Spacery w ramach projektu “Klaser mokradeł”, 2019. Ols na Zakolu Wawerskim; FOT. CENTRALA

„Moczarzyska bez krawędzi” [1], „wykroty i plamy mazi pod skłębionymi pękami łóz” [2], „woda brzydka, z czarnym dnem, popstrzona kępami, zasypana tatarakiem” [3] – oto literackie opisy mokradeł, które powinniśmy wprowadzić do legend projektowych opracowań miast przyszłości.

ŁOZY – rozpościerające się nad rzekami krzaczaste zarośla wierzbowe, w których woda stoi przez większą część roku.

WYKROT – drzewo wyrwane z korzeniami przez wiatr, dziura w ziemi po wiatrowale, wądół.

W propozycjach architektonicznych „tereny utwardzone” powoli są wypierane przez „ogrody deszczowe”, „skrzynki rozsączające” czy „niecki filtracyjne”. Z wytycznymi wskazującymi, jak rozszczelnić betonowy krajobraz, spotykamy się w unijnych informatorach i katalogach zielono-niebieskiej infrastruktury prezentujących wzorce gospodarowania wodami opadowymi. Znajdziemy w nich także projekty inżynieryjnych rozwiązań opracowanych pod kątem dostosowywania miast zarówno do ekstremów pogodowych, jak i zwykłych okresów charakteryzujących się obfitością wody.

Za szybko zmieniającą się zbiorową świadomością na temat skali zmian w funkcjonowaniu biosfery spowodowanych przez człowieka idzie przebudowa architektonicznej wyobraźni. Konfrontujemy się z prognozami o niestabilności klimatu i próbujemy pogodzić z faktem, że nic nie trwa wiecznie. Trudne ćwiczenie dla każdego po architektonicznym treningu, od wieków opartym na triadzie witruwiańskiej – trwałości, użyteczności i pięknie. Ale ćwiczenie to daje odwagę myślenia projektowego obejmującego duże obszary i szukania rozwiązań wychodzących poza samą inżynierię. Pozwala na wykreowanie wizji klimatycznie elastycznego miasta przyszłości – Miasta z Błota.

Bagno funkcjonuje w naszej literaturze i kolektywnej wyobraźni jako najbardziej nieprzyjazny krajobraz, jako najmniej miejski ze wszystkich typów terenu. Całe stulecia zajęły nam: osuszanie gruntów pod zabudowę, melioracja i brukowanie traktów, by nikt nie mógł „zdradliwie osuwając się, w niezgruntowane trzęsawiska pogrążyć” [4]. Kto dziś w Łodzi pamięta, którędy przepływa dwadzieścia większych i mniejszych łódzkich rzek i strumieni? Tak jak w wielu innych miastach zostały one ujęte w podziemne kanały, a wraz z nimi zniknęły powiązane z rzekami tereny wilgotne. Teraz okazuje się, że w Polsce to nie węgiel, ale bagno jest naszym najcenniejszym zasobem.

Mokradła to rezerwuary i najskuteczniejsze pochłaniacze dwutlenku węgla na Ziemi – magazynują go z intensywnością około 10–40 g C/m2/ rok, czyli sprawniej niż puszcza. Gwarantują zachowanie bioróżnorodności, a tym samym stabilności ekosystemu. Regulują miejski mikroklimat – w trakcie nawalnych opadów gromadzą deszczówkę, by powoli ją oddawać; w czasie suszy zapewniają niezbędną ilość wilgoci, redukują efekt wyspy ciepła. Przeciwdziałanie zmianom klimatu wymaga od nas ochrony torfowisk, również po to, by zapobiec uwolnieniu się ogromnych ilości zgromadzonego w nich węgla. Większość miejskich mokradeł już przesuszyliśmy – czekają one na ponowne nawodnienie. W miastach wciąż jeszcze występują jednak tereny wilgotne, które oparły się urbanizacji. Najcenniejsze są bagna stałe, torfowiska, w których procesy bagienne występują regularnie, i te okresowe – na terenach zalewowych, gdzie także następują procesy akumulacji osadów organicznych. To właśnie procesy gnilne świadczą o magazynowaniu się dwutlenku węgla, ta „woń pod ziemią zaczajonych wód” [5]. Tam, gdzie kiedyś „zamiast zapachu igliwia zaczęło zanosić moczarem” [6], są miejsca najbardziej nam dzisiaj sprzyjające.

