O odporności, czyli alternatywach dla „roztapiania” wszystkiego, co w architekturze trwałe
Roztapianie
W publikacji Kultura w płynnej nowoczesności, powstałej z okazji Europejskiego Kongresu Kultury w 2011 roku, Zygmunt Bauman dokonał erudycyjnej diagnozy ponowoczesnej rzeczywistości. Z nauk przyrodniczych zapożyczył pojęcie „roztapianie”, by posłużyć się nim do scharakteryzowania ulotności ponowoczesnych form kulturowej spuścizny człowieka. Bauman diagnozuje, że najnowsze formy kultury są przeznaczone do „roztapiania” i zastępowania nowymi, jeszcze bardziej tymczasowymi: „dziś, inaczej niż niegdyś, formy stopione nie mają już być – a i nie są – zastępowane przez inne ciała stałe – uznane za «ulepszone» w tym sensie, że bardziej jeszcze solidne i «stałe» od form poprzednich, czyli bardziej jeszcze od nich odporne na przetapianie. Na miejsce jednych form topliwych, a więc nietrwałych, przychodzą inne, nie mniej, jeśli nie bardziej jeszcze od nich topliwe, a więc i nietrwałe”1.
Baumanowska analiza najnowszej spuścizny człowieka, nastawionej na ersatz, wpisuje się w teorię obsesyjnej modernizacji i technologicznej aktualizacji. Mechanizmy te, podstawa samonapędzającej się gospodarki kapitalistycznej, niemal całkowicie podporządkowały sobie również branżę budownictwa i dyscyplinę architektury. Dążenie do trwałych, solidnych form – niegdyś naczelny cel projektowania – ustąpiło miejsca rozwiązaniom krótkookresowym, efemerycznym. Witruwiańską Urhütte wyparł neokapitalistyczny Ersatz.
Odporność
Organizm odporny nie ulega czynnikom niekorzystnie wpływającym na jego kondycję. Definicja słownikowa akcentuje przy tym wagę zależności połączonych ze sobą podsystemów. Jeśli funkcjonują należycie, chronią przed chorobami. Winą za część chorób obarczamy niską odporność – któryś z podsystemów zawiódł i system stracił zdolność do obrony organizmu przed zarazkami i bakteriami. Dokąd doprowadzą nas rozważania, jeśli odporność odniesiemy nie do ludzkiego organizmu, lecz do bytu tak samo złożonego i zawiłego: miasta, kontynentu, całej planety?
Choroba
Objawy choroby zwanej kryzysem klimatycznym nasiliły się do tego stopnia, że z miejscowego stanu zapalnego rozprzestrzeniły się na cały organizm. Podobnie jak u istot żywych, przyczyna tkwi w zaburzonej gospodarce organizmu. W dużym uproszczeniu: to eksploatacyjny, a nie zrównoważony charakter gospodarowania zasobami naturalnymi doprowadził nas do obecnie już nieodwracalnych zmian w ekosystemach. Aby złagodzić skutki choroby, podejmowane są akcje restytucyjne o charakterze globalnym, na przykład autorzy Porozumienia Paryskiego założyli ograniczenie średniego wzrostu temperatury globalnej do 1,5°C2. Nad zdefiniowaniem własnych celów pochylają się też poszczególne kraje i wspólnoty. Do 2050 roku cel neutralności klimatycznej (niem. Netto-Null-Ziel) zamierza osiągnąć Szwajcaria, a programowo tożsamy jest z nim projekt Europejskiego Zielonego Ładu. Fałszywe opowieści, spóźnione reakcje, przerzucanie odpowiedzialności, niedonoszone deklaracje i technologiczny pozytywizm ilustrują dramatyczną rozbieżność między właściwą reakcją na kryzys klimatyczny a kontynuacją szkodliwych praktyk.
