Architektura wernakularna powstaje oddolnie, bez udziału architektów, często przez lata, organicznie, jest osadzona w miejscu. Bywa też nazywana rodzimą, lokalną. Konotuje wiedzę ucieleśnioną, rzemieślniczą, formę wynikającą z klimatu i dostępnych materiałów. Współcześnie otula ją mgiełka nostalgii, za tym, że „kiedyś to było, teraz to nie ma”.
Zaproponowałam, by do wernakularyzmu dołożyć w tym numerze „Autoportretu” przymiotnik „nowy”. Czułam potrzebę rozszerzenia, rozszczelnienia terminu przewodniego, choć zdawałam sobie sprawę, że zarazem „nowość” może go ograniczyć. Temat zrodził się z prób poszukiwań odpowiedzi na kryzys, na świat wielu kryzysów. Od lat wprost piętnujemy destrukcyjne działania przemysłu budowlanego i jego roli w przyspieszaniu katastrofy klimatycznej, ale też społecznej. Wernakularyzm podsuwa wiele wskazówek, w tym osadzenie w miejscu, działanie z zastanym i ciągły obieg materiałów, radykalny ponowny użytek.
Nie postuluję jednak rezygnacji z wysiłków architektek i architektów ani ograniczania ich kompetencji; wręcz przeciwnie – coraz więcej dostrzegam ich wkładu w programowanie szerszych procesów przemiany paradygmatu dyscypliny. Podobne intencje zdefiniował Roi Salgueiro Barrio, kurator Pawilonu Hiszpańskiego na Biennale Architektury w Wenecji w 2025 roku, w rozmowie z Aleks Banaś: „Architekturę wernakularną, rozumianą jako pewien rodzaj wrażliwości, sposób pracy, umieściliśmy więc w sercu naszej wystawy”. Postawa kuratorów Internalities wynikła z refleksji nad materiałem, energią, pracą, emisją, odpadami. Podnieśli temat odpowiedzialności architektek i architektów za zasoby, za krajobraz: „Mamy obowiązek traktować krajobraz z taką samą troską, z jaką traktujemy nasze projekty. Oprócz równowagi środowiskowej liczy się balans sprawiedliwości. Sprawiedliwość społeczna i ekologiczna są nierozerwalnie połączone. […] Przyznając, że nasza praca kaleczy środowisko naturalne, przyczyniamy się do kształtowania nowej kultury budowania, opartej na trosce”.
Søren Pihlmann, autor modelowego przykładu ponownego użytku – budynku Thoravej 29 – też wychodzi z etycznych pobudek i uwarunkowań miejsca. Zapytany przez Michała Sikorskiego o swoje stanowisko wobec cyrkularności i ekologii, wyjaśnił: „Mój sposób pracy zrodził się w reakcji na logikę, którą rządzi się dzisiejszy przemysł budowlany. W nim proces jest ustrukturyzowany linearnie: od rozbiórki do projektowania niemal wyłącznie z nowych surowców. […] Gdy materiał wejdzie w obieg i zakończy cykl życia, prawdopodobieństwo ponownego wykorzystania zbliża się do zera, ponieważ elementy rozbiórkowe automatycznie klasyfikujemy jako odpady”. Zdaniem Philmanna praca z zastanym otwiera nowe obszary wrażliwości na materialność, pogodę, miejsce, na to, co w widnokręgu. Wnosi różnorodność, akceptację niedoskonałości efektu i nieprzewidywalności procesu. „Zamiast rozmywać przejścia i progi, możemy z nimi pracować, podkreślać je”.
Robi się ciekawie.
Wybór postawy etycznej przynosi poczucie sensu działań. To całkiem niemało.
Dorota Leśniak-Rychlak







































































