Terapia i profilaktyka miejskim krajobrazem

Na początku jest pole. Elementy pola wytwarzają energię. Intrygujące, że ich oddziaływania nie są sumą wartości ich źródeł, mają wartość dodaną. Energia pojawia się dopiero wtedy, gdy zaistnieje relacja między elementami pola. Potwierdzają to fizyka klasyczna i kwantowa, chemia ciała stałego, biologia ewolucyjna. Zadaję sobie pytania: jaka energia generuje się między ludźmi? co się tworzy między nami a miejskim krajobrazem?

Z tego zaciekawienia zrodziła się moja fascynacja psychologią. Objawiła się dwutorowo: poprzez naukę, w formie transdyscyplinarnych badań z zakresu psychologii miast, neurourbanistyki i neuroarchitektury, oraz poprzez praktykę w gabinecie psychoterapeutycznym. W pierwszym rodzaju aktywności dążę do zdefiniowania prozdrowotnych strategii urbanistycznych – budowania profilaktyki; w drugim postępuję zapobiegawczo i naprawczo. Wielowymiarowo eksploruję charakter dodatkowej, zagadkowej energii „pomiędzy”.

W artykule How did life get multicellular? (Jak życie wskoczyło na poziom wielokomórkowy)1 Alla Katsnelson rekonstruuje historię wydarzeń sprzed trzech miliardów lat. Jednokomórkowe organizmy komunikowały się wówczas między sobą sygnałami molekularnymi i koregulacją ekspresji genów. Ten „dialog” doprowadził do specjalizacji pojedynczych komórek i w konsekwencji – do pojawienia się organizmów wielokomórkowych. Wyobrażacie sobie taką komunikację na poziomie komórkowym?

Ponoć niedawno neurobadacze odkryli, że ludzki mózg emituje fale elektromagnetyczne o ultraniskiej częstotliwości, a centralne układy nerwowe komunikują się nie tylko poprzez neurony lustrzane, ale też współdzielenie pola elektromagnetycznego. Potocznie bywa to nazywane synchronizacją w grupie, empatią, intuicją. Choć nie znalazłem naukowego potwierdzenia owej teorii, działa ona na wyobraźnię. Dziś wiemy na pewno, że mózg człowieka generuje słabe pola elektryczne, magnetyczne i świetlne, mierzalne w warunkach laboratoryjnych (EEG, MEG, badania biofotonów), ale nie istnieją jeszcze (?) dowody, by sygnały te były wykrywalne na odległość. Psychologia zaś tworzy teorie obrazujące wzajemne odziaływania między ludźmi, mierzy je na przykład wystandaryzowana Inclusion of Other in the Self Scale (IOS, skala włączania Innego w Ja)2. Opiera się merytorycznie na modelu rozszerzania się Ja (Self-Expansion Theory); pokazuje, że bliskość polega na włączaniu zasobów i perspektyw drugiej osoby do własnego Ja. Choć konstrukt ten nie wywodzi się z teorii pola Kurta Lewina, prekursora psychologii środowiskowej, dla obu koncepcji wspólna jest metafora relacji jako przenikania się psychologicznych przestrzeni jednostek, a u Lewina – także otoczenia.

Badania nad polami elektromagnetycznymi mózgów są jeszcze w fazie wstępnej i spekulatywnej. W zestawieniu z psychologiczną teorią pola i skalą IOS można je interpretować jako próbę empirycznego uchwycenia idei, że relacyjność wiąże się z nakładaniem się i synchronizacją przestrzeni psychologicznych, neuronalnych, ale też materialnych. Skanowałeś kiedyś siebie, żeby uświadomić sobie mikrozmiany w polu zachodzące na poziomie twojego układu nerwowego?

