Las formas de la sombra

W sobotnie przedpołudnie czekałam na wejście do Lokremise w St. Gallen. Pracownica muzeum uśmiechnęła się do mnie, choć niosła ciężkie wiadra z wodą. Po chwili – wciąż stałam w kolejce – mój nos zarejestrował wilgoć ziemi. Zapach towarzyszył mi w drodze do przestrzeni, której podłogę Delcy Morelos szczelnie wypełniła wilgotną, niemal czarną materią. W tej masie ostrymi cięciami rysowały się ścieżki dla widzów. Zakaz wychodzenia poza wąskie korytarze jeszcze wyraźniej podkreślał granicę między instalacją a strefą ruchu.

Podążając wyznaczonymi przejściami, przyglądałam się temu, co ziemia przykryła. Z bliska dostrzegałam pęknięcia i subtelne różnice tonów, jakby gleba rezonowała z niewidzialnymi obiektami pod spodem. Choć warstwa ziemi była cienka, elementy w niej pozostawały nieokreślone. Opis wystawy skupiał się na reliktach pól uprawnych, ale mnie ten obraz kojarzył się przede wszystkim z cmentarzyskiem, w którym przechowuje się pamięć, pamięć kraju. Obcując z Las formas de la sombra, próbowałam zapisać w pamięci każdy detal – każdą szczelinę i każdy zapach, nieodłączną część tego rytuału.

Rozmowę Red Like a Blood (Czerwona jak krew) Morelos zaczęła nie od symboliki, ale od chemii: podkreśla, że kolor ziemi wynika z jej składu1. Czerwień bierze się z wysokiego stężenia żelaza, tego samego pierwiastka, który barwi naszą krew. Materialna zbieżność pozwala mówić o „głębokim związku między nami a ziemią” nie jako metaforze, lecz dosłownej ciągłości materii. W tym sensie ziemia w instalacjach Morelos nie jest neutralnym podłożem, ale ciałem pokrewnym ludzkiemu ciału, łączą je te same pierwiastki, kolory i podatność na zranienie.

Czytanie ziemi jako medium pamięci polega więc na śledzeniu konkretnych warunków jej powstania: skąd pochodzi dana gleba, jakie procesy ją uformowały, z jakimi ciałami ludzkimi i pozaludzkimi była związana. Morelos wprost odnosi się do historii kolonializmu i pigmentokracji: barwa skóry służy kolonialnym i postkolonialnym elitom za narzędzie hierarchizacji i wykluczenia, tak jak barwa ziemi wskazuje na jej „przeznaczenie”, czyli plantację, wydobycie, terytorium pracy przymusowej. Rasizm, chciwość i drastyczne podziały klasowe w Kolumbii są kontynuacją „pierwszego rozdania kolonialnego porządku’’: w jego ramach wciąż zapadają decyzje o tym, kto ma prawo do ziemi, a kto na niej tylko pracuje albo jest z niej wypychany.

Na ziemię jako intensywne, niemal cielesne medium patrzę oczami Morelos za każdym razem, kiedy próbuję czytać rolnicze krajobrazy Polski Ludowej. W naszym obszarze kulturowym ziemia rozumiana jako archiwum modyfikuje myślenie o gruncie Państwowych Gospodarstw Rolnych: abstrakcyjny „krajobraz postsocjalistyczny” nie jest już bezosobową kategorią, odsłania się jako materiał naznaczony reżimem pigmentokracji i pracy, zakorzenionym w historii europejskiego feudalizmu, nacjonalizmów i socjalistycznej modernizacji – innym niż ten, o którym Morelos pisze w kontekście kolonialnej i postkolonialnej Kolumbii. Kolumbijskie gleby pamiętają gospodarkę plantacyjną, przemoc wobec rdzennych i czarnych społeczności, podległość klasyfikowaną kolorem skóry. W glebach dawnych PGR‑ów trwają ślady państwowego rolnictwa wielkoobszarowego, kolektywizacji i powojennej odbudowy – formy „narzuconego porządku”, który decydował o tym, czyje ciała pracują na ziemi, a czyje czerpią z niej zysk. W obu częściach świata ziemia awansowała z tła na nośnik konkretnej ekonomii politycznej, która odciska się na ciałach poprzez pracę, przemoc, ale też codzienne praktyki przetrwania i oporu.

