Na tej i kolejnych stronach – rodzinne ogródki działkowe w Poznaniu

Pomimo utożsamiania ich z czasami PRL-u, polskie ogrody działkowe mają ponad studwudziestoletnią tradycję, a europejskie – ponad dwustuletnią. W tym czasie wytworzyły się pewne kanony, które bardzo szczegółowo określają sposób zagospodarowania i użytkowania ogródków działkowych. Mały domek zwany altanką, kwatera sadownicza, ortogonalne grządki warzywne, idealnie wypielone rabaty kwiatowe oraz równo przystrzyżony trawnik – to atrybuty niemalże każdej działki. Jednak pośród nich można odnaleźć także takie, które wyraźnie oswobodziły się ze sztywnych ram i ogólnie przyjętych norm. Mowa o działkach opuszczonych, już niechcianych i nieużytkowanych, na których zaniechano koszenia, plewienia czy spotkań rodzinnych. Na pozór puste i nieprzydatne nikomu i niczemu, odrzucające swoją estetyką działkowców przywiązanych do tradycyjnego kanonu, stanowią prawdziwe oazy bioróżnorodności pośród pustynnych monokultur miejskich.

Jeśli przestaniemy postrzegać krajobraz jako wytwór przemysłu, odkryjemy nagle – czy to przez nieuwagę kartografa, czy zaniedbanie polityka – nieokreślone, pozbawione funkcji przestrzenie, które trudno nazwać. Nie należą ani do strefy cienia, ani do strefy światła. Mieszczą się na obrzeżach. Na skraju lasu, wzdłuż dróg i rzek, w zapomnianych przez kulturę zakątkach, tam, gdzie nie docierają maszyny. Obejmują tereny o skromnych wymiarach, rozproszone niczym utracone narożniki pól, jednolite i rozległe jak torfowiska, wrzosowiska i niektóre wzgardzone przez człowieka nieużytki.

Między tymi fragmentami krajobrazu nie wykształca się żadne podobieństwo. Mają tylko jeden wspólny element: wszystkie tworzą terytorium będące ostoją dla różnorodności, która wypierana jest ze wszystkich innych miejsc.

Wyjaśnia to, dlaczego łączymy je pod jedną nazwą. Proponuję „trzeci krajobraz”, trzeci termin dla analizy, która uporządkowała główne widoczne dane w cieniu z jednej strony, w świetle – z drugiej [1].

W miastach na skutek postępującej urbanizacji obserwuje się obecnie znaczący spadek powierzchni zielonych. Zabudowywane są nieużytki i tereny wykorzystywane rolniczo. Zagęszcza się zabudowę mieszkaniową, zwłaszcza osiedlową. Zieleń przyuliczna zastępowana jest miejscami parkingowymi. Miejskie rynki za sprawą błędnie rozumianej rewitalizacji zamieniają się w betonowe patelnie pozbawione zieleni. Następuje zakłócenie ciągłości siedlisk, a miejskie układy roślinne ulegają coraz większemu uproszczeniu. W miastach dominują ubogie przyrodniczo monokultury trawnikowe, a półdzikie tereny nadrzeczne, poprzemysłowe czy przykolejowe poddawane są stopniowemu porządkowaniu i ponownemu, sztucznemu zagospodarowywaniu [2]. W rezultacie tych działań rodzime gatunki roślin stanowią zaledwie trzydzieści procent większości miejskich biocenoz [3], miasta stają się skupiskami gatunków obcych i inwazyjnych [4]. Zmniejsza się także liczba gatunków będących bazą pokarmową i siedliskową miejskiej fauny. Wszystko to prowadzi do spadku różnorodności biologicznej i uproszczenia miejskich układów ekologicznych [5]. Antidotum są obecne w miastach cenne i zróżnicowane pod względem gatunkowym nieużytki, określane przez francuskiego botanika i ekoteoretyka Gillesa Clémenta mianem „trzeciego krajobrazu”, w które wpisują się opuszczone ogródki działkowe wyswobodzone spod jarzma tradycyjnie pojmowanego „działkowania”.