B = f (P, E)

Czy pole można pokazać i opisać? Trzymam w ręku książkę Field Theory in Social Science (Teoria pola w naukach społecznych)3, wydanie z 1951 roku, wygrzebane w bibliotece. Równania i wykresy pola opracował Kurt Lewin. Jeden z diagramów przedstawia oddziaływanie osób i środowiska w formie organicznych, przylegających do siebie blobów – przywodzi na myśl komórkę. Są tam jednak strzałki i symbole, oznaczają warstwy przestrzeni między obiektami i dynamikę relacji człowiek–środowisko. Lewin opisał te oddziaływania równaniem: zachowanie (B) jest funkcją dyspozycji psychicznych (P) i środowiska (E). Współcześni psychologowie analogicznie do kwestionariusza IOS i modelu rozszerzania Ja stworzyli skale mierzące relacje osoba–przestrzeń, na przykład w konstrukcie Inclusion of Nature in Self (zawartość natury w Ja)4 granice tożsamości mogą być rozszerzone przez włączenie elementów środowiska naturalnego do Ja.

Wszystkie te badania inspirują mnie do fantazji na temat współczesnej wersji wykresów pola. Wizualizacja przybrałaby zapewne postać wielowymiarowych modeli przestrzeni publicznych. Chciałbym połączyć w nich wiedzę na temat urbanistyki z odkryciami neuropsychologów i psychologów społecznych, biologów, fizyków. Pokazałbym zarówno złożoność, jaki i zmienność wpływów wzajemnych oddziaływań na ludzki dobrostan i miejski ekosystem. Jak zilustrować te wszystkie transakcje?

Próbuję sobie wyobrazić taką mapę 11D – bo tyle wymiarów obecnie przewidują najbardziej progresywne i nadal wiarygodne modele fizyczne M-theory, czyli najlepiej rokującego kandydata na Teorię Wszystkiego. Ile miałaby warstw, jak długą legendę? Czy któraś z wielu znanych nam technik obrazowania pola wystarczyłaby, aby pokazać złożoność między innymi: mechanizmów endokrynnych, fal dźwiękowych i elektromagnetycznych, dyfuzji cząstek chemicznych niosących zapachy, dynamikę konstruktów abstrakcyjnych, na przykład przywiązania do miejsca? 

Turbulencje pola

Wracam na ziemię. Patrzę na wyniki analiz statystycznych z wystandaryzowanych eksperymentów. Psychologia podejmuje próby mierzenia tego, co na pozór niemierzalne. Zmagała się z tym problemem, jeszcze zanim Lewin opracował teorię pola. Może brakuje kompleksowo zintegrowanych modeli wielowymiarowości zjawisk miejskich, ale wiemy sporo. Badania miast coraz częściej kładą nacisk na alarmujący kontekst środowiskowy – kryzys klimatyczny. Urbanizacja pogłębia to zjawisko, między innymi za sprawą zmiany pokrycia terenu i degradacji ekosystemów. Wielu naukowców wykazało, że korzyści dla zdrowia psychicznego płynące z terenów zielonych rosną wraz z bioróżnorodnością – czyli człowiekowi nie wystarczy dostęp do jakiejkolwiek przyrody, potrzebuje środowisk bogatych ekologicznie.

Zależności między urbanizacją, degradacją ekosystemów i zdrowiem psychicznym analizuje i diagnozuje psychologia. Aktualne prognozy demograficzne przewidują, że do 2100 roku 80 procent światowej populacji zamieszka w miastach. Wyobrażacie sobie cały ten obszar zurbanizowany, bezmiar jego powierzchni? Już parę lat temu obliczono, że masa antropogeniczna konstrukcji wytworzonych przez ludzkość przekroczyła wagę biomasy planety5. Czujecie ten ciężar?

Żyjemy w czasach nakładających się na siebie destabilizacji środowiska i zdrowia człowieka. Koncepcja polikryzysu, wprowadzona przez historyka Adama Tooze6 i teoretyka złożoności Edgara Morina7, opisuje powiązane ze sobą kryzysy systemowe, szczególnie nasilone w obszarach miejskich. Liczni badacze podkreślają, że te turbulencje trzeba rozpatrywać łącznie, ponieważ przez ich interakcje skutki, zwłaszcza dla zdrowia psychicznego, są silniejsze. Sytuacja wymaga wzmocnienia odporności psychologicznej i wsparcia ze strony środowiska, w którym funkcjonujemy. Miejski krajobraz musi wykroczyć poza rolę tła dla życia, czynnie oddziaływać profilaktycznie i służyć zdrowiu.