W tym ujęciu pola PGR‑u funkcjonują jako rodzaj instalacji rozciągniętej w przestrzeni; organizacja gruntu i infrastruktury zapisuje określony porządek. Niwelacje terenu, rowy melioracyjne, konsolidacje pól, ubite podwórza gospodarcze i drogi dojazdowe tracą neutralność rozwiązań technicznych, a zyskują status gestów, które logikę gospodarstwa państwowego wpisują w rzeźbę terenu. U Morelos ziemia nosi ślady cykli eksploatacji i wywłaszczeń; analogicznie ziemia PGR‑u przechowuje ślady nacjonalizacji, planowanych inwestycji, a później porzucenia lub niedoinwestowania.

Myślenie o ziemi jako archiwum decyduje również o sposobie, w jaki czytamy codzienne praktyki związane z krajobrazem PGR‑u. Teren wokół bloków, zabłocone skróty między osiedlem a podwórzem gospodarczym, utwardzone ścieżki w poprzek pól jako nieformalne linie pożądania – w tych miejscach czytelności nabierają rutyna, drobne formy oporu i gesty troski. Ziemia wokół PGR‑u pamięta ciężki sprzęt i znormalizowane praktyki uprawy, ale też dziecięcą zabawę, przydomowe ogródki wydarte przestrzeni między blokami. Krajobraz PGR‑u czytany jako metafora ziemi-archiwum warstwowo dokumentuje zarówno odgórne planowanie, jak i oddolne próby oswojenia terenu, dosłownie odciśnięte w fakturze i organizacji gruntu.

Państwowe Gospodarstwo Rolne, Włosień, 1950. Widoczne budynki dawnego folwarku przypałacowego
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Ziemia jako narzędzie władzy: od reformy rolnej do PGR-u

W powojennej Polsce jednym z głównych „autorów” wiejskiego gruntu było państwo socjalistyczne. Rozpisywało na mapie kraju własny plan linii, podziałów i granic. Z decyzji o nacjonalizacji ziemi wiejskiej wyrasta wizja wsi podporządkowanej jednemu centrum; rządzącym zamarzył się przepływ zboża, mleka i mięsa kontrolowalny równie ściśle jak ruch w fabryce; w produkcji żywności dostrzegli narzędzie kontroli politycznej2. PGR-y, techniczną formę rolnictwa wielkoobszarowego, włączono w mechanizm planowania centralnego. Posłużyły państwu do wpisywania jego wizji nowoczesności w glebę, pola i codzienność wsi.

Niemal tuż po zakończeniu II wojny światowej władze komunistyczne uruchomiły szeroki proces nacjonalizacji. Stopniowo obejmował kolejne gałęzie gospodarki, punktem wyjścia była reforma rolna oparta na dekrecie PKWN z 6 września 1944 roku. Na jego mocy majątki ziemskie o powierzchni ponad pięćdziesięciu hektarów przejęło państwo, a prywatni właściciele tracili swoje posiadłości bez ekwiwalentnego odszkodowania. Do końca 1946 roku znacjonalizowano majątki rolne i leśne o łącznej powierzchni około 3,1[MJ1]  miliona hektarów, co w krótkim czasie doprowadziło do radykalnej przebudowy struktury własnościowej na wsi.

Zmiana nie ograniczała się do sfer prawnej i gospodarczej. Demontaż wielkiej własności ziemskiej otworzył drogę do innego sposobu organizowania przestrzeni, pracy i codzienności na obszarach wiejskich. Zmiana tytułów własności na skutek likwidacji przedwojennego systemu majątków wymusiła jeden z fundamentalnych efektów powojennej polityki państwa – głębokie przekształcenia w strukturze przestrzennej osadnictwa wiejskiego. Nowe formy gospodarowania, w tym PGR-y, w dawnych zespołach dworskich i na otaczających je gruntach zrekonfigurowały dotychczasowy układ pól, dróg dojazdowych i lokalnych centrów życia wiejskiego3. Dekret – oprócz tego, że redystrybuował ziemię – ustanawiał prawne i materialne ramy, w które państwo socjalistyczne mogło wpisać własny model modernizacji wsi w grunt, przygotować teren pod późniejsze scalanie pól, budowę nowych podwórzy gospodarczych i osiedli mieszkaniowych oraz stopniową reorientację wsi wokół PGR‑u jako głównego punktu odniesienia dla jej układu.

