Początki związku architektury i komiksu sięgają zarania tej drugiej dyscypliny. Wczesne formy komiksowe pojawiały się na łamach prasy brytyjskiej, francuskiej, a nawet polskiej, już w pierwszej połowie XIX wieku; rozkwit tego gatunku nastąpił wraz z usprawnieniem technik poligraficznych w ostatnich dwóch dekadach XIX wieku w Stanach Zjednoczonych. Zaprezentowana po raz pierwszy w 1879 roku metoda druku rastrowego, nazwana od nazwiska jej wynalazcy procesem Ben Daya[1], umożliwiła przełom w odzwierciedleniu barwnym drukowanych ilustracji. Z nowej techniki chętnie korzystali wydawcy prasy codziennej, na przykład „New York Heralda”, „New York Evening Telegramu”, a także artyści. Zaprzyjaźnił się z nią między innymi Winsor McCay, amerykański rysownik komiksowy i pionier w dziedzinie filmów animowanych, znany przede wszystkim z serii komiksów prasowych o Małym Nemo, samouk obdarzony fotograficzną pamięcią. Jego pierwszym i prawdopodobnie jedynym mentorem był twórca witraży John Goodison; to on ukształtował wrażliwość McCaya na kolor i ornamentykę.

McCay ilustrował prasę od 1898 roku, jednak dopiero w 1904 roku na łamach „New York Heralda” zaczął się ukazywać jego pierwszy komiks, Little Sammy Sneeze. Slapstickowe historyjki miały od sześciu do ośmiu kadrów i wszystkie opierały się na tym samym schemacie: tytułowy bohater, Mały Sammy, zawsze pod koniec kichał, czym wywoływał spory zamęt. Reklamowało je hasło: „Po prostu nie mógł przestać. Nigdy nie wiedział, kiedy to nastąpi”. Choć kolejne epizody komiksu rozgrywały się z zasady we wnętrzach, zdradzają zamiłowanie McCaya do architektury. Ze szczegółami odtwarzał wystrój budynków użyteczności publicznej: domu handlowego, hotelu, kasyna, dworca itd. Na okładce pierwszego zbiorczego wydania tych komiksów, z 1905 roku, Mały Sammy kicha tak mocno, że wali się cała pierzeja budynków na Manhattanie.

W październiku 1905 roku McCay zainicjował na łamach „New York Heralda” swoją najbardziej znaną serię, Little Nemo in Slumberland. Mały Nemo, podobnie jak wcześniej Mały Sammy, przeżywa przygody według niezmiennego wzorca; tym razem kulminacyjnym momentem historii jest pobudka bohatera. Jego senne przygody rozgrywają się z reguły w przestrzeni miejskiej – nowoczesnej, pełnej wysokościowej zabudowy, miejscami łudząco podobnej do Nowego Jorku. Wieżowce ewidentnie fascynowały McCaya, jego bohaterowie często wędrują po dachach takich budynków. W epizodzie z 1907 roku Mały Nemo przybiera gigantyczne rozmiary i wspina się na fasadę jednego z drapaczy chmur, niczym ćwierć wieku później King Kong. Nowy Jork jest nie tylko scenerią tego komiksu, ale też jego pełnoprawnym bohaterem. W 1905 roku McCay mieszkał jeszcze na Manhattanie, stosunkowo blisko redakcji „Heralda”. Codzienne otoczenie silnie wpływało na jego praktykę artystyczną. Inspirowały go między innymi budynki zaprojektowane przez biuro McKim, Mead & White na Wystawę Światową zorganizowaną w 1893 roku w Chicago. W przygodach Małego Nemo widać też nawiązania do architektury parków rozrywki otwieranych wówczas w Coney Island, nadmorskiej dzielnicy Nowego Jorku. W szczególności otwarty w 1903 roku Luna Park oraz uruchomiony w 1904 roku Dreamland znalazły stosunkowo wierne odbicie na kartach komiksu. McCay chętnie sięgał po inspiracje także do ilustrowanej prasy brytyjskiej oraz publikacji francuskich utrzymanych w duchu art nouveau. W jego stylu rysowania bez trudu daje się rozpoznać zamiłowanie do tego nurtu. Zdradzają je w szczególności pogrubione kontury postaci, liternictwo w winietach oraz zastosowanie okrągłych kadrów.