Mutacja
W wątpliwe narracje wpisuje się obszerna grupa produktów zaawansowanych technologicznie i towarzysząca jej ekologiczna estetyzacja budownictwa. Zielone ściany, ogniwa fotowoltaiczne, ogrody na dachach oraz materiały udające drewno, glinę albo kamień na stałe weszły już do architektonicznego repertuaru. Greenwashing, bo tak należy nazwać powyższy fenomen podszyty proekologiczną argumentacją, unaocznia zdolność mutacji w ramach systemu. Kierując się przesłankami „zrównoważonego rozwoju”, uzasadnia krótkowzroczne praktyki i wprowadzanie na rynek produktów pseudoekologicznych.
Trudności w jednoznacznej ocenie łatwo prześledzić na przykładzie okien z tworzyw sztucznych najbardziej „ekologicznych” w swojej kategorii produktu. Wysoki wynik w bilansach środowiskowych zawdzięczają surowcowi uzyskanemu z przetworzenia – po wymontowaniu z budynków – okien wyprodukowanych niecałe trzydzieści lat temu. Takie praktyki nazbyt wyraźnie demaskują hipokryzję branży, ale i unaoczniają złożoność problemu. Recykling okien z tworzyw sztucznych zmniejsza zapotrzebowanie na surowce pierwotne potrzebne do wytworzenia nowego produktu, ale niewiele zmienia pod względem dekarbonizacji przemysłu budowlanego. Wymaga energochłonnych procesów przetapiania i oczyszczania, a nowe materiały wciąż nie są biodegradowalne. Mimo to wielu producentów okien PCV reklamuje swoją ofertę etykietką „eko”. Przeciętna żywotność tych fabrykatów jest szacowana na dwadzieścia–trzydzieści lat.
Nierzadko praktyki reklamowane rzekomym zastosowaniem „zrównoważonych technologii” i opieczętowane zielonymi certyfikatami są w ostatecznym rozrachunku szarej energii3 szkodliwe dla środowiska. Hybrydowe kolektory, wymienniki ciepła, sondy geotermalne, pompy ciepła, wężownice podłogowe, zdecentralizowane jednostki wentylacyjne, czujniki dwutlenku węgla, cyfrowe urządzenia monitorujące, materiały ociepleniowe z tworzyw sztucznych itp. stosuje się, by zoptymalizować standardy życia i jednocześnie ograniczyć negatywny wpływ architektury na środowisko. Intencje sprawiają wrażenie słusznych, mimo to Marc Angélil i Cary Siress, badacze kierunków rozwoju współczesnej architektury, pozostają sceptyczni wobec przyszłości powyższych systemów. Stawiają pytanie, do jakiego stopnia rzeczywiście zrównoważony jest wewnętrzny „osprzęt” budynku i czy nie jest tylko jedną z taktyk kapitalizmu wobec nowego paradygmatu proekologicznego.„Tworzenie pozornie zharmonizowanych, lecz sztucznych środowisk wpędza nas w błędne koło poszukiwania kolejnych innowacji w zakresie technologii zapewniających komfort i jednocześnie w jakiś sposób zrównoważonych. Pozorne postępy skutkują kolejnymi zwałami materii, o którą trzeba dbać, i stawiają nas przed koniecznością zmagania się z coraz większą liczbą czynników zewnętrznych”4. Każda nowa technologia opiera się na surowcach potrzebnych do jej produkcji, użytkowania i ostatecznej utylizacji, a więc stymuluje dalsze zużycie materiałów i emisje. Z dużym prawdopodobieństwem obecne technologie wygenerują zapotrzebowanie na swoje ulepszone wersje, bardziej skomplikowane, a zatem też bardziej awaryjne.
Fot. Martin Zeller, dzięki uprzejmości David Vaner Architektur
Diagnoza
Powyższe praktyki oferują technologię jako odpowiedź na wyzwania zrównoważonego rozwoju. Jej niezbędność otwiera niszę rynkową dla nowych firm i form działalności. Geograf i badacz procesów geopolitycznych David Harvey ujawnił, że kapitalistyczny paradygmat wzrostu potrzebuje innowacji technologicznych; w nich znajduje ujście dla problemu nadmiernej akumulacji. Nazwał ów fenomen poprawkami technologicznymi (ang. technological fixes)5. Charlotte Malterre-Barthes, adiunktka na Politechnice w Lozannie, analizuje, w jaki sposób praktyki greenwashingu są wmontowane w system i wspierane – świadomie lub nie – przez poszczególne dyscypliny partycypujące w procesie budowlanym, od architektów i urbanistów po konstruktorów, fizyków budowli i menedżerów produktów. Greenwashing napędza eskalację technologiczną, nadprodukcję oraz przesadne wykorzystanie surowców, a tym samym przykłada się do postępującej dewastacji środowiska i utrudnia transformację w stronę prawdziwie zrównoważonego rozwoju6. Prognozy przewidują podwojenie globalnego zużycia materiałów pierwotnych do 2060 roku7.