Włoski filozof Emanuele Coccia w następujących słowach definiuje rolę roślin w kulturze zachodniej:

Wspominamy o nich od niechcenia, ich nazwy nam umykają. Filozofia od zawsze je zaniedbywała, raczej z powodu pogardy niż przeoczenia. Stanowią kosmiczną ozdobę, nieistotny, kolorowy przypadek zaprzątający marginesy naszego namysłu. Współczesne metropolie uznają je za nadmiarowe bibeloty, element miejskiej dekoracji. Poza murami miast przypada im, czyli chwastom, rola gospodarzy lub przedmiotów masowego przemysłu. Rośliny są zawsze otwartą raną metafizycznego snobizmu, który definiuje naszą kulturę [6].

Co ciekawe, tę dość ogólną uwagę można z powodzeniem odnieść do marginalnego znaczenia nadawanego ogrodom działkowym w miastach. Uwypukla ona bowiem ich dwoistą rolę w krajobrazie miejskim. Z jednej strony podkreśla się walor dekoracyjny ogrodów działkowych, dostrzegany jedynie przez nielicznych szczęśliwców użytkujących działki lub mających kogoś znajomego, kto użytkuje taką przestrzeń i zgodzi się otworzyć zamkniętą na klucz furtkę. Z drugiej natomiast określa się je mianem intruza zakłócającego porządek struktur miejskich poprzez zajmowanie cennych terenów inwestycyjnych. Z punktu widzenia historycznie i społecznie usankcjonowanych formalnych sposobów organizacji zieleni miejskiej w postaci parków, skwerów czy ogrodów – formy swobodne o naturalistycznym charakterze, a w szczególności spontaniczna roślinność porzuconych działek, choć decydują o bogactwie przyrodniczym miast, zagrażają jednocześnie odgórnie przyjętemu porządkowi, który nakazuje człowiekowi okiełznanie dzikiej przyrody w miastach. W przeciwieństwie do zieleni stanowiącej część uładzonego pejzażu miejskiego, roślinność niepodporządkowana człowiekowi, samorzutna i ekspansywna, jest błędnie utożsamiana z terenami niezagospodarowanymi czy wręcz zaniedbanymi, pozbawionymi jakiejkolwiek wartości, niewartymi uwagi czy zmapowania [7].

Biocenozy miejskie – w tym ogrody działkowe – są obszarami narażonymi na silną antropopresję. Podstawę ich kształtowania stanowią bowiem intensywne zabiegi pielęgnacyjne mające za zadanie zapewnić im wysoką estetykę i dekoracyjność niezależnie od pory roku. Kiedy jednak zaprzestanie się koszenia, pielenia, podlewania czy nawożenia, na obszary do tej pory całkowicie podporządkowane człowiekowi i jego potrzebom powoli zacznie wkraczać Natura. Będziemy świadkami sukcesji wtórnej – procesu renaturyzacji przestrzeni zmierzającego do odtworzenia się naturalnego zbiorowiska roślinnego, charakterystycznego dla lokalnie panujących warunków środowiskowych. Prowadzi ona do odtworzenia się ekosystemów o dość prostej strukturze – zarówno przestrzennej, jak i pokarmowej. Pierwsze skrzypce zacznie odgrywać spontanicznie rozprzestrzeniająca się roślinność synantropijna, którą Peter Del Tredici określił mianem roślinności kosmopolitycznej, ze względu na jej wszędobylskość wynikającą z niskich wymagań siedliskowych. Badacz zwraca również uwagę na interesujący fakt, który często umyka naszej uwadze, a mianowicie na subiektywność odbioru tych roślin wynikającą z miejsca ich występowania:

Wielu mieszkańców miast interpretuje obecność roślinności samorzutnej w ich sąsiedztwie jako przejaw degradacji i zaniedbania, nawet jeśli te same rośliny występujące na przedmieściach lub na wsi mogliby postrzegać jako ,,dzikie kwiaty”. Tym samym, kontekst występowania roślin w istotnym stopniu wpływa na sposób, w jaki je postrzegamy [8].