Byłe osiedle PGR w województwie dolnośląskim 2022
Fot. Alicja Prusińska

Sieć PGR‑ów – ziemia włączona w centralny projekt modernizacji

Nowy porządek prawny i polityczny stopniowo scalał ziemię w duże, ujednolicone jednostki bezpośrednio zarządzane przez państwo. Formalnie powołane 12 lutego 1949 roku, PGR-y najgęściej występowały na tak zwanych Ziemiach Odzyskanych, na zachodzie i północy kraju. Dawne majątki i domeny państwowe sklejano tam w rozległe, zwarte kompleksy gruntów. Do 1955 roku utworzono łącznie 6 185 PGR‑ów, o łącznej powierzchni około 3,1 [MJ2] miliona hektarów. W nowej konfiguracji dawne zespoły dworskie wraz z otaczającymi je polami uczyniono węzłami w centralnie zarządzanej sieci, zamiast pozwolić im funkcjonować jako względnie autonomicznym, lokalnym światom4.

W pierwszych dekadach powojennych układ pól włączonych do systemu PGR-ów podlegał głębokiemu „wygładzaniu” i przeskalowaniu. Dawna szachownica drobnych działek przecinana sznurami miedz i ścieżek, pasami drzew i nieregularnymi granicami była stopniowo „racjonalizowana” poprzez scalenia gruntów, melioracje i prostowanie granic5. Gęstą, zróżnicowaną mozaikę pól zastąpiły długie, jednolite pasy ziemi ornej, dostosowane do promienia skrętu ciężkich maszyn i obsiania jak największej powierzchni za jednym przejazdem. Krajobraz nabrał czytelności przede wszystkim z perspektywy planu produkcyjnego i jego wymogów ciągłości oraz skali, ale nie w codziennym, mierzonym krokami doświadczeniu poruszania się po wsi. Ziemię najmocniej zdefiniowano jako zasób sterowany administracyjnie, zlekceważono zaś przestrzeń lokalnie zakorzenionych relacji. Liczyła się mierzalność: hektary, które da się podczepić pod określone gałęzie produkcji, tony zboża, mleka i mięsa wpisywane do planów i sprawozdań, etaty rozdzielane w ramach centralnie zaprojektowanego schematu organizacyjnego. Pola, podwórza i lasy zaczęto grupować w jednostki czytelne z punktu widzenia ministerstw i dyrekcji wojewódzkich, nawet kosztem przecięcia wcześniejszych wzorów użytkowania, przywiązania i pamięci wpisanych w grunt. Utworzenie PGR‑ów domknęło w ten sposób proces zapoczątkowany dekretem o reformie rolnej: przejście od krajobrazu kształtowanego przez prywatne majątki i wspólnotowe użytkowanie do takiego, w którym ziemia, infrastruktura i praca zostały włączone w jeden, centralnie zarządzany projekt socjalistycznej modernizacji wsi6.

Produkcja mleka, kombinat Kierz, ostatni działający PGR
Fot. Alicja Prusińska

Satelity na polach: typologie osiedli PGR-owskich i ich układy przestrzenne

W gestię PGR-ów trafiły decyzje, które wcześniej zapadały w skali wsi: wyznaczanie granic pól, przebieg dróg dojazdowych, lokalizacja zabudowań gospodarczych i mieszkań pracowniczych. W artykule Spółdzielnie produkcyjne i PGR‑y jako instytucje totalne Andrzej Borowski zauważył, że pierwsze lata funkcjonowania PGR‑ów były naznaczone „wspaniałym izolacjonizmem”. Określenie to odniósł zarówno do położenia osiedli PGR‑owskich względem istniejących wsi, jak i do dystansu społecznego dzielącego prywatnych rolników właścicieli ziemi od pracowników PGR‑ów. W 2023 roku kolektyw PROLOG + 1 i ja zaczęliśmy analizować typologiczny krajobraz PGR-ów. Ze względu na relacje do wcześniejszych jednostek osadniczych wyróżniliśmy trzy podstawowe typy osiedli PGR-owskich7.