Ponad trzydzieści lat po wprowadzeniu porządku neoliberalnego hegemonia obsesyjnej modernizacji jest niepodważalna również na Wisłą. Panorama Warszawy w niczym nie przypomina dziś tej sprzed lat 90. XX wieku, z dominującą sylwetą odosobnionego olbrzyma. Lokalny projekt transformacji Europy Środkowo-Wschodniej nie był pozbawiony kontekstu globalnego8. Za Davidem Harveyem pozostaje nam powtórzyć, że przetrwanie zachodniego kapitalizmu jest oparte na bezwarunkowej ekspansji terytorialnej, pozbawionej cech permanentności i trwałości. System kapitalistyczny musi bowiem „zbudować stałą przestrzeń (lub «krajobraz»), niezbędną mu do funkcjonowania w pewnym momencie swojej historii tylko po to, aby później zniszczyć tę przestrzeń (dewaluując znaczną część zainwestowanego w nią kapitału) i zrobić miejsce dla nowej «poprawki przestrzennej» (czyli dla nowej akumulacji w nowych przestrzeniach i terytoriach)”9.Stwarza sobie w ten sposób szanse na nową akumulację kapitału, warunkującą przetrwanie systemu.
W obecnym stadium rozwoju kanibalistyczne tendencje systemu materializują się w fali wyburzeń przechodzącej przez polskie miasta. Deprecjonuje ona wytwory naszej najnowszej, posttransformacyjnej historii. Na początku lat 90. za najbardziej rentowne inwestycje uchodziły centra handlowe i parki biznesowe; obecnie w myśl logiki „poprawek przestrzennych” muszą ustąpić miejsca bardziej intratnym inwestycjom na cele mieszkaniowe. Wznoszone wtedy stumetrowe drapacze chmur, pierwsze obiekty biurowe, symbole i zwiastuny mitycznego Zachodu, adwokaci greenwashingu dyskredytują jako mało nowoczesne, przestarzałe, nierentowne i – co dla funkcjonowania systemu najważniejsze – niewspółmierne do wartości rynkowej działek, na których stoją. Przestrzeń, odartą z funkcji nośnika kultury i wspólnoty, kapitalizm sprowadza do roli kolejnego przedmiotu swojej spekulacji – towaru z wyraźnie ograniczonym terminem przydatności.
Fot. Martin Zeller, dzięki uprzejmości David Vaner Architektur
Leczenie: zwiększenie odporności na „przetapianie”
Do roku 2050 w Europie zostaną wyburzone miliardy metrów kwadratowych istniejącej przestrzeni – więcej, niż wynoszą zasoby budowlane Paryża i Berlina razem wzięte10.
By propagować wartości istniejących budynków i stworzyć bardziej korzystne warunki dla renowacji, zespół ekspertów pod kierownictwem Arna Brandlhubera, architekta i profesora na Politechnice Federalnej w Zurychu, uruchomił HouseEurope! – europejską inicjatywę obywatelską. Działacze przekonują o konieczności zmian w prawodawstwie unijnym, dlatego w ramach inicjatywy pracują nad projektem ustawy. Postulują wprowadzenie ram prawnych nadających priorytet adaptacji, renowacji i przekształceniom istniejących budynków oraz wprowadzenie ujednoliconych metod weryfikacji wpływu inwestycji na środowisko11.