Badania psychofizjologiczne potwierdzają, że forma urbanistyczna może modulować reakcje stresowe. Wysoka reaktywność na stresory wiąże się z ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych i przyspiesza starzenie się komórek. Zbyt niska reaktywność sprzyja otyłości, depresji, lękom, przewlekłym bólom i innym problemom zdrowotnym. Przestrzeń zdominowana przez samochody nasila stres, lęk i przeciążenie sensoryczne. Od dawna podpowiadała nam to intuicja, dziś mamy twarde dowody w postaci wyników badań nad wpływem hałasu i zatłoczenia na układ nerwowy. Przez trudne warunki życia w miastach, zwłaszcza tych o dużej gęstości zabudowy, wysokim poziomie hałasu8 i ograniczonej obecności zieleni9, nasilają się chroniczny stres i jego skutki.

Miejskość wiąże się z określonymi problemami zdrowia psychicznego. Badania przeprowadzone w Oslo wykazały, że zwarta zabudowa miejska, z ograniczoną dostępnością zieleni i hałasem, naraża mieszkańców na niższy dobrostan i wyższy poziom lęku, a koincydencje te potwierdzono nawet po uwzględnieniu czynników społeczno-ekonomicznych i indywidualnych10. Zespół psychiatrów kierowany przez Jaapa Peena, holenderskiego psychiatrę i badacza zdrowia psychicznego, wykazał w metaanalizach, że mieszkańcy przebadanych miast są w porównaniu do osób żyjących na terenach wiejskich obarczeni wyższym ryzykiem depresji (o ponad 40 procent), poziomem lęku uogólnionego (o 39 procent), zaburzeń nastroju, a ryzyko zachorowania na schizofrenię wzrasta dwukrotnie11. Autorzy tych badań podkreślają, że wykryli zależność statystyczną, a nie absolutną regułę – są miasta, które poprzez odpowiednie planowanie (więcej zieleni, mniejszą gęstość, dobrą integrację społeczną, przyjazność dla pieszych) sprzyjają łagodzeniu tego ryzyka.

Adychotomia pola

Badacze psychologii środowiskowej tradycyjnie przeciwstawiali sobie „miejskie” i „naturalne”, często z pominięciem zróżnicowania w obrębie każdej z nich. Jestem przeciwnikiem takiej dychotomii i w swoich badaniach szukam tropów integrujących przyrodę z krajobrazem skonstruowanym. Architektura, nie tylko ta zabytkowa lub wysoko regeneratywna (bo oparta na formach biofilicznych albo historyczna), reguluje emocje, obniża stres. Zdarza się jej działać odnawiająco (przywracać uwagę i równowagę psychiczną) na poziomie zbliżonym do oddziaływania przyrody. Inkluzywne, budujące przywiązanie do miejsca, dostępne przestrzenie publiczne o zrównoważonej formie (bez przytłaczającej dominacji budynków wysokich, ale nie monotonne, z akcentami przestrzennymi w formie punktów orientacyjnych, z elementami biofilicznymi i aktywnymi parterami) i zróżnicowanej funkcji, także niekomercyjnej, pozytywnie wpływają na dobrostan użytkowników. Ten obszar jeszcze czeka na wnikliwe, kompleksowe badania, ale już mamy potwierdzenia naukowe, że reakcje afektywne (uczucie komfortu, pobudzenia, smutek, nuda, spokój i poczucie bezpieczeństwa) są powiązane z osądami estetycznymi krajobrazów. Dodatkowo różnorodność bodźców wizualnych pozytywnie stymuluje samopoczucie i dobrostan psychiczny12.