Typ pierwszy tworzą jednostki PGR sąsiadujące z istniejącą wsią, które mimo jej fizycznej bliskości funkcjonują jako odrębne organizmy. Kategoria druga obejmuje PGR‑y wplecione w zastaną tkankę osadniczą, częściowo nadpisujące, a częściowo wykorzystujące dawny układ zabudowy. Osiedla typu trzeciego, autonomiczne kolonie PGR-ów, zakładano jako osobne miejscowości. Z lotu ptaka ten ostatni wariant jest najbardziej wyrazisty: przypomina satelitarną osadę pośrodku otwartych pól, wyraźnie odseparowaną od otoczenia przestrzennie i symbolicznie.

Sięgnęliśmy po aktualne dane Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Opracowaliśmy katalog niemal sześciu tysięcy dawnych PGR‑ów i podzieliliśmy je na trzy kategorie: pod względem liczby PGR-ów na kilometr kwadratowy w każdej gminie w Polsce, morfogenetycznych typów wsi oraz żyzności gleb. Zinterpretowaliśmy tereny popegeerowskie, by zarysować portret typologiczny tych jednostek i ich konfiguracji przestrzennych.

Zaczęły się wyłaniać powtarzalne układy. Tomasz Figlus (w trakcie badań często korzystaliśmy z jego publikacji) dostrzegł w PGR-ach obszary, które zostały zorganizowane wokół kilku powiązanych ze sobą stref funkcjonalnych: centrum mieszkaniowego z blokami i domami dla pracowników, produkcyjno‑gospodarczego zespołu podwórzy z oborami, silosami i garażami, centrum usługowo‑społecznego, skupiającego administrację, kulturę, szkołę i handel. Przestrzeń wyznaczoną przez szeregi garaży, stodół, bloków pracowniczych i magazynów kształtowała przede wszystkim logika sprawnego przepływu ludzi, maszyn i surowców oraz podstawowe ograniczenia fizjograficzne, a w znacznie mniejszym stopniu odcisnął się na niej dialog z historycznie wykształconą strukturą wsi8.

W tym porządku starsza, narastająca przez dekady tkanka zagród, rozproszonych domów i lokalnych dróg traciła pozycję punktu odniesienia. Zastępowały ją kompleks zabudowań PGR‑u i osiedle pracownicze, oba w funkcji nowego centrum osadniczego. Codzienne trajektorie organizowały się wokół tego zespołu: pomiędzy domem, podwórzem gospodarczym a zapleczem usługowym, ale także w mniej widocznych obiegach zależności wiążących mieszkańców z państwem jako pracodawcą i właścicielem mieszkań9. Układy przestrzenne i społeczne zaczęły na siebie nachodzić: to, co w krajobrazie krystalizowało się wokół podwórza PGR‑u, w biografiach mieszkańców kondensowało się wokół przedsiębiorstwa jako głównego punktu odniesienia.

Pozostałości po PGR Grabowo
Fot. Wikipedia Commons CC BY-SA 3.0

Legendarna deficytowość PGR-ów

W opowieściach o PGR‑ach powraca obraz pól ze zbożem „jak słupy energetyczne” – rzekomo tak rzadko rosło, a całe gospodarstwa niczym studnie bez dna zasysały każdą ilość państwowych dotacji. Ten skrót myślowy niekiedy prowadzi do mylących wniosków. Ewelina Szpak, historyczka społeczno-kulturowej historii wsi, udowadnia, że produkcja żywności w gospodarstwach państwowych była istotna w skali kraju i głęboko uwikłana w sprzeczności systemu, który próbował ją kontrolować. PGR‑y miały zapewniać rezerwę żywnościową dla państwa. Rządzący chcieli także, by były „wzorem nowoczesnego zagospodarowania” dla okolicznych rolników indywidualnych10.