Chwasty to gatunki pospolicie występujące, dobrze nam znane i oswojone − co istotne, nieuprawiane w ogrodnictwie czy rolnictwie – swobodnie zasiedlają kolejne obszary, dzikie, nieujarzmione, pozbawione jakiejkolwiek kontroli. Według nomenklatury botanicznej mianem chwastów segetalnych określa się te gatunki, które towarzyszą działalności człowieka, głównie uprawom rolniczym czy ogrodniczym, także tym prowadzonym w ogrodach działkowych. Z punktu widzenia botaników chwast to roślina jak każda inna. Staje się ona szczególnie interesująca dopiero wówczas, gdy zaczyna wywierać zdecydowany i zauważalny wpływ na otoczenie lub sama podlega takiemu wpływowi − jest inwazyjna, zagrożona, rzadka lub specyficzna dla danego obszaru, czyli jest gatunkiem wskaźnikowym − jej obecność informuje nas o panujących w tym miejscu warunkach siedliskowych, na przykład kwaśnym pH gleby lub wysokim poziomie jej zasolenia.

Dla ekologów, naturalistów, wegetarian czy wegan chwasty są potencjalnym pożywieniem, organizmem żywym w krajobrazie, urozmaicającym kompozycję pejzażu, a także ogrodu działkowego, czy też talerza. Dzięki chwastom klasyfikujemy nasze otoczenie jako oswojone lub obce – chwasty bywają różne w zależności od położenia geograficznego, jednak są i takie, które za sprawą swojej wszędobylskości budują kosmopolityczne mosty przestrzenno-kulturowe. W tym kontekście chwasty stanowią potencjalny przedmiot badań z zakresu antropologii i archeologii krajobrazu, a także antropobotaniki czy bioantropologii kulturowej [9]. Różnice w postrzeganiu chwastów w mieście są jednak łatwo widoczne. W sytuacjach wartościowania pozycji roślin w otoczeniu określenie „chwast” jest terminem subiektywnym o ambiwalentnym znaczeniu, nacechowanym pozytywnie lub negatywnie – dla jednych jest intruzem, dla innych wartością samą w sobie. To przestrzeń ukształtowana przez ogrodnika czy też działkowca warunkuje, czy dana roślina jest chwastem czy też nie. I tak w przypadku grządki, na której działkowiec postanowił uprawiać pomidory, przypadkowo posadzona sadzonka ogórka będzie chwastem − intruzem. Jednak ta sama sadzonka ogórka na grządce z innymi ogórkami chwastem już nie będzie.

Podobny subiektywizm przypisać można kontrowersyjnym roślinom inwazyjnym, które są obecne także w ogrodach działkowych. Botanicy postulują ich kontrolę i eliminację, pszczelarze z kolei – także ci posiadający swoje pasieki w ogrodach działkowych – cenią rośliny inwazyjne, ponieważ stanowią one ważny pożytek pszczeli. Należy do nich nawłoć kanadyjska – gatunek inwazyjny ceniony przez smakoszy miodu nawłociowego, a powszechnie występujący w krajobrazie ogrodów działkowych, w tym także na opuszczonych działkach.

Nasuwa się pytanie, czy zatem jakakolwiek roślina rosnąca na opuszczonej działce, na której działkowiec zaniechał upraw oraz jakiejkolwiek innej działalności, może być niepożądana i w związku z tym określana mianem chwastu? Wydaje się, że działkowiec w momencie odstąpienia od użytkowania swojej działki, zwraca ją Naturze i od tej pory to ona jest gospodarzem tej przestrzeni i decyduje, co może na niej rosnąć, a co nie. Zatem każda roślina, nawet taka, która jest powszechnie uznawana za intruza, intruzem nie jest. Zdumiewa jest fakt, że w przeciwieństwie do działkowca czy ogrodnika, Natura nigdy się nie myli i najlepiej wie, jak zaaranżować odzyskaną przestrzeń.

Sukcesja oznacza wzrost bogactwa gatunkowego bardzo skrupulatnie koszonych i pielonych dotąd działek. W procesie renaturyzacji zdecydowany prym wiodą gatunki pionierskie − lepiej przystosowane do lokalnie panujących warunków – lub takie, które zostały posadzone przez działkowca, ale są w stanie przetrwać bez jego udziału, na przykład maliny, jeżyny, porzeczki, agrest, łubin, kosaćce, rudbekie, tulipany czy śniedek baldaszkowaty. Jednak nie zawsze cieszą się one akceptacją ze strony tradycjonalistów ogrodnictwa działkowego, którzy zwykli z nimi walczyć za pomocą intensywnych zabiegów pielęgnacyjnych – głównie poprzez koszenie lub stosowanie herbicydów, czyli chemicznych środków ochrony roślin mających na celu unicestwienie niechcianych intruzów.