W miejskich terenach zieleni, zazwyczaj postrzeganych jako korzystne, czają się zagrożenia: alergeny, patogeny odzwierzęce, ryzyko napaści w miejscach mrocznych, odludnych, słabo nadzorowanych. Ponadto zdarza się, że powstanie zielonej infrastruktury pośrednio przyczynia się do gentryfikacji. Ceny lokalnych nieruchomości i usług wzrastają, więc mniej zamożni i nieuprzywilejowani muszą się wyprowadzić. Nie wszystkie przestrzenie zielone działają równie regeneracyjnie13. Najwyższy potencjał regeneracyjny mają lasy i krajobrazy nadmorskie; parki miejskie lepiej niż krajobraz miejski orzeźwiają, pozwalają się zdystansować i przynoszą ulgę psychiczną, ale pod względem poczucia fascynacji otoczeniem, utożsamienia się z nim i zespolenia wypadają gorzej niż zabudowa.

W 1998 roku osobom po ekspozycji na bodźce stresowe zaprezentowano filmy z przebywania w różnych krajobrazach: miejskim, miejskim z elementami przyrody, leśnym i na polu golfowym. Największą i najszybszą ulgę przyniosły las i pole golfowe, w niektórych wskaźnikach fizjologicznych pole golfowe wypadło nawet lepiej niż las14.

Co sprawia, że  krajobraz pola golfowego jest potencjalnie bardziej regeneracyjny niż leśny i zdecydowanie skuteczniejszy w regeneracji niż parki miejskie? Tłumaczy to psychologia środowiskowa, ewolucyjna i behawioralna. Pole golfowe doskonale wpisuje się w teorię widoku-schronienia Jaya Appletona (1975): łączy otwarte przestrzenie (zapewniają szeroki widok) z potencjalnymi schronieniami. Układ pola golfowego przypomina też krajobrazy sawanny, przez co jest odbierany jako środowisko bezpieczne i atrakcyjne w sensie ewolucyjnym (hipoteza sawanny)15. Wielokrotne doświadczanie odprężenia w danym miejscu z dużym prawdopodobieństwem będzie automatycznie wywoływało reakcję odnowy psychologicznej, nawet bez sprzyjających bodźców tu i teraz.

Urbanizacja nie jest w kontekście zdrowia psychicznego ani jednoznacznie pozytywna, ani jednoznacznie negatywna. Przecież oprócz ryzyka chorób i kumulacji stresorów środowiskowych miasta oferują możliwości samorozwoju, edukacji, dostępność usług zdrowia. Zwarta struktura miejska z dobrze rozwiniętą siecią transportu publicznego obniża ryzyko depresji, zwłaszcza wśród kobiet i osób starszych, bo zwiększa mobilność i intensyfikuje kontakty społeczne. W mieście jesteśmy mniej narażeni na niektóre uzależnienia16. W Stanach Zjednoczonych na obszarach wiejskich osoby z SUD17 rzadziej inicjują i utrzymują leczenie, częściej zaś znajdują się poza sieciami wsparcia, a więc są narażone na wyższe ryzyko komplikacji zdrowotnych i samobójstw. Europejskie badania są mniej jednoznaczne, wskazują na wysokie ryzyko SUD także w miastach18, i większe prawdopodobieństwo wystąpienia stanów psychotycznych na terenach zurbanizowanych niż na wsiach. Na obu kontynentach samobójstwa młodych są prawie dwa razy częstsze na terenach wiejskich niż w miastach19. W miastach łatwiejszy jest dostęp do usług społecznych i przestrzeni publicznych, a przy sprzyjającej polityce oraz uwzględnieniu czynników inkluzywności i jakości otoczenia (między innymi jeśli oferują jakościowe i dostępne mieszkalnictwo społeczne, bioróżnorodną zieleń publiczną, wydajny i tani transport publiczny), poprawiają dobrostan mieszkańców, zwłaszcza osób wykluczonych i marginalizowanych.