Deficytowość znacznej części PGR‑ów wynikała w pierwszym rzędzie z konstrukcji systemu, nie zaś z mizerii produkcyjnej na spółdzielczych polach. W najbardziej scentralizowanej fazie zarządzania, do połowy lat 50., pojedyncze PGR-y praktycznie nie znały własnych wyników ekonomicznych: dochody z pracy znikały w budżecie państwa, a koszty były „rozsmarowywane” w wielopiętrowej strukturze administracyjnej. Ceny skupu produktów rolnych ustalano centralnie, często poniżej realnych kosztów produkcji, nawet tam, gdzie organizacja upraw i hodowli działała sprawnie. W takich warunkach „strata” na papierze wynikała raczej z polityki cenowej i sposobu liczenia, niż wprost dowodziła rzekomej bezużyteczności gospodarstw państwowych.

Produkcja żywności w PGR‑ach była złożoną maszyną. Wprowadzony na przełomie lat 40. i 50. system brygad (polowych, hodowlanych i remontowych) formalnie upodabniał gospodarstwo rolne do zmechanizowanej fabryki z normami, planem, płacami akordowymi przy pracach niwnych i ścisłą hierarchią odpowiedzialności. W latach 60. i 70. mechanizację, scalenia gruntów i melioracje podporządkowano logice zwiększania efektywności, a struktura zasiewów przesunęła się w stronę pasz dla zwierząt i upraw towarowych. Plan produkcyjny pożądał krajobrazu przede wszystkim czytelnego w hektarach, tonach i normach11.

Nie znaczy to, że wszystkie PGR-y produkowały w ten sam sposób i z tym samym skutkiem. Obok jednostek chronicznie niedoinwestowanych, gdzie brakom kadrowym towarzyszył niedobór sprzętu, istniały takie, które dzięki żyznym glebom, sprawnej kadrze, dostępności maszyn i korzystnej infrastrukturze osiągały dobre wyniki. Różnice wynikały także z mniej oczywistych czynników, na przykład autorytetu dyrekcji, dyscypliny, poczucia sensu wspólnego wysiłku.

„Legendarną deficytowość” PGR‑ów12 podchwyciła publicystyka. Hasło świetnie wyjaśniało wszystkie problemy wsi, lecz deficyt w sprawozdaniu pomijał różnice między gospodarstwem, które realnie produkowało, ale było dociążone planem i zaniżonymi cenami, a takim, które rzeczywiście borykało się z chaosem organizacyjnym. Nie pokazywał też, że funkcjonowanie PGR‑ów obciążały koszty utrzymania między innymi mieszkań, osiedli i ośrodków wypoczynkowych – trudno takie wydatki ująć w prostym rachunku opłacalności uprawy hektara pszenicy.

Mit zboża rosnącego co metr upraszcza więc dwie rzeczy: po pierwsze, realne problemy gospodarki planowej (decyzje o zasiewach, terminach i inwestycjach zapadały w niej zbyt daleko od pola); po drugie, doświadczenie codziennej pracy ludzi, którzy w tym systemie próbowali podtrzymywać działające gospodarstwo. Pola PGR‑u pamiętają niejeden okres intensywnej produkcji, jak i momenty, gdy plan rozmijał się z pogodą, dostępnością maszyn, realnymi możliwościami załogi. W tym kontekście produkcja żywności wychodzi z tła historii społecznej, wyrasta na jeden z głównych zapisów w krajobrazie. Mieszanka wysiłku, błędów, decyzji z centrum i lokalnych mikrostrategii ostatecznie wpisała się w archiwum ziemi.