Istotny czynnik w sukcesji wtórnej ogrywają ptaki (ornitochoria) oraz wiatr (anemochoria), które transportują nasiona. Z czasem, na intensywnie użytkowaną przestrzeń, jaką jest działka, powraca homeostaza, czyli równowaga. Tempo stabilizacji biocenozy działkowej uzależnione jest od warunków, jakie stwarza cała struktura przestrzenna miasta – głów- nie od tego, czy są w niej obecne bariery i jak są one liczne. Sztucznie tworzone lub pielęgnowane, ale nieizolowane układy, na których zaprzestano działalności człowieka, jak opuszczone działki w ogrodach działkowych, szybko odzyskują stabilizację. Wzrasta liczba gatunków roślin, a wraz z nimi różnorodność biologiczna, która stanowi jedną z podstawowych zasad konserwacji natury – nie tylko w miastach. Warto podkreślić, że im pełniejsza i bardziej zróżnicowana biocenoza, tym jest ona trwalsza i bardziej odporna na zaburzenia wywołane pojawianiem się nowych ekspansywnych gatunków, w tym inwazyjnych, które krzyżując się z rodzimymi gatunkami, zagrażają naszej florze, a które są chętnie uprawiane przez działkowców z uwagi na małe wymagania pielęgnacyjne oraz dekoracyjność, na przykład okazałe kwiatostany naparstnicy purpurowej lub astra nowobelgijskiego czy słonecznika bulwiastego, potocznie zwanego topinamburem.

Pojawiają się także nowe gatunki zwierząt, które mogą mieć zbawienny wpływ na zwalczanie szkodników na sąsiednich działkach pozostających w ciągłym użytkowaniu. Mowa o tak zwanej biologicznej metodzie ochrony roślin wykorzystującej istnienie naturalnych wrogów szkodników roślin uprawnych, takich jak ptaki czy nietoperze. Większa różnorodność gatunkowa i siedliskowa przekłada się także na wzrost liczby motyli i ptaków śpiewających, które są szczególnie dobrze postrzegane, a ich obecność wysoce pożądana, szczególnie w miastach, gdzie człowiek cierpi z powodu deficytu natury [10]. Ich obecność podnosi jakość życia oraz sprzyja wypoczynkowi i rekreacji na świeżym powietrzu.

Awifauna ogrodów działkowych charakteryzuje się większą liczbą gatunków, a jednocześnie mniejszym zagęszczeniem osobników w porównaniu z terenami o gęstej i wysokiej zabudowie. Bogactwo gatunkowe ptaków obserwowane w ogrodach działkowych jest wprost proporcjonalne do powierzchni „zdziczałych” działek. Typowymi przedstawicielami ptaków zasiedlających tereny ogrodów działkowych, w szczególności opuszczone działki, są między innymi żółto-czarna sikorka bogatka, której ulubionym pokarmem są owady w różnym stadium rozwoju – od jaja, przez larwę, aż po osobniki dorosłe; mniejsza, bardziej kolorowa i ruchliwa sikorka modra; łatwy do zaobserwowania, bo bardzo liczny kos, który przeczesuje niskie zarośla i sterty jesiennych liści w poszukiwaniu dżdżownic, a jesienią zjada owoce jarzębiny czy czarnego bzu. W krzewach porzeczek można spotykać zbudowane ze źdźbeł gniazda pokrzewek – najczęściej pokrzewki piegże. Z kolei w kolumnowych iglakach, na przykład popularnej odmianie jałowca pospolitego Hibernica, buduje swoje gniazda kolorowa makolągwa. Pięknie śpiewające zięby, dzwońce czy szczygły gustują w większych drzewach, w których chętnie budują swoje gniazda. Na dachach altanek można często zaobserwować kopciuszka. Samce tego gatunku mają czarno-rude upierzenie i wytrwale śpiewają charakterystycznym, zgrzytliwym głosem. Po dachach porzuconych altanek przebiegają także pliszki siwe. Te dachy to także bloki startowe muchołówek szarych, które polują na owady w locie. Coraz częściej na działkach gnieździ się także sierpówka – niewielki piaskowo-brązowy gołąb przybyły do Polski z południowego wschodu. Bywalcem działek jest także sójka zwyczajna – najpiękniej ubarwiony ptak z rodziny krukowatych potrafiący naśladować głosy innych zwierząt: myszołowa, kota czy psa. W pobliżu opuszczonych działek, zwykle porośniętych wysoką roślinnością trawiastą z licznymi grupami zakrzewień gniazdują, między innymi, pustułka, a coraz częściej także rzadki sokół wędrowny, dudek, krętogłów, świergotek polny, lerka, dzierlatka, kląskawka, pokląskwa, białorzytka, jarzębatka, piecuszek, gąsiorek, srokosz [11]. W okresie jesienno-zimowym stadami przybywają na działki zimowi goście – jemiołuszki, drozdy, dzwońce, szczygły, kwiczoły, trznadle czy gile. Żerują wraz z kosami, zjadając owoce jarzębiny, ozdobnych odmian jabłoni i innych drzew oraz krzewów sadowniczych, których owoce do niedawna zbierane były przez działkowca, a teraz mogą cieszyć naszych braci mniejszych, dla których stanowią prawdziwy rarytas.

