Odporność miast w czasach brutalnych konfliktów

Czy można zamordować miasto? Przecież zgromadzenie budynków i infrastruktury nie żyje, zresztą słowo „morderstwo” zarezerwowaliśmy dla ludzi. Jeśli spojrzymy jednak na miasto jako sieć powiązań ludzi, kultury i miejsca osadzoną w budynkach i infrastrukturze, zrozumiemy, że tętni ona życiem, a skoro jest życie, to w grę wchodzi jego odebranie. Niejedno miasto uśmierciły działania wojenne. Ataki na miasta nasiliły się wraz z rozwojem idei wojny totalnej i dziś codziennie towarzyszą wielu konfliktom na świecie. Różnice między żołnierzami a cywilami uległy zatarciu, bomby spadają na zaplecza frontów, a niszczenie celów cywilnych toruje drogę do zwycięstwa bez względu na koszty. Stratedzy wojskowi umyślili, że terroryzowaniem miast przez masowe zniszczenia będą łamać wolę walki całych narodów. Rzeczywistość i najnowsze koncepcje odporności pokazują jednak, że nawet jeśli miasta nie da się skutecznie bronić przed destrukcją, możemy przygotować się do przetrwania wojny przeciwko cywilom. Potrzebne będą gotowość do współdziałania, umiejętności praktyczne i uparta wola życia.

W Ukrainie rosyjskie wojsko regularnie bombarduje istotne cele strategiczne w miastach oddalonych od linii frontu: przedszkola, szkoły, teatry (bo funkcjonują jako schrony dla ludności cywilnej), duże szpitale położnicze i onkologiczne, pasażerskie dworce kolejowe, stacje elektrociepłownicze. Brutalne walki obróciły Mariupol w morze ruin. Na Bliskim Wschodzie wojna w Gazie zniszczyła znaczną część jednego z najgęściej zaludnionych miast świata, resztę jego obszaru poważnie uszkodziła. Analizy danych satelitarnych ze stycznia 2025 roku wykazywały zniszczenia 60 procent substancji miasta1. W maju 2025 roku Światowa Organizacja Zdrowia alarmowała, że uszkodzeniu uległy wszystkie szpitale, przy czym cztery główne obiekty tak poważnie, że musiały przerwać działalność2. Świat szybko stracił zainteresowanie koszmarem. Ataki lotnicze i bombardowania dokonywanie przez artyleryjskie siły rządowe zniszczyły 65 procent budynków mieszkalnych w śródmiejskiej dzielnicy al-Aqabeh i 50 procent w dzielnicach podmiejskich, wraz z wieloma zabytkami i miejską infrastrukturą3. W każdym z tych miast ucierpiały, a nawet straciły życie tysiące osób niepowiązanych bezpośrednio z prowadzeniem działań wojennych.

Stalowe, zamykane hermetycznie drzwi do schronu cywilnego w podziemiu budynku biurowego w Helsinkach
Fot. MPorciusCato / Wikimedia Commons CCA-SA 1.0 Finland

Agresorzy często wypierają się zniszczeń, lecz dziś niezwykle skrupulatnie pozwalają je dokumentować dane satelitarne. Analizy obrazów i dane geostatystyczne organizacje dokumentujące zbrodnie wojenne wykorzystują do prowadzenia „kartografii zagłady”4. Choć wzrasta powszechna świadomość czynionego zła, decydenci nie wahają się brutalizować wojen. Każdy, kto atakuje tereny gęsto zaludnione i zabudowane, musi się liczyć z tym, że spowoduje ofiary wśród ludności cywilnej. Do lipca 2025 roku liczba ofiar cywilnych w Gazie wyniosła ponad 62 122 (30 procent zabitych było dziećmi), rannych zostało 156 758 osób. W tej wojnie życie tracą przede wszystkim cywile (proporcje między ofiarami cywilnymi a wojskowymi wynoszą 83 do 17 procent)[5], co stawia Gazę na trzecim miejscu po Srebrenicy i Mariupolu. Celową blokadę miasta i wywołanie nią głodu, niszczenie szkół, szpitali i miejsc kultu oraz przemoc wycelowaną w kobiety i dzieci komisja UNHR przywołała 14 września 2025 roku jako argumenty w oskarżeniu Izraela o ludobójstwo.

Miast nikt nie bombarduje przypadkowo, ataki są konsekwencją przesuwania granicy tego, co dopuszczalne w prowadzeniu wojny. Zwaśnione strony szczególnie daleko zapuszczają się w trakcie brutalnych wojen domowych (jak w byłej Jugosławii, Syrii) i kolonialnych (pozwalają na to rosnąca niemoc w egzekwowaniu prawa międzynarodowego i polityczna słabość okazywana agresorowi).