Byłe osiedle PGR w województwie dolnośląskim, ortomapa, 2023
Fot. Alicja Prusińska i Wojciech Mazan(PROLOG)

Świnia w piwnicy, działka za blokiem. Wiejskie życie w cieniu PGR‑u

Mimo że PGR‑y narzucały tkance wiejskiej pewien „miejski” język przestrzenny, ich pracownicy podtrzymywali wokół bloków robotniczych formy życia wiejskiego. Ewelina Szpak dostrzegła w codzienności PGR-ów naznaczenie stałym negocjowaniem między oficjalnym, planowanym porządkiem a gęstą warstwą drobnych, półformalnych praktyk rozgrywających się wokół domów. PGR zapewniał mieszkania i podstawową infrastrukturę zbiorową, ale w jego cieniu robotnicy uparcie odtwarzali fragmenty bliższej im, drobnoskalowej gospodarki wiejskiej13.

Wokół baraków, czworaków, a później bloków mieszkalnych przedsiębiorstwo zazwyczaj wznosiło wspólne zabudowania gospodarcze: przypisane do mieszkania szopy i chlewiki na własną hodowlę, składowanie ziemniaków, przetworów, drewno. W zabudowie tej rzadko mieściły się wszystkie potrzeby, dlatego mieszkańcy na każdym skrawku nieużywanej ziemi dostawiali własne konstrukcje. Piwnice, dawne pomieszczenia gospodarcze i przestrzenie „pomiędzy” adaptowali na chlewy lub kurniki, o murach wystarczająco grubych, by tłumiły zapachy i dźwięki w razie formalnej kontroli. Utrzymywanie świni lub kilku kur było oficjalnie regulowane, w praktyce jednak powszechne i ekonomicznie zasadniczo ważne: czyniło pracę najemną w PGR-ze jedynie warstwą w szerszej strategii gospodarstwa domowego.

Szpak pokazuje, jak wokół PGR‑ów wyrastał specyficzny krajobraz domowy. W starszych częściach osiedli, zwłaszcza tam, gdzie dominowały zabudowania pofolwarczne, pracownicy odtwarzali coś zbliżonego do tradycyjnych zagród: domy wolno stojące lub bliźniaki otwierały się na niewielkie podwórka okolone szopami stawianymi własnoręcznie, za ich parawanem ciągnęły się ogródki warzywne i małe sady. Sekwencja przestrzenna: dom, podwórze, zabudowania gospodarcze, ogród, dawała silne poczucie prywatności i ciągłości z wcześniejszym chłopskim wzorem życia, mimo że ziemia formalnie należała do państwa. W nowszych częściach, z lat 60. i 70., układ był bardziej „osiedlowy”: szeregi budynków wielorodzinnych, między nimi równoległe pasy wspólnych komórek gospodarczych, a na dziedzińcach trawniki, rabaty, ławki i suszarki na pranie. Działki ogrodowe pracowników lokowano zazwyczaj nieco dalej, każdej rodzinie przysługiwał wąski pas ziemi. Przydzielał ją przez zakład według ustaleń zbiorowych. W tych namiastkach gospodarstwa prywatnego użytkownicy zyskali podstawową przestrzeń samozabezpieczenia żywnościowego oraz spędzania czasu półprywatnego. Po pracy wielu z nich zamiast do świetlicy lub oficjalnych instytucji kultury szło prosto „na działkę” – plewić, zbierać plony, naprawiać ogrodzenia albo po prostu usiąść i odpocząć wśród własnych roślin14.

Ogródki, piwnice ze świniami i kurniki tworzyły rodzaj „cienia” infrastruktury PGR‑u, działały równolegle do oficjalnego systemu produkcji. Na papierze gospodarstwo państwowe organizowało ziemię, pracę i mieszkania według logiki „przemysłowej”, ściśle scentralizowanej; w praktyce gospodarstwa domowe po cichu wprowadzały w ten porządek dawne praktyki drobnej hodowli i uprawy.