Bagniska to nasza wypierana tożsamość – najstarszy gatunek fauny polskiej to żółw błotny zwany kiedyś żelazną żabą, najstarsze osady to bagienne grody, jak ten biskupiński. Okres modernizacji miast to czas odrzucenia i konsekwentnego rugowania szlamu z naszego otoczenia. Bagiennych inspiracji należy zatem szukać w dość odległej przeszłości. Aby z rozmachem stworzyć wizję błotnego miasta, zmiennego i różnorodnego, bądźmy w architektonicznej ariergardzie. Wzbogaćmy nasz projektowy repertuar o prastare rozwiązania ludowe. Zacznijmy od przywracania bogatego słownictwa, które niegdyś było używane przez mieszkańców obszarów okresowo zalewanych:

ŁĘGI, JEZIERZYSKA, ŹRÓDLISKA, WYSIĘKI, WYWIERZYSKA, TERENY PÓŁMOKRE, TERENY PODMOKŁE, ROZLEWISKA, UROCZYSKA, TOR- FOWISKA, TURZYCOWISKA, TRZCINOWISKA, SZUWAROWISKA, PAŁKOWISKA, SITOWISKA, POKRZYWISKA, WIKLINOWISKA, ZIOŁO- ROŚLA, OSUCHY, MADY, MARSZE, MSZARY, MECHOWISKA, MOCZARY, MOCZYDŁA, OLSY, BŁOTA, TRZĘSAWISKA, TOPIELISKA, GLEBY NAMYTE, GLEBY MAŻĄCE SIĘ, TERENY GRZĄ- SKIE I ZIEMIE ROZMOKŁE…

Spacery w ramach projektu “Klaser mokradeł”, 2019. Od góry: uroczysko Zielony Ług, młaka na wiślisku przy Trasie Siekierkowskiej, odwiert olsu na Zakolu Wawerskim, szuwarowisko przy Stawach Brustmana; FOT. CENTRALA

Pojęcia te pochodzą z różnych porządków. Część z nich jeszcze intuicyjnie rozumiemy. Pokrzywiska to zapewne tereny porośnięte pokrzywami, mechowiska – mchem. Pałkowiska pokrywa pałka wodna, jej łacińska nazwa typhe nawiązuje do oparów (Typhos – „dym, mgła, opary”). Ale czy jest to rodzaj sitowiska? Nie, ten porasta sitowiem (Scirpus L.). Oba są typami szuwarowisk, a dokładnie szuwarów wysokich. Szuwary niskie to na przykład turzycowiska, tereny porośnięte turzycami… Ols, czyli las olszynowy w wodzie stojącej, można postrzegać w relacji do przyrzecznych czasowych rozlewisk – do łęgów mokrych przy wodach wysokich czy do osucha – brzegowej równiny mulistej, wyłaniającej się spod niskiego stanu wody. Namuliska rzeczne, mułowiska, podmokliska, jeżeli nie mają potencjału akumulacji substancji organicznych, są mokradłami, lecz już nie są czynnymi bagnami. Mają znaczenie dla retencji wód, ale nie pochłaniają dwutlenku węgla.

Różnice pomiędzy torfowiskiem i turzycowiskiem też nie są oczywiste. Na który teren można wkroczyć, a który jest niebezpieczny? „Wody na bagnie było za mało na czółno, o krok od lasu zaczynała się topiel. Trawy i kępy tworzyły tylko cienką skorupę, która pod stopą się chybotała i rozdzierała. Trzeba się było czołgać” [7]. Kępiaste turzycowiska nie są groźne. Pułapką może być torfianka – miejsce po wydobyciu torfu, zbierające wodę deszczową. Nazwę łatwo zapamiętać jako określenie zagłębienia po wydobytym torfie; podobną genezę ma nazwa glinianki czy żwirówki.

Tego lata w Warszawie oswoiliśmy widoki niekoszonych miejskich łąk – możemy zacząć oswajać i młakę.

MŁAKA – typ łąki występującej na terenach płaskich lub słabo nachylonych, czyli o utrudnionym odpływie i wysokim poziomie wód gruntowych. Tworzą ją głównie mchy, turzyce, sitowate, wełnianki. Bardzo duże młaki tworzą pola młaczne.

Dziś do wyschniętego koryta warszawskiego Potoku Służewieckiego spływają ścieki z myjni samolotów na Okęciu. Na śladzie rzeki Drny można tylko znaleźć wyschnięte traszki, które wciąż szukają tam wody. Chlip, chlap, chlup. My też możemy sprawdzać, co pod miastem ciecze. Szukać pod ulicami Bagno, Błotna, Dunaj, Nalewki, Stawki, Topiel, Tamka, pod Żurawią i Żabią. Odnaleźć wodę i odzyskać moczydła, nie tylko w postaci malowniczych naturalnych stawów czy bajorek. „Teraz odkryte bagniska i trzęsawy, które porasta szorstki wiszar, i bobownik, gołe, smutne, obrosłe po brzegach choiną niską i krzywą” [8]; „»Wiszary«”? znany wyraz, powszechnie zużyty” [9].

W miejskich parkach widać już pierwsze dryfujące rabaty. Na rusztach wypełnianych materiałem sprzyjającym wzrostowi roślin obsadza się gatunki usuwające nadmiar fosforu i azotu z parkowych stawów, co zapobiega rozrostowi glonów. Wyspy roślin tworzą pod sobą plamy cienia dla wodnych stworzeń i zapobiegają przegrzewaniu się wody. Dobrze wiedzieć, że dryfujące rabaty nazywają się spleje.