U podstaw większości decyzji o wyburzeniach rozpoznali systemową wadę „zacementowaną” w obowiązującym prawodawstwie:
Wyburzenia i nowe budowy są uważane za łatwiejsze i mniej ryzykowne, bo wkład energii nie ma wartości, a tym samym ceny, a ryzyko związane z nową budową, między innymi braki materiałów i opóźnienia w dostawach, nie są identyfikowane jako potencjalne ryzyka. W związku z tym wyburzenia i nowe budowy zawsze sprawiają wrażenie tańszych. […] Renowacje są klasyfikowane jako bardziej ryzykowne, ponieważ oceniamy nie potencjał istniejących budynków, lecz jedynie rzekome zagrożenia12.
Przypadek
Współczesna renowacja niczym niewyróżniającego się pięciokondygnacyjnego biurowca przy Dufourstrasse w Bazylei dostarcza argumentów, by podważyć tezę o rzekomej nierentowności tego typu przedsięwzięć. Obiekt zbudowany w 1966 roku przez biuro architektoniczne Visher nie spełniał dzisiejszych standardów technicznych w zakresie izolacji elewacji. Z analiz branżowych wynikało, że poszczególne elementy osiągnęły koniec cyklu życia. (Oprócz niemożności spełnienia aktualnych standardów technicznych lub komfortu entuzjaści wyburzenia najczęściej przywołują właśnie to uzasadnienie). Fasada nie była już wówczas oryginalną częścią budynku, gdyż w 1994 roku została zastąpiona jej wierną kopią. W 2020 roku, po prawie trzech dekadach od ostatniej renowacji, Bank Kantonalny Bazylei postanowił dokonać ponownego face liftingu nieruchomości ze swojego zasobu.
Przewidywana żywotność konstrukcji opiera się na wyliczeniach tabelarycznych, niepozbawionych błędów, i wartościach statystycznych. W konkretnym przypadku może dotyczyć poszczególnych elementów konstrukcji; nie zawsze jest konieczna wymiana całości. W Bazylei architekt David Vaner, bazując na własnej – początkowo jedynie empirycznej – analizie stanu obiektu, przekonał inwestora, że elewacja obiektu przetrwa jeszcze długie lata, wystarczy gruntownie ją wyszorować, lepiej zaizolować i wymienić niektóre elementy.
Fot. Martin Zeller, dzięki uprzejmości David Vaner Architektur
„Operacji” poddano dwie zewnętrzne ściany obiektu: główną fasadę od ulicy i tę od strony wewnętrznego dziedzińca. Elewacja kurtynowa, niezależna od żelbetowego szkieletu nośnego budowli, tworzy ramę dla elementów przeszklonych i nieprzeziernych. By opracować szczegółową koncepcję, Vaner nawiązał kontakt z wykonawcą elewacji z lat 90. oraz co do detalu przeanalizował dokumentację wykonawczą. W następnym kroku wytypowano fragment elewacji do testów metod czyszczenia – procesu mozolnego, opartego na metodzie prób i błędów. Jak na każdej budowie, nie odbyło się bez niespodzianek. Przy demontażu wyszło na jaw, że poszczególne przęsła fasady trzeba wymontować w całości. Dalsze oględziny potwierdziły, że izolacja termiczna (z grubej na 8–10 centymetrów wełny szklanej) nie spełnia dzisiejszych parametrów termoizolacyjności przegród zewnętrznych, a promienie słoneczne częściowo uszkodziły paraizolację.
W ramach studium wykonalności opracowano różne warianty ingerencji w oryginalną materię. Koncepcja pierwsza – najmniej inwazyjna – zakładała jedynie konserwację: oczyszczenie aluminiowych paneli pilastrów, listwy czołowej, listwy maskującej, ramy okiennej i aluminiowego profilu podokiennego. Koszt oszacowano na 150 tysięcy franków szwajcarskich, prace nie zakłóciłyby użytkowania obiektu. Parametry izolacyjności nie uległyby poprawie, roczna emisja eksploatacyjna sięgałaby 26 ton CO2e. Koszt środowiskowy tej strategii wyniósłby 167 ton CO2e, z powodu kosztów środowiskowych wzniesienia elewacji w latach 60. ubiegłego wieku. Podrzędne prace renowacyjne wygenerowałyby tak nieznaczny koszt środowiskowy, że dla ułatwienia porównań pominięto go w zestawieniu13.