Terapia pola

Potrzeba projektowania i budowania zdrowych miast leży u podłoża współczesnej urbanistyki. Początki tego świadomego działania, jak się wydaje, mają związek z rozwojem pierwszej epoki uprzemysłowienia, można ich się jednak dopatrzyć w znacznie bardziej zamierzchłych czasach, kiedy to powstawały pierwsze miejskie instalacje sanitarne. Wobec postępującego rozwoju technologicznego zapewnienie mieszkańcom godziwych warunków sanitarnych uznano za oczywiste. Rozwój cywilizacyjny wymusił znaczące modyfikacje w trybie życia, a miasta postawił przed nowymi wyzwaniami z zakresu działań prozdrowotnych. Zmieniliśmy się w społeczeństwa pośpiechu, braku aktywności fizycznej, wystawione na działanie niezliczonych bodźców: jedne stymulują nas pozytywnie, dają impuls do rozwoju, inne obciążają, na przykład przez zanieczyszczanie hałasem, światłem, chemicznym w postaci pyłu zawieszonego PM 2.5. Jaką strategię terapeutyczną wrażliwą na zależności ekosystemowe zalecić miastom w obliczu tak złożonych turbulencji?

Jako uniwersalne narzędzie terapeutyczne sprawdza się miejska przyroda. Zielone interwencje nie wszędzie są możliwe, ale przyjazne dla pieszych przestrzenie publiczne po części rekompensują ten brak. W ślad za niektórymi psychologami środowiskowymi potwierdzam wagę walkability – czyli przyjazności pieszym – jako kluczowego, prozdrowotnego parametru urbanistycznego. Walkability miewa bardziej uniwersalny potencjał niż zieleń miejska. Miejskie interwencje promujące aktywną mobilność – na przykład rozwój infrastruktury pieszej, ograniczanie ruchu samochodowego – poprawiają jakość powietrza i redukują hałas, a ludzi skłaniają do zwiększenia aktywności fizycznej. Regularne ćwiczenia w formie spacerów miejskich wspierają zdrowie psychiczne osób po traumie, co czyni z tego rodzaju aktywności realne narzędzie kliniczne dla całościowej kondycji psychofizycznej.

W kontekście globalnych kryzysów poczucie więzi z naturą działa jak opatrunek na zdrowie psychiczne – zwłaszcza w połączeniu z walkability jest jednym z bardziej oczywistych sposobów mitygacji. Dostęp do terenów zielonych w środowisku miejskim przeciwdziała zmęczeniu psychicznemu, regeneruje. Badanie na grupie dziesięciu tysięcy osób w Wielkiej Brytanii wykazało, że społeczności żyjące w bardziej zazielenionych obszarach miejskich były – w porównaniu do grup bez dostępu do terenów zielonych – mniej zestresowane i wykazywały się wyższym poczuciem dobrostanu podczas koniecznej adaptacji do zmiennych warunków społeczno-ekonomicznych, na przykład w sytuacjach rosnącej inflacji, bezrobocia, kryzysów finansowych20. Blisko zieleni spada poziom kortyzolu, zwiększa się spójność społeczna, słabnie depresja poporodowa. Znaczenie ma także „dawka” kontaktu z przyrodą. Częstość występowania depresji mogłaby się zmniejszyć nawet o 5 procent, gdyby każdy mieszkaniec miasta spędzał co najmniej dziesięć minut dziennie w ogrodzie, o 27 procent – gdyby spędzał tam co najmniej pięć godzin tygodniowo, i o dodatkowe 5 procent, gdyby pokrycie roślinnością w sąsiedztwie miejsc zamieszkania osiągnęło minimalny poziom 15 procent21.

Patogenna przestrzeń publiczna, Nowy Jork
Fot. Michał Kowalski

Spójność

Przestrzeń działa terapeutycznie także dzięki kształtowaniu więzi społecznych. Początkową koncepcję krajobrazów terapeutycznych – czyli przestrzeni leczniczych (uzdrowisk, gorących źródeł, lasów) – z czasem badacze poszerzyli o przestrzenie codzienne obdarzone potencjałem terapeutycznym. Analizami objęli zarówno walory estetyczne, jak i generatory sieci społecznych, które oferują poczucie bezpieczeństwa i inkluzji. Wśród czynników decydujących o poziomie zadowolenia z własnego sąsiedztwa badani wskazywali zazwyczaj na przywiązanie do miejsca, dostępność, poczucie bezpieczeństwa, ale też spójność społeczną.

Wymiar społeczny przestrzeni miejskiej obejmuje między innymi zmarginalizowanie niektórych grup przez jej ustandaryzowanie, unifikację i różnego rodzaju bariery psychologiczne. Przestrzeń miejska oddziałuje na zdrowie psychiczne także poprzez swoje znaczenia symboliczne i związane z tożsamością. Arbitralne decyzje urbanistyczne – podejmowane przez małe grupy decydentów lub instytucje – prowadzą niekiedy do „kontroli autokratycznej”, ponieważ generują poczucie izolacji i wykluczenia22. Przeciwieństwem arbitralności w planistyce są projekty włączające obywateli w planowanie i tworzenie obszarów i zasobów, ale też badania transdyscyplinarne, skoncentrowane na roli użytkowników. Rozszerzenie inkluzywności (obecnie w tym pojęciu zawiera się przede wszystkim dostępność dla osób z ograniczoną mobilnością lub przestrzeń przyjazna dla osób neuroróżnorodnych) na grupy o zróżnicowanej tożsamości, pochodzeniu, kapitale kulturowym, społecznym, ekonomicznym, daje nadzieję na w pełni prozdrowotne interferencje miejskie.

Przywiązanie do miejsca silnie wiąże się z poczuciem tożsamości oraz symbolicznym znaczeniem przedmiotów i doświadczeń. Miejsca, w których przebiega socjalizacja, służą za wzór dla przyszłego obrazu Ja ich mieszkańców. Brak reprezentacji symboli tożsamości grupowych niejednokrotnie prowadzi do marginalizacji i osłabienia dobrostanu psychicznego. Dlatego oprócz przyjaznych pieszym zazielenionych przestrzeni publicznych konieczne jest uwzględnienie inkluzywnego poczucia sensu miejsca, choćby przez skuteczną akulturację, czyli proces wzajemnego przenikania się i adaptacji kultur. Powinna ona być zarówno oddolna (jednostki i grupy przejmują elementy innej kultury w codziennych kontaktach), jak i odgórna (na przykład poprzez polityki państwowe i lokalne, system edukacji, media, instytucje).

Salutogeneza miejska

Oparcie decyzji projektowych z zakresu urbanistyki na naukowo potwierdzonych rozwiązaniach z zakresu psychologii środowiskowej i międzykulturowej, psychologii zdrowia, neurobiologii, ale też botaniki, ekohydrologii, nauk o klimacie, pozwoli kształtować środowiska miejskie sprzyjające zdrowiu psychicznemu i ogólnemu dobrostanowi, i to nie tylko istot ludzkich. Nie wystarczają gołe strategie, na przykład taktyczny urbanizm w formie malowania pasów rowerowych, ustawienia donic, tworzenia parkletów. Choć oddolne, niskobudżetowe i konieczne, działania te nie ugruntowują systemowej zmiany. Konieczne jest przejście od naprawiania post factum, na strategie skumulowane, systemowe i profilaktyczne. Odporność miast musi obejmować zdolność do odzyskiwania równowagi po kryzysach, przy jednoczesnym utrzymaniu kluczowych funkcji miasta – jest to możliwe wyłącznie pod warunkiem homeostazy ekosystemu. Troskę o środowisko miejskie trzeba zaplanować, również uwzględnieniem praktyk urbanistycznych. Konieczne jest modelowanie rezyliencji przez poparte badaniami projektowanie, działania regeneracyjne. Podobnie jak u człowieka, mniej ryzykownie i taniej jest zapobiegać niż leczyć.