Prawo do podwórka, szopy i działki było związane z zatrudnieniem, dlatego jednocześnie wydawało się kruche i bardzo osobiste. Dopóki ktoś pracował w PGR‑ze, ta mała enklawa zwierząt i warzyw była „jego”. Dwuznaczność pozycji – między własnością państwową a intymną pracą codzienną – rozmywała granice między publicznym a prywatnym oraz między własnością zakładu a tym, co można przejąć na potrzeby przetrwania rodziny. Jednocześnie dostęp do lepszych mieszkań, obszerniejszych podwórek lub żyźniejszych działek przekładał się na różne stopnie zakorzenienia i samodzielności. Świnia w piwnicy, kury w narożnej szopie i zagonek ziemniaków oraz kapusty za osiedlem nie były detalami na marginesie. Za ich pomocą ludzie po cichu przekształcali krajobraz PGR‑u w przestrzeń nadającą się do zamieszkiwania na własnych warunkach.

Byłe osiedle PGR, województwo opolskie, ortomapa, 2023
Fot. Alicja Prusińska i Wojciech Mazan(PROLOG)

Nowi właściciele tej samej ziemi. Co zostało po PGR-ach?

Na początku lat 90. specjalna ustawa rozwiązała Państwowe Gospodarstwa Rolne i przekazała niemal całość ich gruntów oraz majątku nowemu zarządcy – Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa, z zadaniem sprywatyzowania tego zasobu i ograniczenia obciążeń finansowych państwa. Dla społeczności zbudowanych wokół PGR‑ów oznaczało to, że krajobraz dotychczas organizowany przez jednego, państwowego pracodawcę nagle utracił centrum instytucjonalne. Pozostały po nim osiedla, podwórza gospodarcze i sieci techniczne bez wyraźnie określonej przyszłości.

Typowość osiedli pegeerowskich zaczęła się rozpadać i indywidualizować. Bloki mieszkalne, a z nimi osiedla robotnicze przetrwały, ale zmienił się ich status. Mieszkania sprzedawano byłym lokatorom lub prywatnym nabywcom, każdy z nich po swojemu stopniowo przerabiał zabudowania gospodarcze i podwórza. Względnie spójna „przestrzeń PGR-u”, z wyraźnym podziałem na podwórze gospodarcze, osiedle pracownicze oraz „neutralne” strefy sklepów, szkół i świetlic, rozpadła się na patchwork różnych reżimów własności, możliwości inwestycyjnych i indywidualnych trajektorii życiowych. W wielu okolicach taka sama forma architektoniczna kryje dziś bardzo odmienne biografie miejsca: jedne budynki są odnowione, inne popadają w ruinę, podwórza intensywnie użytkowane sąsiadują z porzuconymi. Dawny krajobraz PGR-u funkcjonuje w silnie niejednorodnej, zindywidualizowanej wersji.

Większość ziemi formalnie wróciła do Skarbu Państwa, a z niego trafiła na rynek. Dawne pola pegeerowskie Agencja Własności Rolnej (później Agencja Nieruchomości Rolnych, dziś Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa) grupowała w duże pakiety i sprzedawała albo oddawała w dzierżawę, przy deklarowanym, lecz słabo egzekwowanym pierwszeństwie dla gospodarstw rodzinnych. W praktyce najbardziej atrakcyjne i zwarte kompleksy gruntów, nierzadko w jednostkach po sto hektarów i więcej, zwłaszcza w północnych i zachodnich województwach, przejęli inwestorzy zagraniczni i duże przedsiębiorstwa prywatne, a rolnicy indywidualni powiększyli swoje gospodarstwa o mniejsze działki. Krajobraz ukształtowany przez PGR‑y nie rozpadł się na drobnoziarnistą mozaikę lokalnej własności, pod nowym szyldem odtworzono w nim logikę dużych, zewnętrznie kontrolowanych majątków. Ziemia i infrastruktura, które niegdyś ucieleśniały socjalistyczną modernizację, dziś dają podstawę akumulacji kapitału prywatnego i ponadnarodowego15.