McCay był pionierem amerykańskiego komiksu i zarazem jednym z pierwszych twórców, którzy eksperymentowali z tak zwanym burzeniem czwartej ściany, czyli umownej bariery oddzielającej bohaterów dzieła od czytelników. Poszukiwania McCaya, zarówno w zakresie rozwiązań plastycznych, jak i fabularnych, kontynuuje urodzony w latach 60. XX wieku amerykański ilustrator i twórca komiksów Chris Ware. Jego prace często odnoszą się estetyki projektów graficznych i prasy z początku XX wieku. Ware sięga po zróżnicowane kształty i rozmiary kadrów, wprowadza do swoich komiksów także elementy trójwymiarowe. Sztandarowy przykład jego stylistyki – publikacja Building Stories – składa się z czternastu różnych elementów zapakowanych w jedno pudełko. To coś więcej niż komiks – nosi cechy gry planszowej, układanki bądź dioramy, poszczególne elementy można czytać w dowolnej kolejności. Zabieg ten upodabnia Building Stories do postmodernistycznych eksperymentów literackich Raymonda Queneau i pozostałych twórców z grupy OuLiPo.

Ware chętnie operuje płaską perspektywą w rzucie izometrycznym. W Building Stories uzupełnia ten zabieg elementami przestrzennymi. Komiks ma wewnętrzną architekturę, w dodatku namacalnie fizyczną. Jego tytuł można rozumieć zarówno jako „budowanie historii”, jak i „historię budynku”. Interpretacji nie ułatwia czytelnikom fabuła, rozgrywająca się w typowej chicagowskiej szeregówce z fasadą z brązowego piaskowca. Kamienica jest tu jednym z bohaterów; jej „myśli” są zapisane kursywą, dla odróżnienia od kwestii wypowiadanych przez ludzi. Prace nad Building Stories trwały niemal dekadę i zaowocowały wieloma wyróżnieniami, w tym nagrodami Eisnera i Harveya (komiksowe odpowiedniki Oscarów i Złotych Globów). Recenzenci uważają Building Stories za dzieło zakrojone na miarę Ulissesa Jamesa Joyce’a.

Miejska przestrzeń dla amerykańskich superbohaterów

Komiks amerykański definiują oczywiście nie tylko intelektualne szarady, ale także solidna porcja niezobowiązującej rozrywki. Dostarczają nam jej liczni, powołani do życia jeszcze pod koniec lat 30. XX wieku superbohaterowie, jak Batman czy Superman. Szukając ich związku z architekturą, trafiamy na arenę ich działań: do fikcyjnych miast Gotham City i Metropolis. Gotham to używany od początku xix wieku przydomek Nowego Jorku. Wywodzi się od nazwy angielskiej wsi Gotham, której mieszkańcy udawali obłąkanych, by unikać płacenia podatków nałożonych przez Jana bez Ziemi[2]. W odniesieniu do Manhattanu i jego mieszkańców (ponoć chwytali się podobnej metody) nazwy tej po raz pierwszy użył Washington Irving w 1807 roku[3]. Początkujący Batman działał w Nowym Jorku, w szczególności na Manhattanie. Za twórcę nazwy Gotham City jest uznawany Bill Finger, scenarzysta komiksów o Batmanie. „Pierwotnie miasto miało się nazywać Civic City. Zastanawiałem się również nad Capital City i Coast City. […] Nie chcieliśmy nazwać miasta Nowy Jork, bo zależało nam, aby każdy odbiorca, w każdym mieście, mógł się identyfikować z miejscem akcji” – wspomina[4]. Różni rysownicy przedstawiali Gotham City na różne sposoby. Wszystkie wizje łączyła hiperbola istniejących stylów architektonicznych, na której potrzeby „wypożyczali” wielorzędowe przypory gotyckich katedr lub monumentalne posągi w stylu art déco czy art. nouveau. Warto nadmienić, że w komiksie za wygląd Gotham City odpowiada przodek Bruce’a Wayne’a (Batmana), sędzia Solomon Wayne – to on zlecił zaprojektowanie i realizację pierwszych zabudowań w stylu „gothamskim”. W świecie Batmana architektura bywa osią fabularną. W komiksie z 1992 roku główny bohater wysadza w powietrze kilka budynków w Gotham City, aby odsłonić domy wzniesione wcześniej[5]. W historii z 2012 roku czytelnicy są świadkami boomu inwestycyjnego w Gotham City: w mieście powstają coraz bardziej spektakularne gmachy, zaprojektowane przez znanych architektów z całego świata. Na różnym etapie prac budowlanych wybuchają bomby, co daje asumpt do działania dla Batmana[6].