Do realizacji został wdrożony wariant drugi, kosztem 950 tysięcy franków szwajcarskich. Jego koncepcja sprowadzała się do trzech rodzajów zabiegów: konserwacji, renowacji, utrzymania. Poszczególne elementy aluminiowej elewacji poddano czyszczeniu, każdy właściwą dla niego metodą. Profile okienne z lat 90. miały szerokość 73 milimetrów, więc miejsca wystarczyło na zastąpienie podwójnego szklenia potrójnym. W pustą przestrzeń za aluminiowymi elementami fasady dołożono izolację termiczną w obszarze rolet przeciwsłonecznych i słupów. Konserwacja i restauracja jednego piętra fasady trwała tydzień. W całej fasadzie jedynie dwa z pięciuset anodowanych paneli wymagały wymiany; pozostałe po prostu umyto wodą i wyglansowano pastą polerską niczym srebrne sztućce. Lista nowych lub wymienionych na nowe elementów elewacji nie była długa ani skomplikowana: rolety przeciwsłoneczne, izolacja termiczna paneli, oszklenie, uszczelki okienne, izolacja wraz z uszczelnieniem płyt stropowych, okładziny pasów pilastrów. Wariant ten wygenerował dodatkowe 91 ton CO2e i osiągnął bilans 258 ton CO2e, przy czym emisje związane z eksploatacją uległy zmniejszeniu do 18 ton CO2e.
Wariant trzeci – ekstremalny – zakładał wymianę całej fasady kosztem 1,5 miliona franków szwajcarskich. Wiązałby się z emisją CO2e na poziomie 359 ton i dalszą redukcją kosztów eksploatacyjnych w związku z polepszeniem parametrów wszystkich elementów elewacyjnych.
Dopiero rzetelne porównanie trzech strategii uwzględniające emisje ekspoatacyjne wykazało, że najkorzystniejszy środowiskowo będzie wariant zachowania niemal wszystkich największych gabarytowo elementów fasady. Renowacja z 2020 roku – w zakresie, w jakim została zrealizowana – pozwala rocznie zaoszczędzić 90 tysięcy kilowatogodzin. Średnio jedna kilowatogodzina ze szwajcarskiej sieci miejskiej emituje 0,089 kilograma CO2e, czyli emisje powstałe w rezultacie renowacji (91 ton CO2e) zostaną zamortyzowane po mniej więcej 11 latach i 4 miesiącach. Bez ponownego wykorzystania aluminiowych elementów elewacyjnych i przy porównywalnej wydajności izolacji termicznej fasady okres amortyzacji wydłużyłby się do około 25 lat.
W kontekście zależności ekonomicznych warunkujących powstawanie nowych przestrzeni w systemie kapitalistycznym renowacja istniejących elewacji przyniosła Bankowi Kantonalnemu Bazylei dwojaki zysk: ekologiczny – ponowne wykorzystanie pozwala z reguły zaoszczędzić średnio do 50 procent emisji gazów cieplarnianych w porównaniu z budowaniem z nowych komponentów14 – i ekonomiczny. W podziemnych kondygnacjach garażu zorganizowano linię myjącą poszczególne typy elementów. Zdemontowane elementy z anodyzowanego aluminium dostarczono tam istniejącymi windami – bardziej zminimalizować kosztów i negatywnych skutków środowiskowych transportu już się nie dało. Prace zlecono miejscowym firmom, z korzyścią dla lokalnego rzemiosła i pozyskania materiałów. Montaż i demontaż wykonano ręcznie lub przy użyciu niewielkich maszyn zasilanych akumulatorami, każdą włączano na krótki czas.