WISZAR – splątane zarośle, pło paprociowo-trzcinowe lub silnie uwodnione torfowisko wiszące na zboczu.

PŁO (także: SPLEJA) – kożuch roślin torfowiskowych występujący na wodzie w formie zarastającego brzegu lub rodzaj pływającej wyspy, powstałej w wyniku odrywania się mszarów torfowcowych porastających brzegi jeziora. Stanowi etap zarastania zbiornika wodnego, tworząc trzęsawisko.

Gdy dzięki dawnym opisom literackim uświadamiamy sobie, że pod pojęciem „bagno” kryje się całe spektrum różnorodnych kompozycji przestrzennych, możemy naszkicować wizję Miasta z Błota.

Warszawa przyszłości to miejsce, gdzie ludzie zadomowieni są wśród innych istot i ich habitatów. To struktura przetrzymująca jak gąbka dużą ilość słodkiej wody, której mieszkańcy dobrze znają właściwości różnorodnych terenów wilgotnych, wiedzą, jakiego rodzaju siedliska tworzą. Żyją oni tak, jak niegdyś Olendrzy na tym warszawskim URZECZU, w rytmie dwukrotnych w ciągu roku rozlewów Wisły; wręcz ich wyczekują. Wiedzą, co robić w razie długotrwałych susz lub nagłych podtopień. Zamiast samochodowego prawa jazdy każda Powiślanka i każdy Powiślak (mieszkający przy Wiśle) posiada umiejętność pływania koraklem – łodzią tak lekką, że można ją nosić na plecach po wypożyczeniu ze stacji obiektów współdzielonych. Montują przy nich napędy, które podczas suszy rozpędzają hulajnogi. Jak kiedyś Wars i Sawa pogryzają oni kotewkę – orzech wodny – i popijają likier z tataraku.

Architektura ma niebiesko-zielone dachy z ogrodami roślinności wodno-błotnej lub z kąpielowymi stawami naturalnymi, w których klarowność wody utrzymują hydrofity, rośliny ze zdolnościami do czyszczenia wody. Wyniesione oczka wodne to też ostańce na wypadek zalania terenu skażonymi wodami powodziowymi. Wraz z wodą podnoszą się miejskie, pływające chodniki, niektóre budynki i część innej infrastruktury, na przykład paśniki dla zwierząt. Blisko wody życie jest bogatsze. Po silnych wezbraniach rzek na JEZIERZYSKACH, powstałych po ich ustąpieniu powstają filtry hydrobiologiczne, wodne ogródki działkowe, w których uprawia się jadalne hydrofity. Sadzą je w toni ludzie znający rośliny wodne tak dobrze jak te gruntowe. Struktura wilgotnego miasta jest zmienna w zależności od pory roku. Nie jest trwała, lecz klimatycznie elastyczna.

W mieście przyszłości nie ma zanieczyszczenia światłem, by po zmroku aktywność mogły zachowywać nocne zwierzęta. Nad olsami bezszelestnie latają puszczyki, słychać, jak w wodzie na dachach polują wychuchole, a między budynkami nietoperze, lelki i jeże wyłapują komary. Krzątają się też bobry, o których ogonach nikt nie śmie pomyśleć, że to „jarskie mięso” na piątek. Żeremiom nie zagrażają elektryczne wodne tramwaje kursujące w nocy dzięki wyposażeniu ich w systemy echolokacyjne. Ludzie nie zużywają energii na oświetlanie wszystkiego, co się da, bo na powrót przywykli, że nocą w mieście panuje mrok.

Bez miejskich mokradeł i ciemności czeka nas więcej niż dyskomfort. „Inaczej straszna byłaby dla nas zgryzota myśleć o dniu, gdy w Polsce zbraknie wreszcie błota…” [10]

“Klaser mokradeł”, proj. Centrala – mokry diagram warszawskich terenów wilgotnych wykonany przy użyciu naturalnych gąbek, prezentowany w Cysternie Zamku Ujazdowskiego, 2019; FOT. MICHAŁ MATEJKO

Tekst powstał we współpracy z Centrum Ochrony Mokradeł, prowadzącym portal Bagna.pl – Informacyjny Serwis Mokradłowy. Centrala (Małgorzata Kuciewicz, Simone De Iacobis) razem z Centrum Ochrony Mokradeł (Wiktorem Kotowskim, Adamem Snopkiem) w ramach projektu Klaser mokradeł latem i jesienią 2019 roku prowadzili cykl spacerów po warszawskich bagnach, śladami wyschniętych układów wodnych i zanikających zjawisk atmosferycznych. Projekt był częścią tegorocznej edycji Ogrodu Miejskiego Jazdów „Dbaj o wodę i kąp się z przyjaciółmi” (kuratorka Anna Czaban), Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie.