Dawne warownie w różnych formach powstawały w reakcji na rozwój broni, od prymitywnych włóczni po proch. Chiński wynalazek ukształtował fortyfikacje miast renesansowych. Lotnictwo wymusiło budowę żelbetowych schronów; przydałyby się także w razie ataku atomowego. Miasta odchodziły od drewna jako budulca domów, by zminimalizować ryzyko pożarów, a na szerokich bulwarach Paryża łatwiej było spacyfikować ewentualne zamieszki. Fabryczne dachy w kolorze, który zlewał się z otoczeniem, w założeniu utrudniały zadanie szpiegowskim U-2, a szerokie drogi przebijające miasta miały umożliwiać szybką ewakuację.
Architektura od zawsze związana jest ze strachem, bo zrodziła się jako schronienie. Obrosło ono zasadami, przepisami, kulturą, przyzwyczajeniami, wierzeniami – całym arsenałem obronnym pozwalającym nam funkcjonować we względnym spokoju. Natężenie obronności i poczucie spokoju zależą oczywiście od kontekstu, sytuacji społeczno-politycznej, konkretnego wydarzenia itd. Inne są zasieki wokół izraelskich siedlisk w strefie Gazy, inne wokół grodzonych osiedli w Polsce. Inne zabezpieczenia stosuje się dla świątecznych jarmarków w Berlinie po ataku terrorystycznym z użyciem ciężarówki, a inne we Wrocławiu. Wiele współczesnych miast naszpikowanych jest zaporami (ukrytymi i widocznymi) przeciw samochodom, służby mają na wyposażeniu armatki wodne, drony, barierki, tarcze, po ulicach krążą patrole żołnierzy z karabinkami automatycznymi…
Czy czujemy się bezpieczniej dzięki temu, że na dzielonych ławkach nie położą się bezdomni? Czy komfort psychiczny zapewniają nam czyste ściany pomalowane farbami odpornymi na graffiti lub kolce przeciw ptakom? Ogrodzenia, kraty, barierki, pachołki, lampy zniechęcające do wstrzykiwania narkotyków, płoty przeciwsamobójcze… Te wszystkie elementy mają na celu utrzymanie porządku, bo określony poziom bezpieczeństwa wymaga poddania się określonym zasadom. W książce Handbook of Tyranny (Podręcznik tyranii) Theo Deutinger pisze o „ścianach, które nas dzielą”1 – służą kontroli tłumów, otaczają obozy dla uchodźców, składają się na zabezpieczenia antyterrorystyczne, ale też na zwyczajne, hipochondryczne miasto. Całość tych zjawisk nazywa tyranią. Liczne diagramy w książce dotyczą między innymi zasięgu i siły uderzeniowej różnego rodzaju broni, a na szczegółowych rysunkach widnieją przykłady murów, płotów, zasieków, pułapek na samochody, a także metod wyburzania budynków.
Deutinger przeanalizował zarówno strefy konfliktów zbrojnych i kryzysów humanitarnych, więzienia i schrony, jak i zwykłe miasta, w których jedni są chronieni przed widokiem, zapachem, obecnością innych. Nie zawsze sobie uświadamiamy te zabezpieczenia, nie zawsze mamy szansę je zauważyć. Powszednieją lub są kamuflowane, na przykład projektanci nadają im postać dizajnerskich płotów.
Książka sama w sobie budzi silny niepokój, bo jest też kompilacją metod kontroli tłumu, wykonywania kary śmierci i zabijania zwierząt w rzeźni – pokazuje więc to, czego wolelibyśmy nie widzieć. W ten bolesny sposób autor zapoznaje nas z prawdziwą grozą, która bywa stosowana w imię bezpieczeństwa i komfortu, a w rzeczywistości towarzyszy jej chęć kontroli. Ten niby oczywisty rachunek: kontrola za spokój, Deutinger przedstawi ł bezkompromisowo, bo w formie rysunków technicznych; przypominają ilustracje z Neuferta. Nie wymagają komentarza, ich siłą rażenia jest bezpośredniość przekazu, bez ogródek – stoją po czysto technicznej, zimnej stronie „tyranii”.
W książce ukazane są „zabezpieczenia” – codzienne i te stosowane w sytuacjach ekstremalnych. Poczucie bezpieczeństwa ma wiele wymiarów, w jednej sytuacji wystarczy oznaczyć wyjście ewakuacyjne, w drugiej konieczne jest odpalenie wyrzutni Stinger ziemia-powietrze. Handbook of Tyranny ukazał się w 2018 roku, jeszcze przed pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę. Doświadczenie tej wojny na pewno poszerzyłoby katalog obiektów i metod sprawowania bezpieczeństwa. W sytuacji pokojowej zabezpieczanie społeczeństwa może być z jednej strony rozumiane jako troska o nasz spokój, z drugiej – prowadzić do nadmiernej kontroli, wykluczania, ograniczenia swobody przemieszczania się itd. Do jakiego etapu dotarliśmy w naszych miastach: paranoicznej dystopii czy poczucia bezpieczeństwa?
Pytaniem można objąć także budynki. Czy czujki dymu, drzwi przeciwpożarowe z samozamykaczami, strefy pożarowe, zamykane klatki schodowe, rozwiązania przeciwpaniczne, oświetlenie awaryjne, defibratory, śluzy i „urządzenia, które robią: pik”, zabezpieczają nas przed rzeczywistymi zagrożeniami? Czy lepiej nam się oddycha i funkcjonuje w pomieszczeniach z powietrzem wymienianym mechanicznie zamiast przez wentylację grawitacyjną albo otwierane okna? Wszystkie te rozwiązania utrudniają korzystanie z budynków, dzielą przestrzeń, generują koszty i uzależniają nas od technologii. Czy zarządzanie strachem wymaga aż takiego wysiłku i nakładów finansowych? Czy jest opłacalnym biznesem? I czy zagrożenie jest rzeczywiste? Przyzwyczajamy się do paranoi. Podobieństwo Podręcznika tyranii do Podręcznika projektowania Neuferta prowokuje do refleksji nad stanem naszego procesu twórczego. Architekci są regularnie zmuszani do ograniczania koncepcji przestrzennych, wtłaczania ich w ramy przepisów wbrew swojej wizji i poczuciu sensu. Nawet dydaktyka architektoniczna uległa tej paranoi i zastępuje myślenie o użytkowniku podporządkowaniu się domniemanym zagrożeniom. Książka Neuferta powstała w nazistowskich Niemczech. Jest nieznośną w odbiorze próbą objęcia i zmierzenia „wszystkiego”, może być rozumiana jako potencjalne narzędzie kontroli twórczości architektonicznej, rezygnacji z niej na rzecz sprawdzonych i bezpiecznych rozwiązań. Pozostaje nam trzymać się nadziei, że katalogiem Deutingera nikt nie posłuży się w projektowaniu.



















