Przymusowe wysiedlenie mieszkańców Strefy Gazy podczas wojny między Hamasem a Izraelem, 29 stycznia 2025
Fot. Jaber Jehad Badwan / Wikimedia Commons CCA-SA 4.0 International

Anatomia umierania miasta

Prowadzenie działań wojennych w mieście nieuchronnie skutkuje rozpadem jego codzienności. Ataki na miejską infrastrukturę blokują dostawę usług niezbędnych dla jego działania. Bez regularnych dostaw wody i odbioru ścieków pogarszają się warunki sanitarne, bez dostaw prądu nie da się podtrzymać funkcjonowania miasta: zasilania pomp wody i ścieków, chłodni w magazynach żywności, systemów łączności, internetu. W regionach mroźnych zim sprawna infrastruktura ciepłownicza jest niezbędna dla utrzymania w budynkach temperatury umożliwiającej przetrwanie, dlatego Rosjanie regularnie atakują ukraińskie elektrociepłownie.

Choć autorzy pierwszych konwencji genewskich wzięli pod ochronę placówki służby zdrowia, agresorzy nie wahają się bezpośrednio atakować szpitali i przychodni. W Ukrainie od początku wojny dokonali prawie 2078 ataków na cele związane ze służbą zdrowia; zabili albo spowodowali śmierć 291 pracowników medycznych, 262 zranili6. Najwięcej ataków odnotowano w strefie przyfrontowej, ale kampania nalotów przy wykorzystaniu dronów i rakiet balistycznych nie oszczędza obiektów nawet w Kijowie. Światową opinię publiczną poraziło zbombardowanie rosyjskimi pociskami manewrującymi kijowskiego szpitala Ochmatdyt, między innymi z oddziałami onkologii dziecięcej. W jednym z najcięższych ataków lotniczych tej wojny, przeprowadzonym 8 lipca 2024 roku, zniszczono także oddział położniczy, przedszkola i wiele innych celów cywilnych.

Infrastrukturę opieki zdrowotnej atakuje się z dwóch powodów: by zastraszyć ludność i zmniejszyć dostęp do leczenia. Ataki celowe dotyczą również personelu medycznego i ratowników niosących pomoc. Ataki typu double tap, dokonywane między innymi w Syrii i Ukrainie, polegają na bombardowaniu tego samego celu dwa razy w krótkim odstępie czasu, aby druga fala pocisków raniła i zabijała ratowników działających w miejscu uderzenia. Personel ratowniczy atakowali Izraelczycy w Gazie, siły reżimu Asada walczące z antyrządową opozycją Syrii i Rosjanie w trakcie wojny w Ukrainie, mimo że jest to złamanie konwencji genewskiej.

Izraelski nalot na Strefę Gazy, 9 października 2023 roku
Fot. Jaber Jehad Badwan / Wikimedia Commons CCA-SA 4.0 International

Przerwanie cyklu życia miasta szczególnie boleśnie dotyka najsłabszych mieszkańców – młodych i starych – samodzielnie nie poradzą sobie bowiem bez usług społecznych. Zniszczone szkoły, ucieczka lub śmierć nauczycieli blokują dzieciom szanse na zdobycie edukacji oraz zmniejszają szanse rozwojowe kraju. Jeśli ataki uderzają w miejski personel: pracowników komunalnych, osoby obsługujące infrastrukturę krytyczną, miasto pozostaje bez zarządzania. Zniszczenie dróg i terminali przeładunkowych, a w rezultacie zamknięcie sklepów i targowisk zakłóca łańcuchy dostaw żywności i leków. W strefie bezpośrednich działań wojennych do głosu dochodzą głód i epidemie.

W Ukrainie Rosjanie celowo atakują także obiekty muzealne i zabytki. Do listopada 2025 roku zniszczyli albo uszkodzili ponad 512 obiektów o wartościach historycznych, między innymi: 152 miejsca kultu, 268 budynki, 37 muzeów, 22 pomniki i 18 bibliotek7. Wymazanie materialnej tkanki historycznej miast i wsi ma taki sam cel jak atakowanie infrastruktury szkół i szpitali – poniżenie i unicestwienie atakowanego narodu.

