fot. Maciej Jagielak

Student, badacz architektury modernizmu

Odbył je na Uniwersytecie Tohoku, uzupełniał lekturami i podróżami: Ledoux, Le Corbusier, Seiichi Shirai, Arata Isozaki, Archigram… Jego projekt dyplomowy w tytule i warstwie teoretycznej nawiązywał do myśli Ledoux, ale wizualnie bliżej mu było do utopijnych wizji grupy Archigram. Na pięknych rysunkach tuszem Fujimori przedstawił wizję futurystycznego miasta-mostu nad rzeką Hirose.

Z dyplomem w kieszeni porzucił projektowanie i dwadzieścia lat poświęcił badaniu historii architektury, przede wszystkim współczesnej architektury japońskiej. Jego pozycję uznanego naukowca i specjalisty ugruntowała dwutomowa Nihon no kindai kenchiku (Historia architektury współczesnej w Japonii)[2]. Poprzez swoje badania poznał większość (a może nawet wszystkie – bo taki sobie postawił cel) istotnych dzieł japońskiej architektury współczesnej i jej twórców.

Kaplica Krzyża na wyspie San Giorgio Maggiore w Wenecji, 2018
Fot. Maciej Jagielak

Architektoniczny detektyw, uliczny obserwator

Szczególną uwagę poświęcił gwałtownym przemianom na przełomie XIX i XX wieku. Z braku źródeł wyruszył w teren. Przemierzając Tokio i inne miasta ulica po ulicy, „odkrył”, a następnie opisał budynki pomijane przez wcześniejszych autorów – hybrydy stylistyczne architektury japońskiej i wpływów architektury Zachodu. Nazwał je kanban kenchiku – architekturą billboardową. Swoje poszukiwania opisywał w popularnych artykułach i książkach o przygodach „architektonicznego detektywa”.

Ten etap pracy badawczej ściśle łączy się z działalnością w Towarzystwie Obserwacji Ulicznych ROJO[3]. Oprócz Fujimoriego współzałożyli je artysta i pisarz Ganpei Akasegawa, ilustrator Shinbō Minami, pisarz Jōji Hayashi i redaktor Tetsuo Matsuda. Rejestrowali różne formy pozornie nieistotnych i zwykle pomijanych elementów życia w mieście: od dziwnych budowli po hydranty, pokrywy studzienek kanalizacyjnych, połamane parasole, schody donikąd. Towarzystwo powzięło za cel obserwację (i jej zapis w formie rysunków lub zdjęć) samą w sobie, nie chcieli przyporządkowywać tych czynności do dziedziny sztuki ani nauki. Niemniej ich działalność wzbudziła szerokie zainteresowanie, była przedmiotem publikacji oraz wystaw, także międzynarodowych. Pytany po latach o związki „ulicznej obserwacji” ze swoją architekturą, Fujimori odpowiadał wymijająco, sugerował jednak, że dostrzeganie wartości i znaczeń w przedmiotach i miejscach codziennego użytku ma wiele wspólnego z surrealizmem, tak jak jego twórczość.

Kaplica Krzyża na wyspie San Giorgio Maggiore w Wenecji, 2018
Fot. Maciej Jagielak

Życie projektanta zaczyna się po czterdziestce

Pierwszą pracę projektową Fujimori podjął dopiero w 1989 roku. Był już uznanym badaczem, krytykiem architektury i autorem książek, ominął go jednak etap bycia „młodym architektem”. Nowy rozdział kariery rozpoczynał z niezwykle szeroką wiedzą, ale bez doświadczenia praktycznego. Dodatkowo znalazł się pod sporą presją, bo jego koledzy ze studiów zdążyli zgromadzić duży i rozpoznawalny dorobek.

Szczęśliwie trafiło mu się zadanie zupełnie niezwykłe, jakby skrojone na miarę niecodziennej wiedzy Fujimoriego. Zaprojektować należało niewielkie muzeum, właściwie rodzaj skarbca otwartego dla zwiedzających. Zleceniodawcy – z rodziny Moriya – zamieszkiwali w okolicach Górnej Świątyni Suwa w prefekturze Nagano, czyli rejonie, w którym spędził dzieciństwo przyszły architekt. W pierwszym odruchu Fujimori zarekomendował Toyo Itō – swojego krajana i kolegę ze szkoły. Kandydatura została jednak odrzucona, ponieważ zamawiający nie życzył sobie obiektu o współczesnym wyglądzie. Ostatecznie więc to Fujimori podjął wyzwanie, by zaprojektować coś niewspółczesnego.