Taki właśnie naukowy, salutogenny model myślenia o zdrowiu miejskim promuję w swoich badaniach. W ślad za teorią salutogenezy Aarona Antonovsky’ego proponuję odejście od skupienia się na patogenezie – czyli zaburzeniach i chorobie – i przekierowanie uwagi na odporność i zasoby radzenia sobie ze stresorami środowiska. Podejście prozdrowotne wspierają liczne teorie psychologicznej regeneracji i psychologii pozytywnej. Obecnie wytyczne projektowe i planistyczne, na przykład reguły ergonomii, skupiają się na anatomii. Pozwalają projektować miejsca dostępne dla osób z ograniczoną mobilnością, niedowidzących, niedosłyszących. Choć badania nad neuroróżnorodnością postępują, nie uwzględniają w pełni złożoności ludzkiej psychiki. Holistyczna urbanistyka oparta na dowodach powinna integrować koncepcję salutogenezy, teorię krajobrazów terapeutycznych, a nawet psychoterapię oraz inne elementy teorii psychologii środowiskowej i zdrowia.

Jak mogłoby to wyglądać w praktyce, pokazują Maggie’s Centres – centra onkologiczne, unikalne przykłady architektury terapeutycznej, w której przestrzeń i otoczenie ogrodowe wspierają proces zdrowienia poprzez redukcję stresu, budowanie poczucia bezpieczeństwa oraz zapewnianie kontaktu z naturą23. Superkilen Park w Kopenhadze, zaprojektowany przez Bjarke Ingels Group, artystę Olafura Eliassona oraz kolektyw Superflex, jest eksperymentem urbanistycznym w duchu akulturacji. W przestrzeń publiczną włączono ponad sto obiektów i symboli z mniej więcej sześćdziesięciu krajów świata. Powstały z ich udziałem krajobraz celebruje wielokulturowość i wzmacnia poczucie włączającej tożsamości mieszkańców.

Tylko podejście transdyscyplinarne, które łączy różne perspektywy, ponad ograniczeniami pojedynczych dyscyplin i teorii, empirycznie analizuje i eksperymentalnie bada, by syntetyzować międzysektorowo, stworzy strategie dla skomplikowanych salutogennych środowisk miejskich.

Figura wyłoniona z tła

Psychologia i psychoterapia Gestalt (z niemieckiego: kształt, forma, postać) opierają się na zasadzie figury i tła: człowiek doświadcza rzeczywistości jako dynamicznej całości, w której wybijają się określone bodźce. Teorie percepcji oparte na psychologii Gestalt są wykorzystywane w UX Design (dizajnie opartym na doświadczeniu użytkownika), na przykład projektowaniu stron internetowych. W psychoterapii gestaltyści aktywnie korzystają też z teorii pola: analizują i świadomie kształtują pola relacyjne, leczą je z zakłóceń braku elastyczności, wycofania, dominacji.

W urbanistyce zasada figury i tła znajduje zastosowanie w percepcji krajobrazu: uporządkowane, spójne i czytelne przestrzenie ułatwiają integrację percepcyjną, sprzyjają poczuciu bezpieczeństwa i odnowie psychicznej. Chaotyczne, monotonne lub zbyt intensywnie stymulujące środowisko miejskie grozi wzrostem napięcia i dezorientacją. Wyłanianie elementów urbanistycznych z tła percepcyjnego może uczynić je wyrazistymi figurami o potencjale prozdrowotnym. Bazę do zbudowania tych figur stworzą badania naukowe, między innymi z neurourbanistyki. Już teraz wiemy na przykład, że życie w chaotycznych środowiskach miejskich wiąże się ze zwiększoną aktywnością ciała migdałowatego i podwyższonym ryzykiem lęku oraz depresji, a kontakt z uporządkowanymi i naturalnymi elementami przestrzeni sprzyja redukcji stresu, wspiera regenerację uwagi i wzmacnia poczucie bezpieczeństwa24.