Londyn po atakach bombowych przeprowadzonych przez Luftwaffe, 1940–1941
Fot. Wikipedia domena publiczna

Ataki na miasto jako taktyka działań wojennych

W latach 20. XX wieku generałowie Giulio Douhet i Hugh Trenchard dostrzegli w bombardowaniach miast sposób na złamanie morale ludności cywilnej oraz pozbawienie przeciwnika zaplecza gospodarczego i społecznego. Brytyjski premier Stanley Baldwin argumentował, że „bombowiec zawsze dotrze do celu”, a jedynie skuteczną „obroną jest atak, czyli jeśli chce się przeżyć, trzeba zabijać kobiety i dzieci szybciej niż przeciwnik”8.

Nastąpił więc szybki rozwój sił bombowych, obrony przeciwlotniczej i obrony cywilnej. Zbiorową wyobraźnię rozpalała wówczas wizja użycia broni masowego rażenia – gazów bojowych w atakach na miasta. Znalazła wyraz w słynnym filmie Things to Come (Rzeczy, które nadejdą; w przedwojennej Polsce był wyświetlany pod tytułem Rok 2000) z 1936 roku. Scenariusz na podstawie własnej powieści napisał Herbert George Wells. Zaledwie trzy lata po premierze sceny masowych nalotów na brytyjskie miasta zmaterializowały się w postaci ataków terrorystycznych Luftwaffe. Wcześniej ideę złamania morale ludności cywilnej poprzez bombardowania Niemcy i faszyści generała Franco testowali w Guernice.

Stosowanie lotnictwa jako narzędzia pacyfikacji cywili zapoczątkowały wojny kolonialne. W 1920 roku brytyjscy oficerowie używali lotnictwa przeciwko ludności Mezopotamii. Uważali, że odkryli bezpieczny i skuteczny sposób tłumienia lokalnych buntów. Wówczas wypracowano koncepcję air policing – kontroli populacji z powietrza i karania tych, którzy sprzeciwiali się władzy kolonialnej. Możliwość masowego ataku z powietrza inspirowała zarówno generałów, teoretyków wojny, jak i autorów fantastyki naukowej9.

Ruiny Drezna po alianckich nalotach dywanowych, 1945
Fot. Richard Peter / Wikipedia CC-SA 3.0 Germany

Zdarza się, że ataki na miasto uzasadnia potrzeba zniszczenia infrastruktury służącej wojnie; niszczenie celów cywilnych zawsze jest bezpodstawne. Tak przynajmniej głosi prawo międzynarodowe, w tym wypracowane po II wojnie światowej konwencje genewskie. Prawną ochronę miast przed działaniami wojennymi wymusił koszmar nalotów dywanowych na europejskie miasta oraz pierwsze w historii ataki atomowe. W trakcie II wojny światowej niemieckie miasta początkowo traciły w bombardowaniach stocznie, fabryki i porty, wkrótce jednak doświadczyły „nalotów terroryzujących”. Z rozkazu generała Arthura Harrisa, dowódcy RAF-u, ataki precyzyjne ustąpiły miejsca nalotom dywanowym; cel: zduszenie morale ludności cywilnej i zmuszenie jej, by się poddała. Generał solidnie zapracował na przydomki Bombowiec i Rzeźnik (ang. Bomber, Butch, Butcher). W końcowej fazie wojny brytyjskie i amerykańskie siły lotnicze miały na sumieniu śródmieścia wielu niemieckich miast. Najokrutniejsze były masowe naloty na gęsto zaludnione dzielnice mieszkaniowe Hamburga i Drezna.

Atomowa apokalipsa i wojny zastępcze

Choć pojawiła się gwarancja zniszczenia totalnego – broń atomowa – nie zaprzestano ataków na miasta. Po początkowym szoku wywołanym zniszczeniem Hiroszimy i Nagasaki Amerykanie, a konkretnie ich marynarka wojenna, przystąpili do analizowania korzyści z nowej broni. Komitet Połączonych Sztabów uznał ją za „zagrożenie dla ludzkości i cywilizacji”, ale docenił możliwość „wyzerowania potencjału militarnego wroga, zniszczenia struktur ekonomicznych i społecznych, bez szans na ich odtworzenie w najbliższej przyszłości”10. Zarekomendował rozwój potencjału atomowego. W ciągu dwóch dekad Stany Zjednoczone zgromadziły ponad trzydzieści jeden tysięcy bomb.

W latach 60. ćwiczenia nad symulowanymi planami ataku na ZSRR zaowocowały oceną, że ten arsenał spowodowałby natychmiastową śmierć 275 milionów ludzi, a kolejne 325 milionów w ciągu kolejnych sześciu miesięcy wyprawiłaby na tamten świat choroba popromienna11. Była to jedna piąta populacji globu. SIOP-62, plan operacyjny użycia broni atomowej, na którego podstawie oszacowano straty, obowiązywał ze zmianami praktycznie do 2003 roku; został zastąpiony kolejno przez plany OPLAN 8044 i OPLAN 8010-12. Ten ostatni został wprowadzony dopiero pod koniec pierwszej kadencji prezydenta Baracka Obamy, orędownika rezygnacji z myślenia zimnowojennego12.