Fot. Martin Zeller, dzięki uprzejmości David Vaner Architektur
Renowacja i konserwacja elewacji przy Dufourtstrasse w Bazylei zasłużyła na miano wzorcowej implementacji modelu „Reduce – Reuse – Recycle”. Przedkłada on suficjencję materiałową i programową nad intensywne energetycznie procesy klasycznego recyklingu. Zgodnie z tym sposobem działania stosunkowo niewielką ilość elementów poddano przetworzeniu, reszta wróciła na pierwotne miejsce przeznaczenia. Architekt David Vaner zaprojektował procesy, nie zaś nową elewację.
Często wybrzmiewa obawa, jakoby zwrot ku zrównoważonej branży budowlanej był jednoznaczny ze stratą. Niepotrzebnie. Zmiany konieczne do przeprowadzenia w branży budowlanej opierają się na nowym skalibrowaniu poszczególnych faz procesu budowlanego, te zaś warunkują zmianę w rozdziale nakładów i kosztów każdego z etapów inwestycji wobec dziś przyjętego kosztorysowania. Kompleksowa renowacja obiektu z reguły wymaga wyższego nakładu pracy na etapie koncepcji (koszty początkowe w postaci sondaży, inwentaryzacji i analiz branżowych stanu zachowania obiektu oraz jego komponentów technicznych) oraz fazy projektowej (wymagany wyższy stopień precyzji i nieustanna konfrontacja ze stanem istniejącym). Kapitał czasowy i pieniężny zainwestowany w początkowych fazach przynosi korzyści na etapie realizacji: brak konieczności oczekiwania na materiały, mniejszą niepewność związaną z cenami, mniejsze koszty transportu i montażu. Sukces takiej inwestycji wymaga rozbudowanej i dobrze funkcjonującej lokalnej sieci powiązań i kontaktów.
Biura specjalizujące się w tego typu projektach odchodzą od tradycyjnej centrali ku zdecentralizowanym jednostkom, często zorganizowanym prowizorycznie w bezpośrednim sąsiedztwie budowy. Ta zmiana podejścia na nowo odkrywa potencjał regionalnych sieci powiązań i kontaktów, demaskuje schematyczność powszechnego, zdalnego projektowania oraz jego wynaturzenia w postaci outsourcingu do gospodarek o tańszej sile roboczej. Zwrot ku renowacji i przekształcaniu istniejącego zasobu daje więc w szerszym ujęciu szansę na wyrwanie sektora budowlanego i powiązanych z nim gałęzi gospodarki z niezdrowych zależności globalnych.
W dyskusji towarzyszącej decyzji o zachowaniu elewacji niczym niewyróżniającego się biurowca w Bazylei intryguje argument troski o tożsamość miejsca i poszanowania istniejącej materii. Oba pojęcia są nierozerwalnie związane z europejską teorią konserwacji zabytków, bazującą na paradygmacie oryginalności substancji i Rieglowskim kulcie materii. To właśnie przyporządkowanie troski o materię wyłącznie dziedzinie konserwacji i ochrony zabytków hołduje neoliberalnym procesom „przetapiania”.
Pod koniec lat 60. XX wieku artystka Mierle Laderman Ukeles (w swojej twórczości porusza kwestie opieki i troski) ogłosiła Manifesto for Maintenance Art (Manifest dla konserwacji sztuki). Dokonała w nim rozróżnienia między „rozwojem” a „konserwacją” jako dwoma radykalnie rozbieżnymi systemami operacyjnymi: widocznym i uznawanym a niewidocznym i zapomnianym:
Postęp, innowacja, nowości, indywidualna twórczość i niekończący się rozwój zawsze są na pierwszym miejscu, podczas gdy pielęgnacja, utrzymanie, naprawa, codzienność i niekończąca się konserwacja pojawiają się później, o ile w ogóle. Jedno jest uznane i gloryfikowane, drugie pogardzane i spychane na margines. Mimo że konieczna do utrzymania życia, opieka jest z automatu stygmatyzowana i degradowana, spychana na margines społeczeństwa – nierozpoznana, nieopłacana, niechlubna15.
Marc Angélil i Cary Siress podkreślają w swoim eseju Who Cares? (Kogo to obchodzi?), że konserwacja i opieka rzadko są uważane za pracę.