Pracownik PGR i Zofia Zielińska, dziennikarka „Dziennika Ludowego” udają się w kierunku budynku obory wielostanowiskowej
Fot. Grażyna Rutkowska, Narodowe Archiwum Cyfrowe

PGR‑y, Morelos i archiwum pragnienia

Jeśli ziemia jest archiwum, to w sekcji „PGR‑y” przechowuje przede wszystkim ślady wymuszonego zerwania i późniejszych, często niekonsekwentnych prób ponownego zakorzenienia. Z jej warstw daje się odczytać proces stopniowego oddzielania człowieka od gruntu, na którym żyje: od przesiedleń akcji „Wisła”, przez przekształcanie rolników w pracowników najemnych na cudzej, państwowej ziemi, po dzisiejsze dojazdy do pracy w mieście. Zapisane w niej obok śladów przemocy i odgórnej modernizacji małoskalowe strategie przetrwania, codzienne praktyki uprawy, hodowli i „domowego” zawłaszczania krajobrazu komplikują prostą opowieść o postępie lub tradycji.

Delcy Morelos obchodzi się z ziemią jak z żywą materią pamięci, substancją, która chłonie zapachy, temperatury, historię pracy ciała. Nie sprowadza ziemi do neutralnego tła, pozwala jej wybrzmieć jako nośnikowi konfliktów, relacji władzy, a także możliwości uzdrowienia. Potraktowane metodą Morelos, krajobrazy popegeerowskie otworzą przed nami „archiwum” nie dokumentów, lecz układu pól, miedz, osiedli, podwórek wciąż doglądanych i pustych, dróg prowadzących dziś raczej do miasta niż na pole. Rozmaite reżimy użytkowania – w tym kolektywizacja, gospodarstwo państwowe, prywatyzacja, współczesne rolnictwo korporacyjne i weekendowe „życie na wsi” – nadpisują się tu jak kolejne warstwy pigmentu w pracy Morelos, nie znikają całkowicie, prześwitują spod spodu.

Pytanie „co zostaje zapisane w ziemi?” można odnieść zarówno do skali polityki, jak i do skali pojedynczego gestu. Pod reżimem PGR‑ów ziemia rejestrowała przede wszystkim podporządkowanie produkcji logice państwowego planu, przemieszczenia ludności, przekształcenie wsi w zaplecze dla abstrakcyjnych wskaźników wydajności. Po transformacji zapisuje rozpad wspólnej struktury na mozaikę prywatnych i zewnętrznie kontrolowanych własności, w której lokalna sprawczość rozkłada się bardzo nierówno. W obu porządkach archiwum ziemi obejmuje jednak także to, co wymyka się oficjalnym kategoriom: rytm dojazdów do miasta, uprawę kilku grządek „dla siebie”, decyzję, by pole zostawić odłogiem albo przeciwnie – przeforsować je.

W publikacji Trouble in Paradise PROLOG + 1 zauważa, że na wsi paradoksy socjalizmu i kapitalizmu nabierają szczególnej wyrazistości. Ziemia przechowuje te napięcia, zamiast czystych kategorii „postęp” albo „tradycja” zapisuje raczej sprzeczności między nimi: entuzjazm dla obietnicy modernizacji i jednoczesny opór wobec utraty kontroli nad własnym terytorium; marzenie o lepszym życiu i potrzebę powrotu do „wsi jako odpoczynku”. PGR-y pogłębiały dychotomię prywatne/publiczne, a współczesne reżimy własności dalej ją komplikują; w ziemi ta dychotomia ulega rozszczepieniu: to samo pole może być dziś formalnie cudze, a zarazem wciąż „nasze” w pamięci, przywiązaniu i doświadczeniu ciała.

Dzisiejsza wieś, również ta popegeerowska, z zaplecza procesów zachodzących w mieście wysunęła się na pozycję ważnego nośnika opowieści o tym, jak w późnym kapitalizmie kształtują się relacje człowieka z gruntem. Ziemia zapisuje zarówno historię oddzielenia, jak i uporczywe próby ponownego związania (ogród, działka, gest uprawy choćby minimalnej). W duchu Delcy Morelos nasuwa się skojarzenie ziemi w Polsce z archiwum szerszym niż dokumentacja własności i produkcji, bo także pragnienia – by ziemia znowu była czymś więcej niż zasobem, by z jej udziałem wyrastały więzi, które nie kończą się na granicy działki.

Dom mieszkalny na byłym osiedlu popegeerowskim w województwie dolnośląskim, 2022
Fot. Alicja Prusińska