ZSRR nie pozostawał dłużny, sztabowcy Armii Czerwonej rozpatrywali opcję masowego użycia taktycznej broni atomowej w scenariuszach ataku na Europę Zachodnią. W 2005 roku polski rząd ujawnił plan ataku wojsk radzieckich „Siedem dni do rzeki Ren”, z 1979 roku. Zakładał zrzucenie łącznie siedmiu megaton bomb na większe miasta europejskie. Liczbę ofiar ataku atomowego na Stany Zjednoczone szacowano na 59–100 milionów13. Do połowy lat 60. obie strony szacowały szanse na przetrwanie ataków atomowych na miasta; wynalezienie broni termojądrowej rozwiało te nadzieje. Siła rażenia bomb wodorowych wymusiła na Zachodzie porzucenie myśl o skutecznej obronie cywilnej. Zapanowała doktryna wzajemnego zniszczenia.

Miasto Homs w trakcie wojny domowej w Syrii. Zniszczenia w dzielnicy Bab Dreeb
Fot. Bo Yaser / Wikimedia Commons CC BY 3.0

Widmo atomowej apokalipsy powstrzymywało otwartą wojnę między głównymi państwami NATO i Układu Warszawskiego, ale nie wojny zastępcze (ang. proxy wars) i kolonialne. Pokój przez bombardowania wymuszali między innymi Amerykanie na Wietnamczykach. W grudniu 1973 roku amerykańskie lotnictwo masowo bombardowało cele w Hanoi i Hajfongu. Zginęły ponad dwa tysiące cywili, cywilna infrastruktura miast legła w gruzach. Koniec zimnej wojny i rozpad Związku Radzieckiego nie poprawiły sytuacji miast w razie konfliktu zbrojnego. Lata 90. pokazały, że Europa nie zaspawała raz na zawsze puszki z bezwzględnymi wojnami (zniszczenie Sarajewa przez Serbów), a na bezlitosne oblężenie Groznego przez Rosjan państwa Zachodu prawie nie zareagowały.

Idee air policing nie zniknęły, ale ewoluowały. Wojna w Zatoce przyniosła kolejną odsłonę bombardowań zastraszających, czyli taktykę „szoku i przerażenia” (ang. shock and awe). Zarazem masowo zastosowano tam broń precyzyjną, by zminimalizować straty cywilne. Złudne nadzieje pokładane w totalnej skuteczności broni rozwiał między innymi atak na cywilny schron przeciwlotniczy Amiriah w Bagdadzie dwiema jednotonowymi bombami GBU-27 kierowanymi laserem. Amerykańskie lotnictwo celowało w wojskowy bunkier dowodzenia, a żywcem ugotowało czterysta osiem osób, głównie kobiet i dzieci.

Można było na upartego uznać, że przy feralnym ataku Amerykanie nie trafili w cel. Rozpoczęta dekadę później „wojna z terroryzmem” oraz ataki dronowe na Bliskim Wschodzie i w Afganistanie pokazały, że niełatwo dokonać „ataku chirurgicznego”; jeden po drugim cywile przypłacali życiem. W publicznej komunikacji zachodni wojskowi wypracowali pakiet eufemizmów dla nazwania ataków skutkujących stratami cywilnymi, na przykład „straty uboczne” (ang. collateral damage).

Przez wszystkie lata konfliktów pewna reguła powtarzała się prawie przy każdej wojnie: ani nasilające się bombardowania, ani żadne inne ataki na miasta nie osłabiały morale obrońców. Terror ze strony agresorów spotykał się z coraz bardziej zaciekłym uporem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gaza i Ukraina – zmiana reguł gry