Fot. Martin Zeller, dzięki uprzejmości David Vaner Architektur
W Polsce na neoliberalny paradygmat nieustannej aktualizacji technologicznej nakładają się skomplikowane uwarunkowania socjologiczno-historyczne. Pozbawione ochrony, jaką daje historyczne zakorzenienie, obiekty najmłodszych generacji zostają wplątane w retorykę typową dla praktyk greenwashingu. Dominują w niej zarzuty technicznego przeterminowania, rzekomej niemożności dalszych przekształceń lub estetycznej anachroniczności. Zagadnienia instytucjonalnej ochrony reprezentatywnych obiektów z początkowej fazy kapitalizmu w Polsce dodatkowo odwracają uwagę od poważniejszego problemu – społecznego przyzwolenia na wyburzenia oraz degradację poprzez stopniowe zaniedbanie i niszczenie istniejącego zasobu budowlanego, niezależnie od okresu, w którym powstał. Służby konserwatorskie awansowały poniekąd do rangi ostatniej instancji decydującej o zachowaniu danego obiektu poprzez objęcie go ochroną instytucjonalną. Tymczasem – choćby ze względów klimatycznych – w naszym interesie jest ochrona wybranych, reprezentatywnych obiektów przy jednoczesnym zachowaniu i transformacji możliwie wielu. Z perspektywy środowiskowej wyburzenia najmłodszych obiektów są najmniej zasadne, z powodu najkrótszej amortyzacji kredytu względem środowiska. Ich „pożyczka” nie została jeszcze spłacona, a wartość historyczna – rozpoznana.
Istniejący zasób budynków to nasza największa szansa: dotychczas renowacji poddano tylko 25 procent europejskiego zasobu budowlanego. Aby osiągnąć europejskie cele klimatyczne, należy potroić roczną stopę renowacji; obecnie w Unii Europejskiej wynosi ona… 1 procent16. W tych okolicznościach strategia renowacji obiektu biurowego w Bazylei wykracza poza optymalizację efektywności energetycznej budynku biurowego gdzieś w Szwajcarii. Dostarcza przykładu konsekwentnego wdrożenia strategii suficjencji i dzięki wzorcowemu charakterowi jest ważnym wkładem w systemową zmianę w budownictwie. Największa korzyść, tak istotna dla implementacji w szerszej skali, dokonała się na poziomie wizerunkowym: bank – instytucja utożsamiana z zaawansowaną technologią, a poddana presji ciągłej aktualizacji technicznej – odnalazł w zrównoważonej strategii środowiskowej drogę rozwoju. Coraz więcej firm i instytucji dostrzega korzyści płynące z wkroczenia na ścieżkę ekologiczną i – co ważniejsze – przedkłada kwestie środowiskowe nad czysty rachunek ekonomiczny. Aby jednak dokonała się zmiana w podejściu zamawiających i inwestorów, odbiorcy i użytkownicy architektury – a więc my wszyscy – muszą gruntownie zrewidować wartości. W którą stronę pójdą działania koncernów: ograniczą się do aktywności czysto pijarowych, greenwashingu, czy zadbają o realne zyski dla środowiska, zależy jedynie od stanu wiedzy i uwrażliwienia społeczeństwa. Poza zaangażowaniem i interdyscyplinarną współpracą wszystkich branż potrzebujemy proaktywnej postawy architektów. Są do tego zadania szczególnie predestynowani, ponieważ odpowiadają za kreatywną stronę przedsięwzięcia budowlanego. W dłuższej perspektywie czasowej zmiana paradygmatu doprowadzi do przewartościowania dotychczasowej ekonomii budownictwa i w konsekwencji zrelatywizuje nasze oczekiwania względem przyszłej architektury i standardów, które powinna spełniać. Otwartą w ten sposób furtką będziemy mogli przejść od obecnej hegemonii wyburzeń do świadomej transformacji w ramach istniejącej tkanki architektonicznej, a przy okazji zachować dla przyszłych pokoleń fragment naszej architektonicznej historii.













































