Architektura rzadziej bywa osią fabularną w Metropolis, nad którym opiekę sprawuje Superman. Jeden z twórców tej postaci i scenografii komiksu, rysownik Joe Shuster, oparł się na wspomnieniach ze swojego dzieciństwa w Toronto. W kolejnych latach miasto Supermana upodabniało się do Chicago i Nowego Jorku. Z różnych wzmianek w obu seriach komiksowych wynika, że Metropolis i Gotham City znajdują się w stosunkowo niewielkiej odległości od siebie.

Mroczne frankofońskie miasta

Architektura fascynuje nie tylko twórców amerykańskich. Urodzony w latach 50. XX wieku w Brukseli, stolicy europejskiego komiksu, François Schuiten jest autorem ilustracji do komiksów z serii Les Cités obscures[7]. Jedną z najbardziej znanych serii komiksowych w Belgii wspólnie zapoczątkowali w 1983 roku Schuiten i odpowiedzialny za scenariusze Benoît Peeters. Pierwsze albumy w serii opowiadają o pojedynczych budynkach lub miastach; kolejne odsłaniają przed czytelnikami cały fantastyczny świat, w którym architekci, urbaniści oraz urbatekci (pojęcie wymyślone przez autorów) należą do kasty rządzącej, architektura zaś kształtuje relacje społeczne. Twórcy świata Les Cités obscures inspirowali się architekturą nazistowską i stalinowską, brukselską modernistyczną zabudową wysokościową, a także gotykiem.

Rodzice Schuitena – Robert i Marie-Madeleine – byli architektami, nic więc dziwnego, że architektura odgrywa istotną rolę w jego twórczości, która zresztą nie ogranicza się do komiksów. Schuiten zaprojektował wnętrze stacji metra Porte de Hal w Brukseli. W 2000 roku odpowiadał za projekt scenografii dla jednego z głównych pawilonów na Wystawie Światowej w Hanowerze (odwiedziło go ponad pięć milionów widzów), a w 2005 według jego projektu powstały wnętrza belgijskiego pawilonu na Expo w Aichi w Japonii. Wspólnie z Aleksandrem Obolenskym zaprojektował serię znaczków dla poczty belgijskiej. W latach 90. XX wieku Schuiten i Peeters zaangażowali się w wykup i renowację Maison Autrique, pierwszej brukselskiej kamienicy zaprojektowanej przez Victora Hortę w stylu art nouveau. Przy okazji warto wspomnieć, że Belgijskie Centrum Komiksu w Brukseli mieści się dziś w secesyjnym budynku dawnego magazynu tekstylnego z 1906 roku, również zaprojektowanego przez Victora Hortę. Pisząc o architekturze w komiksie frankofońskim, nie można nie wspomnieć o twórczości Andreasa Martensa (swoje prace sygnuje jako Andres). Niemiecki ilustrator mieszka obecnie w Szwajcarii i tworzy głównie na rynekfrancuski, a polskim czytelnikom jest znany od połowy 1989 roku, kiedy to na łamach wysokonakładowego pisma „Komiks. Fantastyka” ukazały się dwa albumy jego autorstwa z serii Rork. Silnie zapada w pamięć scena, w której jedna z postaci, Low Valley, wykorzystuje moc telekinezy do rozebrania i ponownego złożenia budynku. Podejrzewam, że nie ma w Polsce urodzonego przed pierwszą połową lat 80. XX wieku czytelnika komiksów, który by jej nie znał.