Konflikty zbrojne ostatnich lat: w Syrii, Ukrainie i Gazie, pokazały inne oblicze wojny w miastach. O ile ataki na Syrię agresor uzasadnił walką z „upadłym państwem” zaangażowanym w brutalną wojnę domową, dla działań Rosji i Izraela trudno znaleźć inne wytłumaczenie niż celowa polityka zastraszania i wyniszczania przeciwników. Taktykę znaczącego niszczenia infrastruktury cywilnej armia Izraela stosuje od czasów wojny w Libanie w 2006 roku. Wtedy liczyła na bunt ludności cywilnej wobec władz Hezbollahu, poza tym nękanie cywilów wpisała w strategię odwetową. Za twórcę doktryny masowego odwetu uchodzi generał Gadi Eisenkot; po raz pierwszy wdrożył ją, by zniszczyć osiedle Dahiya w Bejrucie14. W kontrataku armii Izraela zginęło wówczas tysiąc cywili (jedna trzecia była dziećmi), przy stratach Izraela rzędu 121 żołnierzy i 44 cywilów. Zniszczeniu uległa też infrastruktura cywilna: elektrownie, oczyszczalnie ścieków, fabryki, mosty i port. Generał Eisenknot odgrażał się:

To, co się wydarzyło się w dzielnicy Dahiya w Bejrucie w 2006 roku, wydarzy się w każdej wiosce, z której Izrael jest ostrzeliwany. Użyjemy na niej nieproporcjonalnej siły i wyrządzimy tam wielkie szkody i zniszczenia. Z naszej perspektywy to nie są cywilne wioski, to bazy wojskowe. To nie jest rekomendacja. To jest plan. I został zatwierdzony15.

Ponownie obiekty cywilne armia Izraela wzięła na cel w trakcie wojny 2008 roku (Operacja Cast Lead) i 2014 roku (Operacja Protective Edge) w Gazie. W tej drugiej zniszczyła jedyną elektrownię w Gazie. Kulminacja ataków na palestyńskie miasta nastąpiła w obecnej wojnie. Rząd Izraela zakomunikował, że każdy atak na terytorium państwa żydowskiego spotka się z nieproporcjonalną odpowiedzią. Oburzenie świata i krytyka za strony ONZ na nic się zdały.

Rosja nie wymyśla doktryny do ataków na cele cywilne w Ukrainie, po prostu robi swoje: usiłuje złamać opór i zastraszyć ludność Ukrainy, a w rezultacie – nadszarpnąć zaufanie dla rządu Wołodymyra Zełenskiego. Brytyjski historyk wojskowości Antony Beevor nazwał zachowanie rosyjskiej armii w Ukrainie performatywnym okrucieństwem i świadomym narzędziem prowadzenia wojny. Okrucieństwo żołnierzy wywiódł z łańcucha przemocy – podejście do cywili zbrutalizowały armia, która podlega brutalnemu traktowaniu, oraz poczucie, że zwycięzcy i tak nikt nie osądzi16.

Przez kilka ostatnich lat zainicjowanych przez siebie konfliktów Rosja barbarzyńsko atakowała miasta, nie przebierając w środkach: używa dronów, kierowanych bomb lotniczych (KAB), pocisków manewrujących, rakiet balistycznych i rakiet hipersonicznych. Bronią precyzyjną uderza w cele cywilne: dworce, szpitale, szkoły, miejską infrastrukturę, schrony. Zbombardowania w Mariupolu teatru oznaczonego napisem „Dzieci” nie da się podciągnąć pod tragiczną pomyłkę, zresztą Rosja o to nie zabiega. Miasta przyfrontowe, między innymi Krematorsk, w znacznym stopniu zniszczyły artyleria i bezlitosna walka w warunkach miejskich.

Nową odsłonę ataków przeciwko miastom zainicjowały dywersyjne ataki hybrydowe, dokonywane poniżej progu wypowiedzenia wojny. Dokonuje się ich, by uszkodzić lub zniszczyć część infrastruktury krytycznej (między innymi torów kolejowych), zerwać sieci zaopatrzenia w energię, zablokować lotniska. Ich cel wykracza poza utrudnienie życia w miastach; wywołują efekt psychologiczny, zastraszają, podkopują zaufanie do państwa.

Obronę cywilną miast w Ukrainie realizują państwowe służby DSNS (ukr. Derżawna służba Ukrajinyz nadzwyczajnych sytuacyj)
Fot. Wikimedia Commons CC0 1.0 Universal Public Domain Dedication

Obrona totalna jako odpowiedź na wojnę totalną

Wraz z początkiem ery bombardowań lotniczych oraz idei wojny totalnej narodziła się i rozwijała obrona cywilna. Pionierskie inicjatywy pojawiły się na fali doświadczeń I wojny światowej u Brytyjczyków i Amerykanów. W czasie II wojny światowej wszystkie kraje frontowe mobilizowały ludność na zapleczu do obrony miast. W latach 50. doświadczenia powojenne wraz z rozpoczynającą się konfrontacją z ZSRR dały w Stanach Zjednoczonych podstawę dla rozwoju idei bezpieczeństwa narodowego jako spójnej polityki obronnej.