Muzeum Płytek Ceramicznych w Tajimi w prefekturze Gifu w Japonii, 2016
Fot. Asturio Cantabrio / Wikimedia Commons CC BY-SA 4.0

Siedemdziesiąt osiem pokoleń rodu patrzy architektowi na ręce

Początkowo praca postępowała opornie. Pierwsze szkice, nawiązujące do historycznej zabudowy wiejskiej, Fujimori odrzucił jako nieadekwatne, bo oparte na wzorcach sprzed „zaledwie” kilkuset lat. Chciał, by jego architektura sięgała korzeni rodu strażników tradycji, od siedemdziesięciu ośmiu pokoleń zamieszkujących u stóp góry Moriya. Gdy tam osiedli, w Japonii jeszcze nie uprawiano ryżu… Niemal niewyobrażalnie odległa perspektywa, wobec niej style architektoniczne wydają się przelotną modą. O architekturze czasu łowców i zbieraczy wiemy niewiele, na pewno stosowano w niej lokalne, surowe, co najwyżej z grubsza obrobione materiały.

Zadanie okazało się też złożone technicznie. Budynek muzeum podlegał surowym japońskim przepisom dotyczącym bezpieczeństwa dziedzictwa kulturowego – konstrukcja musiała być zaprojektowana tak, by zapewnić ochronę zbiorów przed pożarami i trzęsieniem ziemi.

Ostatecznie Fujimori naszkicował coś w rodzaju wysmukłego kopca ziemnego z lekkim drewnianym daszkiem. W wyniku dalszego opracowania pomysłu kopiec przekształcił się w konstrukcję na rzucie kwadratu, przypominającą wieżę z ziemi. Bryłę uzupełnia niewielka przybudówka, całość jest pokryta łupanymi deskami i dachem z kamienia. Nie sposób dopatrzeć się w tym projekcie czytelnych cech jakiegokolwiek znanego stylu architektonicznego.

Swoje wrażenia z wizyty w Muzeum Historycznym Jinchoikan Moriya architekt Kengo Kuma podsumował w tekście pod tytułem It Makes Me Feel Nostalgic, though I have not seen it before (Wzbudza we mnie nostalgię, choć nie widziałem go wcześniej)[4]. Podobno wielu gości muzeum nie zauważało, że to nowy budynek.

Neolityczny styl międzynarodowy

Już pierwsze dzieło architektoniczne Fujimoriego wykazywało cechy „neolitycznego internacjonalizmu” lub „międzynarodowego wernakularyzmu”[5]. Twórca stylu wysunął na wpół poważną hipotezę, że architektura była międzynarodowa i jednolita na jej początku i jest taka „na końcu”. W epoce neolitu ludzie na wszystkich kontynentach wznosili ku słońcu drewniane słupy i kamienne megality – można je uznać za pierwsze dzieła architektury. Dopiero znacznie później, wraz z odrębnymi cywilizacjami, rozwijały się lokalne różnice, mnożyły się style architektoniczne. Kolonializm przyniósł spadek różnorodności stylistycznej i proces ujednolicania, z kulminacją w postaci modernizmu i współczesnej architektury doby globalizacji.

Terunobu Fujimori konsekwentnie kroczy własną ścieżką twórczą, wyznaczoną przy pierwszym zleceniu. Utrzymał kurs odrębny od głównego nurtu architektury współczesnej, a jednocześnie nie popada w naśladownictwo stylów historycznych. W kolejnych realizacjach rozwija kilka pomysłów przewodnich: stosuje naturalne, nisko przetworzone materiały oraz rzemieślniczo wykonane i odświeżająco ahistoryczne detale, zaskakująco rozmieszcza rośliny i ziemię, eksperymentuje ze skalą i z formą domków herbacianych.

Ubieranie architektury

Mimo intelektualnej, narracyjnej genezy pierwszego projektu główną rolę w architekturze zarówno muzeum Moriya, jak i kolejnych obiektów odgrywają materiały. Drewno, ziemia i kamień wywołują wrażenie ponadczasowości, wręcz „odwieczności”, tak pożądanej przez Fujimoriego. Swoje zabiegi formalne nazywa ubieraniem nauki i technologii w naturę. Nisko przetworzone naturalne wykończenia łagodzą kontrast między budynkiem a krajobrazem przyrodniczym.

Podejście Fujimoriego do wyboru budulca zarazem intryguje i wzbudza kontrowersje. Japoński indywidualista świadomie i konsekwentnie łamie bowiem zasadę szczerości materiałowej, powszechnie uznawaną za podstawę pracy współczesnych architektów. Konstrukcję zwykle projektuje z użyciem współczesnych materiałów: betonu, stali, sklejki, lecz skrupulatnie zakrywa ją cienką warstwą wierzchnią naturalnych materiałów wykończeniowych. Czasem sięga po imitacje, na przykład odpowiednio zabarwioną zaprawą cementową z domieszką sieczki słomianej pozoruje wykończenie gliną.