Chris Ware, komiks Building Stories składający się z kilkunastu różnych elementów zapakowanych w jedno pudełko, wydawca: Pantheon
Books, 2012

fot. archiwum Autora

Andres słynie z kunsztu w rysowaniu architektury, choć twierdzi, że nie lubi tego robić. W wywiadzie z 2015 roku zwierzył mi się:

kiedy byłem młody, chciałem zostać architektem, lecz później odkryłem komiks. Dzisiaj w swoich rysunkach dużo improwizuję, ale podstaw, np. perspektywy, uczyłem się od architektów. Mój kurs na akademii w Düsseldorfie zaczęło w tym samym czasie pięć lub sześć osób, ale ja byłem jedyną, która wytrwała aż do końca. Mój nauczyciel był bardzo zadowolony, że chociaż jedna osoba była tym zainteresowana. Uwielbiałem też geometrię. Jestem bardzo poukładany, więc myślę, że moim rysunkom brakuje spontaniczności, są bardzo starannie zaplanowane[8].

W albumie Le Triangle rouge z 2004 roku Andres oddał hołd amerykańskiemu architektowi Frankowi Lloydowi Wrightowi.

Manga

Z mistrzostwa w odzwierciedlaniu architektury w komiksie słyną autorzy mangi, czyli komiksu japońskiego. W Japonii co miesiąc ukazuje się około stu pięćdziesięciu różnych magazynów drukujących mangi w odcinkach. Oprócz tego nakłady albumów zbiorczych w rekordowych przypadkach osiągają nawet cztery miliony egzemplarzy9[9]. Akcja znacznej części tych produkcji rozgrywa się w Tokio. Na kartach mang najczęściej pojawiają się wieża Tokio Tower, zamek Himeji, świątynia Senso-Ji, koło widokowe w parku Kasai Rinkai; rysowników inspirują całe układy urbanistyczne, na przykład słynne skrzyżowanie przed stacją Shibuya. Do kanonu estetyki mangi wszedł też wizerunek ulicy na przedmieściach Tokio, z jej niską zabudową i uginającymi się pod ciężarem kabli słupami telefonicznymi. Twórcy mangi eksploatują także wątki fantastyczne, z gatunków science fiction, fantasy i urban fantasty. Ze szczególnie wdzięcznym tematem miast przyszłości ochoczo mierzy się wielu autorów. Pozwolę sobie przytoczyć dwa, niejako przeciwstawne efekty ich pracy. Na potrzeby swojej mangi Neon Genesis Evangelion Yoshiyuki Sadamoto zaprojektował fikcyjne miasto Tokyo-3, które w razie zagrożenia może w całości schować się pod ziemią. Wieżowce zjeżdżają poniżej poziomu gruntu niczym gigantyczne windy; powstaje lustrzane odbicie lub negatyw tradycyjnej sylwety miasta. Przeciwny zabieg zastosował autor mangi Gunnm (znanej w Europie pod tytułem Battle Angel Alita), Yukito Kishiro: stworzone przez niegofikcyjne miasto Zalem w całości unosi się w powietrzu. Budynki stoją na dysku o średnicy kilkudziesięciu kilometrów, podwieszonego za pomocą windy orbitalnej do pierścienia orbitalnego. Oba pomysły były wielokrotnie powielane w innych mangach.