Obrona cywilna przyjmuje różne formy. W Polsce w czasie zimnej wojny obrona przed atakiem atomowym była elementem krajowej doktryny obronnej, a obrona cywilna miała charakter zorganizowanej struktury paramilitarnej. Armia ćwiczyła efekty użycia broni masowego rażenia, cywile przygotowywali się do funkcjonowania w realiach totalnej mobilizacji i podporządkowania rozkazom wojskowych. Model militaryzacji w warunkach zagrożenia funkcjonuje u nas do dziś, dotyczy na przykład katastrof naturalnych. Najpierw reagują służby mundurowe: armia, straż pożarna, policja. Dopracowania wciąż wymagają integracja organizacji pozarządowych oraz koordynacja inicjatyw oddolnych. Obrona cywilna jako element przygotowania kraju do wojny zamarła po zimnej wojnie: schrony i ukrycia popadały w coraz większe zaniedbanie, z programu nauki wypadły lekcje pierwszej pomocy i zachowania się w czasie wojny. Dopiero strach, jaki wzbudziły naloty dronowe i ujawnione akty dywersji, przyśpieszył prace nad przywróceniem funkcjonalności polskiej obrony cywilnej.

Za wzór budowania społecznej odporności do dziś uchodzą Finowie. Do tworzenia samoobrony przystąpili z powodu sowieckiej agresji w czasie wojny zimowej z lat 1939–1940. Słynna fińska obrona cywilna opiera się na idei mobilizacji każdego zasobu społecznego. Równie wielką rolę jak mocno rozbudowywana infrastruktura schronów przeciwlotniczych odgrywa państwo: sprawne, godne zaufania, ściśle współpracujące z sektorem cywilnym i organizacjami obywatelskimi. Model fiński nie istnieje w oderwaniu od struktur państwa. Budowa schronów i utrzymanie w gotowości służb obrony cywilnej wymagają funkcjonowania systemu prawa, organizacji państwowych i środków z budżetu. Dodatkowo od czasów wojny z ZSRR Finowie z własnej inicjatywy angażują się w działalność w ramach organizacji przygotowujących się do niesienia pomocy. Gotowość do obrony tłumaczą swoim „pesymistycznym pragmatyzmem” i sisu. Ta kultywowana społecznie postawa łączy obszerny zestaw pojęć, w tym fizyczną i psychiczną odporność, stoicyzm i upór, zacięcie, by przetrwać w obliczu przeważających sił zagrożenia.

Obrona cywilna ściśle wiąże się z ideą całkowitej mobilizacji społeczeństwa. Brutalizacja wojny, pogłębiająca się słabość porządku międzynarodowego, zamazanie granic między atakiem na armię a zabijaniem cywilów wymuszają zespojenie działań społecznych, budowania wspólnoty, wzmacnianie odporności oraz instytucji państwowych i samorządowych, odpowiedzialnych za infrastrukturę, służby mundurowe i zasoby techniczne. Równie istotnego znaczenia nabiera odporność na dezinformację i umiejętność utrzymania spójnego, politycznego frontu wobec wrogów. Żadna organizacja cywilna samodzielnie nie zdoła zapobiec zniszczeniu miasta; muszą jej towarzyszyć skuteczna obrona powietrzna i przeciwlotnicza oraz narzędzia odwetowe. Analogicznie armia bez wsparcia społecznego i zaplecza politycznego nie obroni miast.

Państwa coraz mocniej się różnią pod względem skuteczności, dostępu do infrastruktury, sprzętu i zaangażowania sojuszników. Silnie zmilitaryzowany Izrael z licznymi sojuszami mógł sobie pozwolić na prowadzenie kilku wojen jednocześnie, od Gazy po interwencje na granicy z Libanem, a jednocześnie odpierać zmasowane naloty rakietowe Iranu. Mniejsze kraje, bez silnych sojuszników, odizolowane od pomocy militarnej, pogrążone w wewnętrznych kryzysach, będą skazane na zniszczenie miast i śmierć ich obywateli. Gaza jest tego jaskrawym dowodem.

Zadziwiająca skuteczność Ukrainy w atakach odwetowych na rosyjskie fabryki i rafinerie, inwazji na Kursk i bombardowaniach Biełgorodu była możliwa dzięki słabości Rosji jako państwa. Rosyjski rząd skupiał się na budowie armii nastawionej na agresję, a zaniedbał troskę o życie i zdrowie własnych obywateli wyrażoną poprzez obronę zaplecza. Wzmocnienie Sił Zbrojnych Ukrainy nowoczesnymi systemami obrony przeciwlotniczej (to one uratowały Kijów) nie wydarzyłoby się bez politycznego i społecznego zaplecza, które lobbuje za wsparciem zaatakowanego kraju.