Choć ten opis może brzmieć jak recepta na tanią scenografię, efekty najczęściej są spójne. O sukcesie decyduje chyba gównie wyczucie budulców. Mimo naukowego backgroundu Fujimori niczym rzemieślnik osobiście eksperymentuje z materiałami, kieruje się ich zrozumieniem, opartym na doświadczeniu haptycznym. Dla osiągnięcia zamierzonej faktury osobiście dobiera narzędzia i metody obróbki drewna, a zdarza się mu wskazywać nawet, które drzewa należy ściąć, by uzyskać pożądane kształty. Ba, czasami własnoręcznie wykonuje niektóre elementy budynków, na przykład lampy, ciosane słupy i rynny.

Domek herbaciany Latająca Gliniana Łodź w Chino-shi, prefektura Nagano
Fot. m-louis/ Flickr CC BY-SA 2.0

Opalane deski, pikowana blacha i rośliny

Kilka strategii „ubierania” budynków przeprowadził w sposób szczególnie oryginalny.

Już od końca lat 90. eksperymentował (i nadal eksperymentuje) z elementami opalanymi. Opalnie desek, czyli Yakisugi (lub Shou Sugi Ban)[6], tradycyjna japońska metoda konserwacji drewna, obecnie znajduje zastosowanie komercyjne w wielu miejscach na świecie. Producenci tak przetwarzanych desek elewacyjnych działają już także w Polsce, mają wierne grono klientów, głównie miłośników nurtu „nowoczesnej stodoły”. Fujimori zaczął od zastosowania drobnych elementów opalanych we wnętrzu Tan-ken (Węglodrzewnego domku herbacianego). W kilku późniejszych projektach, między innymi Yoro Kanchukan (Muzeum Owadów) i Lamune Onsen (budynek kąpielowy przy gorących źródłach), nadał temu materiałowi pierwszoplanową rolę. Technologię zaczerpnął z wernakularnej architektury japońskiej. Przyczynił się do zmiany wizerunku Yakisugi, historycznie uznawanej za przejaw biedy, w wielu miejscach na świecie prowadził warsztaty stosowania tej technologii. Deski w realizacjach Fujimoriego zawsze są opalane rzemieślniczo i bardzo głęboko, dzięki czemu zyskują mocną, trwałą czerń i charakterystyczną fakturę „tabliczki czekolady”. Przeplatanie ich pasami białego tynku (jak w Lamune Onsen) daje unikalny efekt wizualny, a jednocześnie pozwala obejść technologiczny problem dopasowania desek pogiętych w wyniku oddziaływania płomieni.

Blacha, materiał z pozoru banalny, często pojawia się w projektach Fujimoriego jako pokrycie dachowe i okazjonalnie jako poszycie ścian. „Neolityczny wernakularysta” rzemieślniczym zastosowaniem blachy chętnie gra z wyobrażeniami o wartości i cenie, masowości i rzemiośle. Widać, że dachy budynków Lamune Onsen i kilku domków herbacianych pokrył blachą falistą – wydawałoby się najtańszym, powszechne stosowanym budulcem. Pozory jednak mylą: Fujimori zastosował blachę miedzianą, o różnych wysokościach fali, przygotowaną na specjalne zamówienie. Sposób jej układania w niewielkich nieregularnych arkuszach też jest autorski. W warsztacie Futo-an oraz w Totan no Ie (Domu Cynkowym) blacha pokrywa ściany i przywołuje skojarzenie z miękkim pikowanym materiałem, bo arkusze zostały celowo „pomięte” przez mocny docisk wkrętami – niedopuszczalny błąd przy zwykłym zastosowaniu blachy!

Rośliny – stały motyw swojej twórczości – Fujimori włącza do strategii „ubierania architektury”. Typowe zastosowania okrywy roślinnej, czyli zielone dachy i zielone elewacje, uważa za nudne, inspiruje go za to średniowieczna Torre Guinigi w Lukce: na jej górnym tarasie rośnie kilka starych drzew oliwnych, niczym żywy hełm wieży. Przy takim punkcie wyjścia nie dziwi, że Fujimori rozmieszcza żywą zieleń w wyeksponowanych miejscach budynków – często wieńczy roślinami szczyty dachów (jak w Ipponmatsu House – Domu Jednej Sosny) albo dekoruje „grzywą” pagórko-budynki (na przykład Muzeum Płytek Ceramicznych Tajimi w Gifu). Niektóre z tych nasadzeń okazały się bardzo trudne w utrzymaniu.