Estetyka i różnorodność bodźców wizualnych odgrywają istotną rolę w zapobieganiu monotonii i znużeniu, urbaniści i psycholodzy muszą się więc nauczyć umiejętnie balansować między chaosem a różnorodnością. Teorie percepcji poznawczej wskazują, że brak stymulacji sprzyja rozpamiętywaniu negatywnych scenariuszy i ryzykownym zachowaniom. Długie, monotonne fasady negatywnie wpływają na psychikę, bo obniżają poczucie satysfakcji, a zróżnicowane akcenty przestrzenne poprawiają nastrój i stymulują interakcje społeczne. Urbaniści, między innymi Jan Gehl, rekomendują zaangażowanie funkcji poznawczych i zapobieganie znużeniu przez zapewnienie bodźców wizualnych w postaci interesującego akcentu: „Wartościowa ulica z rozważań Gehla powinna być zaprojektowana tak, aby przeciętny spacerowicz, poruszający się z prędkością około pięciu kilometrów na godzinę, widział coś interesującego mniej więcej co pięć sekund. […] Może się wydawać przesadą stwierdzenie, że krótkie spotkanie z nudnym budynkiem poważnie zagrozi zdrowiu psychicznemu, ale co z kumulatywnymi skutkami długotrwałego przebywania w takim otoczeniu?”25.

Co się zatem wydarzy, kiedy percepcja będzie stymulowana przez wyraziste wyodrębnianie z miejskiego tła bodźców związanych ze zdrowiem jako możliwości działania (affordances), zgodnie z teorią afordancji Jamesa Gibsona? Konstrukt afordancji już od lat wykorzystują projektanci UX i ergonomiści. Postuluję zatem wykorzystanie analogicznych metod w salutogennej urbanistyce. Wyodrębnienie może się odbywać przez położenie akcentu na przyjazne pieszym, biofiliczne, bioróżnorodne akcenty przestrzenne, a nawet obsadzenie ich w roli dominant urbanistycznych. Ich wyrazistość i pierwszoplanowość należy uczynić priorytetem.

Ponad pole widzenia

W obliczu globalnych kryzysów potrzebujemy miast będących potencjalnym polem terapeutycznym i profilaktycznym. Ograniczanie się do dychotomii natura – architektura prowadzi w ślepy zaułek. Życie w miastach grozi pogorszeniem zdrowia psychicznego, ale mocno wierzę, że daje też szanse na wzmocnienie dobrostanu. 

Wyobrażam sobie krajobraz miejski, który po gestaltowsku, w całej swojej adychotomicznej okazałości, wyłania się z tła. Staje się samoistną figurą z potencjałem oddziaływań prozdrowotnych.

Miasto jest największym eksperymentem psychologicznym, ale niestety takim bez metodologii badawczej. Testujemy w nim granice odporności psychicznej, relacyjnej i biologicznej w skali, której żaden protokół laboratoryjny nie wytrzymałby choćby dnia. Dlatego pilnie potrzebujemy działań planistycznych opartych na dowodach naukowych. Muszą stymulować zdrowe interakcje między środowiskami fizycznym, społecznym i symbolicznym.

Na pytania: jaka energia powstaje między ludźmi? co się tworzy między nami a krajobrazem miejskim? odpowiadam teorią i cytowanymi analizami, ale też własnym doświadczeniem praktyka i badacza. W badaniach nad walkability oraz nad znaczeniem krajobrazu i symboliki przestrzeni próbuję uchwycić to, co z początku wydawało się tylko intuicją: że podobnie jak komórki budujące organizm, tak i my pozostajemy w ciągłym dialogu ze sobą i z otoczeniem. Myśląc o znaczeniu miejsca, więziach emocjonalnych, przywiązaniu do współdzielonych przestrzeni i zależnościach tożsamościowych, wychodzimy poza ograniczenia fizycznego pola widzenia i doświadczamy także innych, realnych, oddziaływań „pomiędzy” elementami pola. Chcemy je uwzględnić czy nadal ignorować?

Akulturacja w przestrzeni publicznej. Park Superkilen w Kopenhadze
Fot. Lorie Shaull / Wikimedia Commons CCA-SA 4.0