Żołnierki i żołnierze polskich Wojsk Obrony Terytorialnej
Fot. Stiopa / Wikimedia Commons CCA-SA 4.0 International

Ukraina jako poligon obrony totalnej, Polska dopiero w blokach startowych

Dziś Ukraina jest głównym laboratorium nowoczesnej obrony miast przed agresją w sytuacji wojny masowej. Ukraińcy w ciągu ostatnich lat zbudowali system oparty na współpracy służb rządowych, administracji cywilnej i sektora obywatelskiego. Obronę cywilną miast realizują państwowe służby DSNS (ukr. Derżawna służba Ukrajiny z nadzwyczajnych sytuacyj), spadkobierca służb mundurowych. W 2003 roku DSNS zdemilitaryzowano i połączono z działaniami straży pożarnej, dziś podlega Ministerstwu Spraw Wewnętrznych Ukrainy. Atak Rosji wymusił szybką rozbudowę i modernizację wszystkich służb oraz naukę reagowania w sytuacjach masowego zagrożenia miasta. Mobilizacji nowych jednostek pożarniczych i ratowniczych, w tym ratownictwa radiologicznego i chemicznego, towarzyszyła szybka cyfryzacja państwa. Państwa zachodnie równolegle dostarczają Ukrainie masową pomoc militarną i doposażają obronę cywilną. Od początku wojny do lutego 2025 roku przekazały ponad cztery tysiące sztuk sprzętu do ratowania życia, w tym dźwigi do usuwania zawałów i wozy bojowe straży pożarnej.

Wojna postawiła przed samorządami nowe wyzwania. W przyśpieszonym tempie rozpoczęły modernizację schronów i ukryć pamiętających zimną wojnę. Nowo powstające budynki obowiązkowo są realizowane ze schronami dla pięćdziesięciu osób albo tymczasowym schronieniem dla ponad stu. Pracownicy służb komunalnych w możliwie najkrótszym czasie usuwają skutki rosyjskich ataków, aby zapewnić codzienne funkcjonowanie miasta. Wykonują pracę krytycznie ważną dla utrzymania wysokiego morale ludności.

Wojna sprowokowała znaczące innowacje w projektowaniu ukryć tymczasowych, wzmacnianiu elementów infrastruktury krytycznej i podziemnych szkół. O zasoby na czas zimy, dostęp do energii, internetu, ciepłej wody i sal dla dzieci dba system „punktów niezłomności. Został zainicjowany w 2022 roku, po atakach na infrastrukturę energetyczną kraju. Całkowicie nowy front walki otworzyły usługi cyfrowe. Państwo włączyło do systemu wczesnego ostrzegania aplikację Dia, ukraińską odpowiedniczkę naszego mObywatela, wiele prywatnych firm cywilnych rozwinęło własne aplikacje informujące o zagrożeniach. Służby cywilne nauczyły się budować redundację systemów miejskich i uodparniać je na zagrożenia cyberatakami. Masowa cyfryzacja poprawiła koordynację między różnymi służbami.

Mimo wielości rozwiązań obronnych kluczem do sukcesu pozostaje silne społeczeństwo obywatelskie. W Ukrainie jego moc przejawia się zaangażowaniem organizacji pozarządowych, wolontariuszy. W samoobronie jest miejsce dla każdego, kto chce i może się zmobilizować dla wsparcia służb mundurowych. Mimo znaczących zniszczeń wywołanych bombardowaniami społeczeństwo ukraińskie trzy lata po rozpoczęciu wojny trwa zmobilizowane i nie ulega próbom siania dezinformacji.

W grudniu 2024 roku polski sejm przyjął ustawę o ochronie ludności i obronie cywilnej; dokument wszedł w życie w styczniu 2025 roku17. Zakłada, że obrona opiera się na sześciu głównych filarach: systemach ostrzegania i alarmowania, ewakuacji i przyjęcia ludności, budowie schronów i ukryć, wzmocnieniu odporności społecznej (między innymi przez ćwiczenia, instrukcje), określeniu zasad funkcjonowania ochrony ludności w czasie wojny, finansowaniu. W pierwotnej wersji ustawy kontrowersje budziło przekazanie władzom dodatkowych uprawnień odnośnie do możliwości wprowadzania stanów nadzwyczajnych i ograniczania swobód obywatelskich. Obie propozycje nie znalazły się w ostatecznej wersji regulacji.