Partycypacja

Fujimoriemu zdarza się podejmować pracę na budowie, włącza też w wykonywanie nietypowych zadań innych. Przy realizacji projektu Nira House (Domu Czosnków)[7] dla Genepeia Hasegawy – członka Towarzystwa Obserwacji Ulicznych i przyjaciela architekta – po raz pierwszy do pomocy zaprosił amatorów: inwestora i grupkę znajomych. Nazwa domu wzięła się od kilku tysięcy roślin posadzonych w doniczkach na dachu. Rozwiązanie odbiega od typowych technologii stosowanych przy dachach zielonych, więc profesjonalni wykonawcy nie chcieli się podjąć montażu systemu nawadniania i doniczek; zadanie spadło na kolegów Hasegawy. Wspólna praca dała im tyle satysfakcji, że potem Fujimori jeszcze nieraz zwoływał ich do nietypowych prac wykończeniowych, a oni chętnie się zbierali. Z czasem nazwali swoją ekipę Jomon Kenchiku Dan (Grupa Architektury Jomon)[8]. Do amatorskiej pracy wykonawczej architekt zaprosił też właściciela i pracowników manufaktury słodyczy Taneya, dla której siedzibę budował – wspólnie wyklejali kawałkami węgla drzewnego ściany i sufit pod dachem wysokiego holu budynku Kusayane (Trawiasty Dach) w zespole o nazwie La Collina Ōmihachiman.

W ramach międzynarodowej współpracy ochotnikami do budowlanych „zadań specjalnych” zostawały osoby studiujące architekturę i design. Dzięki zaangażowaniu studentek i studentów ostatecznego kształtu nabrały domki herbaciane prezentowane na wystawach w Victoria & Albert Museum i Barbican Centre.

Eksport do Europy

Europejczycy nie muszą już wyruszać w podróż międzykontynentalną, by odwiedzić cztery niewielkie budynki projektu Terunobu Fujimoriego: Kaplicę Krzyża w Wenecji (jedną z Kaplic Watykańskich na wyspie San Giorgio), dwa domki herbaciane – jeden w Danii, w Ordrupgaard, i jeden w Niemczech, w Raketenstation Hombroich koło Neuss (Ein Stein Teehaus), a także nieco większy Stork House (Dom Bocianów) w Raiding w Austrii. Pierwsze trzy wchodzą w skład stałych plenerowych wystaw architektonicznych udostępnianych publiczności. Wśród nich szczególnie polecam odwiedziny w dawnej stacji rakietowej Hombroich, zarówno ze względu na domek herbaciany, jak i dzieła innych architektów, które można podziwiać w tym niezwykłym miejscu.

Najciekawsza moim zdaniem europejska realizacja Terunobu Fujimoriego, czyli Walking Café (Chodząca Kawiarnia), nie jest już niestety dostępna. Stała w ogrodach monachijskiego muzeum Villa Stuck tylko w czasie trwania wystawy monograficznej architekta. Niewielka konstrukcja, wielkości domku herbacianego, mieściła jeden stolik. Do środka trzeba się było wdrapać po drabinie. Bryła o jajowatym kształcie, z wypustką przypominającą świński ryj, unosiła się nad ziemią na wysokich słupach-nogach. Zamiast stóp miały koła, więc obiekt można było przetaczać. Poziomem wykonania, a przede wszystkim „odrealnienia” koncepcji projektowej twór dorównywał najlepszym japońskim realizacjom Fujimoriego i dostrzegłem w nim ideał „wernakularnego stylu międzynarodowego”. Pozostałe europejskie realizacje tego architekta, choć trwałe – a może właśnie dlatego, że trwałe – nie są tak wolne od wpływu miejsca powstania i lokalnych uwarunkowań. Kaplica Krzyża bezpośrednio nawiązuje do historii architektury europejskiej, ponieważ koncepcja kuratorska Kaplic Watykańskich w Wenecji sugerowała podjęcie dialogu ze sztokholmską Skogskapellet (Leśną Kaplicą) projektu Gunnara Asplunda.

Bajkowe domki czy coś więcej?

Na podstawie pierwszego wrażenia można by budynki projektu Terunobu Fujimoriego nazwać bajkowymi, lecz dopuścilibyśmy się niesprawiedliwego uproszczenia. Ich twórca woli przedstawiać je jako przykłady surrealizmu w architekturze lub mówić o poszukiwaniu uniwersalnego stylu wernakularnego, nieosadzonego w konkretnym miejscu i epoce. Mnie dostarczają wrażeń podobnych jak powieści J.R.R. Tolkiena: sprawia mi przyjemność obcowanie z innym, niesamowicie szczegółowo skonstruowanym światem. Od strony praktycznej uważam twórczość Fujimoriego za wciąż jeszcze niedoceniane i nie w pełni wykorzystane źródło inspiracji i wiedzy o używaniu naturalnych, nisko przetworzonych materiałów. Choć „neolityczny wernakularysta” świadomie ogranicza ich rolę przede wszystkim do zewnętrznego kostiumu dla swoich realizacji, nic nie stoi na przeszkodzie, by z efektów wyciągać wnioski dla tworzenia architektury doby gospodarki cyrkularnej – w niej takie materiały powinny wypełniać także misję ekologiczną.