Po zmroku uaktywniają się poszukujące pożywienia mroczki późne – gatunek miejskiego nietoperza lubującego się w zjadaniu owadów i długotrwałym wiszeniu głową w dół. Opuszczone altanki stanowią idealne miejsce zimowania tego nietoperza, a także charakterystycznie kroczącej ropuchy szarej, dla której wieczór to także czas polowań na powszechnie występujące na działkach szkodniki roślin uprawnych, w tym nawet na stonkę ziemniaczaną. Gatunek ten silnie przywiązuje się do miejsca swojego bytowania – dzięki dobrej orientacji w przestrzeni ropucha szara wraca po każdym polowaniu do swojej stałej kryjówki
− zazwyczaj nory kretów lub innych gryzoni albo wykopanej samodzielnie, chętnie zasiedla też przestrzenie pomiędzy korzeniami drzew lub gęste krzewy. Bardziej uważni obserwatorzy dostrzegą na popękanych elewacjach opuszczonych altanek bieżnicę miętówkę – ćmę nocną za dnia chowającą się w cieniu wysokich traw. Gatunek ten chętnie bytuje w pobliżu mięty, pokrzywy oraz mniszków lekarskich – te właśnie rośliny stanowią bowiem miejsce żerowania jego larw [12]. Ogrody działkowe, a w szczególności porzucone altanki, to także miejsce życia dzikich kotów, które polując na myszy, szczury i inne gryzonie, pełnią bardzo ważną funkcję sanitarną ograniczającą ich populacje.

Koncepcja trzeciego krajobrazu jest wyraźnie polemiczna wobec założeń współczesnej architektury krajobrazu, odbiega również od antropologii pustych przestrzeni. Przyroda nie uznaje próżni, a nieużytki, czyli tereny niezabudowane, postindustrialne lub niezmapowane obszary miasta, w tym opuszczone działki w ogrodach działkowych, w rzeczywistości nie są wcale nieużyteczne czy też puste, choć bez wątpienia naruszają ogólnie przyjęte normy ładu przestrzennego. Te nieużytki są szczególnie istotne w miastach chcących rozwijać się w sposób zrównoważony i według kryteriów ekologicznych, w których niemożliwe jest wprowadzenie nowych terenów zieleni. Co więcej, stanowią one bardzo ważny element miejskiego ekosystemu czy też systemu przyrodniczego miasta (SPM). Dlatego należy za wszelką cenę chronić istniejące w ogrodach działkowych opuszczone działki, a w przypadku ich braku wydzielić fragment przestrzeni i pozostawić ją samą sobie, aby stanowiła przeciwwagę dla tradycyjnie zagospodarowanych działek z równo przystrzyżonym trawnikiem i odchwaszczonymi rabatami.