Obecny system bazuje na koordynacji istniejących zasobów państwa. Konstrukcja systemu ochrony powstała z wykorzystaniem krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego (zwłaszcza Państwowej Straży Pożarnej i ochotniczych straży pożarnych) oraz struktur zarządzania kryzysowego w urzędach wojewódzkich i gminach, Systemie Powiadamiania Ratunkowego i Państwowym Ratownictwie Medycznym. Ustawa nakazała stworzenie korpusu obrony cywilnej, który będzie składać się między innymi z pracowników służb komunalnych, strażaków i ochotników. Szeroko zdefiniowała podmioty zajmujące się ochroną ludności, zaliczyła do nich między innymi: przedsiębiorstwa zapewniające podstawowe usługi komunalne, społeczne organizacje ratownicze, podmioty lecznicze, organizacje harcerskie i skautowe, PCK, PZW, PZŁ, Caritas Polska, Aeroklub Polski.

Nowe prawo dało podwaliny dla działania systemu, lecz sukces albo porażka systemu obrony cywilnej będą zależeć od indywidualnego przygotowania Polaków, ich zaufania do władz oraz od fizycznych i psychicznych zdolności organizacyjnych w sytuacjach wyjątkowych. Program dobrowolnych ćwiczeń wGotowości Ministerstwa Obrony Narodowej spotkał się z dużym zainteresowaniem. Trwają szkolenia służb publicznych. Sprawnie działa Państwowa Straż Pożarna, buduje kościec obrony cywilnej. Samorządy są zobowiązane do przygotowywania planów ewakuacji.

Dopiero jednak rozpoczęliśmy budowę nowoczesnej infrastruktury. Przez brak przepisów wymuszających przed 2025 rokiem powstawanie schronów i ukryć przegapiliśmy sporą szansę na rozbudowę tych elementów systemu odporności. Państwowa Straż Pożarna doliczyła się w całej Polsce dwóch tysięcy schronów; pomieszczą maksymalnie 250–300 tysięcy osób, mniej niż 0,8 procent populacji kraju. Są rozmieszczone nierównomierne, najwięcej jest ich w województwach mazowieckim (293), pomorskim (285) i na Śląsku (201). Wiele z nich pamięta czasy PRL-u – nic dziwnego, były to bowiem obszary strategicznie ważne w razie wojny atomowej. Miejsc ukrycia jest dziewięć tysięcy, pomieszczą 1,1 miliona osób, 2,8 procent populacji kraju. Przeważają wśród nich wyznaczone miejsca w budynkach, piwnice, garaże bez hermetyzacji. Nie uchronią przed bronią chemiczną ani biologiczną, ale da się w nich spędzić kilka dni. Najwięcej, ponad 224 tysiące, jest doraźnych miejsc schronienia, czyli miejsc tymczasowych ukryć: przejść podziemnych, rowów, podpiwniczeń18. Gdyby wybuchła wojna, większość Polaków musiałaby właśnie tam przetrwać pierwsze fale nalotów. Nawet przy wdrożeniu wymogu budowy schronów w styczniu 2026 roku nie ma szans na błyskawiczną rozbudowę tej infrastruktury. W obliczu brutalizacji wojny cywilom pozostaje budowanie odporności – nie tylko infrastruktury, lecz także społecznej siły opartej na więziach między obywatelami. Oczywiście samoorganizacja i odporność mieszkańców nie wystarczą, choć są fundamentem przetrwania miast. W nowej odsłonie wojny totalnej skuteczna obrona musi się opierać na idei pełnej mobilizacji państwowej. W państwach demokratycznych oznacza nie tyle bezwzględną militaryzację i bezrefleksyjne stanie „murem za mundurem”, ile wdrażanie integracji działań służb i strony cywilnej przy poszanowaniu praw obywatelskich. Każda ze stron musi wypełniać swoje zadania ochrony miast, z uwzględnieniem i poszanowaniem własnej odrębności i użyteczności. W pierwszej linii obrony miast stanie oczywiście armia, lecz bez polityków wspierających opór przeciwko agresji oraz zorganizowanego społeczeństwa obywatelskiego, realnie utrzymującego miasta przy życiu swoją pracą, nie zdziała ona nic. Nie da się też przetrwać bez infrastruktury obronnościowej, odpornej lub szybko naprawianej, i schronów. Oczywiście najlepiej byłoby „nie grać w wojnę”, ale od 2024 roku luksus długotrwałego pokoju oddala się znacząco. Zagrożenia dla miast nie wolno dłużej ignorować.