Futurologie i manifesty

W komiksie zaciera się granica pomiędzy futurologią a wizjonerstwem. W latach 60. XX wieku architekci z grupy Archigram publikowali swoje przemyślenia dotyczące przyszłości architektury w ilustrowanym magazynie „Amazing Archigram”, wykorzystującym między innymi język komiksu. Z czasem wizualizacje te stały się pełnoprawnym komiksem. Jeden z członków grupy, Warren Chalk, jest autorem komiksu Space probe (1964), w którym „dialogi nie są – jak pisze Andrzej Jarczewski – jedynie werbalną transmisją akcji, ale również własnymi deklaracjami autora dotyczącymi przyszłości miast i pośrednio architektury”[10]. W kolejnych zeszytach „Amazing Archigram” ukazały się dalsze architektoniczne deklaracje grupy: Walking City oraz Plug in City. W 2009 roku, czterdzieści pięć lat później, młody duński architekt i twórca komiksów Bjarke Ingels opublikował komiks Yes is More. An Archicomic on Architectural Evolution – swój manifest, deklarację programową i autorską wizję procesu powstawania architektury.

Komiksowe biografie herosów architektury

Kolejną kategorią komiksów o architekturze są biografie architektów i urbanistów. Tych dzieł nie brakuje, jako że komiksy biograficzne w ogóle są niezwykle popularnym gatunkiem. W Polsce ukazało się ich już całkiem sporo: Eileen Gray. Dom pod słońcem Charlotte Malterre-Barthes i Zofii Dzierżawskiej, Mies. Skomplikowane życie architekta minimalisty Augustína Ferrera Casasa, Robert Moses. Ukryty władca Nowego Jorku Pierre’a Christina i Oliviera Baleza i inne. Ciekawą podkategorię tworzą komiksy o fabułach luźno opartych na życiu autentycznych postaci, na przykład Uwodzenie. Historia architektoniczno-kryminalna Lucasa Harariego. Główny bohater, student architektury Pierre, jedzie do term w szwajcarskim mieście Vals. Budynek łaźni zaprojektował w 1996 roku Peter Zumthor, laureat Nagrody Pritzkera. Autor komiksu sprytnie powiązał opowieść o tym obiekcie z lokalną legendą o morderczej górze.

W 2021 roku ukazał się komiks Mechaniczne Słońce Łukasza Wojciechowskiego, czynnego architekta i wykładowcy Wydziału Architektury Politechniki Wrocławskiej. Opowiada historię czechosłowackiego architekta Bohumila Baldy, aktywnego w latach 30. XX wieku w Hradcu Králové. W 1937 roku Balda był przekonany o słuszności architektury modernistycznej i z niechęcią odnosił się do nazistowskiej antymodernistycznej retoryki. Zmienił nastawienie, gdy zaczął dostawać zlecenia od lokalnego kierownictwa partii. Początkowo z oporami, z czasem zaś z rosnącą fascynacją realizował dzięki temu swoje autorskie koncepcje, coraz bardziej przekonując się do faszystowskiej ideologii – w końcu stał się jej gorliwym wyznawcą. Ta pouczająca historia jest fikcją literacką, nie istniał bowiem nigdy żaden Bohumil Balda. Nie znaczy to, że nie trafiali się architekci, którzy dali się uwieść złu; wystarczy wspomnieć o Albercie Speerze, architekcie Hitlera.

Łukasz Wojciechowski, strona z komiksu biograficznego Soleil mécanique, którego bohaterem jest fikcyjny architekt Bohumil Balda, wydawca: Éditions çà
et là, 2021

dzięki uprzejmości Łukasza Wojciechowskiego

Rola miasta i architektury w komiksach nie sprowadza się, jak widać, wyłącznie do dekoracji. W wielu przypadkach budynki są częścią mitu założycielskiego – konstytuują zarówno świat komiksu, jak i jego bohaterów. W jednym z zeszytów z przygodami Spider-Mana główny bohater ma do wypełnienia misję na przedmieściach Nowego Jorku. Szybko się okazuje, że brak zabudowy wysokościowej pozbawia tę postać jej najważniejszego atutu: możliwości szybkiego przemieszczania się na dużych wysokościach. Bez Manhattanu nie ma Spider-Mana! Ten uniwersalny, wydawałoby się, bohater jest nierozerwalnie związany z architekturą, w której otoczeniu został powołany do życia. Można ten przykład rozszerzyć i zaryzykować tezę, że architektura stwarza ramy, poza które wiele komiksów nie zdoła wyjść.