Z dużym prawdopodobieństwem każdy, kto korzysta z psychoterapii, spotkał się z sytuacją, w której rozwiązanie trudnego problemu okazywało się banalnie proste. Czasem wystarczy spojrzeć na lęk pod innym kątem, inaczej nazwać tę emocję i w głowie rozwiązują się ciasne supły.
Przy psychoterapii architektury też tak bywa: wystarczy przesunąć okno na projekcie, odpowiednio umieścić drzwi, celowo nie stawiać ściany itp., by powstała zdrowsza przestrzeń – z widokiem na zieleń, bardziej elastyczna w aranżacji, inspirująca spotkanie… Psychologia środowiskowa zauważa wiele problemów architektury, badacze podsuwają wiele rozwiązań. Co jednak znaczą, dajmy na to, „swoboda wyboru” w przestrzeni albo „miękkość przestrzeni”? W poszukiwaniu odpowiedzi można się zanurzyć w wielowątkowych rozważaniach, ale dostarczą jej też proste gesty przestrzenne, niekiedy – jak rozwiązania wykluwające się w trakcie terapii – po fakcie zaskakująco oczywiste. Oczywiście nie działają na każdego i w każdych okolicznościach, nie są uniwersalne. Dlatego w tym artykule na złożone zagadnienie psychologii architektury odpowiem przedstawieniami architektury. Przyjrzę się miejscom, które sprawiają wrażenie dobrych przestrzeni, spełniają wiele postulatów (na przykład Christophera Alexandra) i dotykają wielu wątków (poruszanych na przykład przez Edwarda Halla). A przecież są takie proste…
Posiłkując się dostępną literaturą i własnymi doświadczeniami architektury sprzyjającej dobremu samo poczuciu, przeanalizowałem trzy budynki powstałe w Stanach Zjednoczonych w latach 60. i 70. XX wieku. Projekty wszystkich wyszły z pracowni Hardy Holzman Pfeiffer Associates (HHPA). Jej założyciele uczestniczyli w przewartościowaniu architektury powojennej, swego czasu obrazoburczo. Odrzucili ideały najbardziej znanych modernistów (przede wszystkim wychwalanego w tamtym czasie Miesa i jego klonów), skłonnych już wtedy do estetyzacji architektury. Malcolm Holzman, współzałożyciel pracowni, w rozmowie ze mną nazwał niedawno swoją twórczość z tamtego okresu „odzwierciedlaniem życia nowojorskich ulic w architekturze”. W poniższych przykładach skupię się na zagadnieniach najprostszych i dotyczących psychologii, czyli na możliwości doświadczenia przestrzeni dzięki wejściu do budynku – na spacerze przez architekturę. Nie miałem okazji zwiedzić opisywanych obiektów. Do tego artykułu przygotowałem modele 3D w AutoCAD-zie; posłużyły mi do wirtualnej eksploracji tych miejsc z poziomu człowieka. Odkrycia i obserwacje (wsparte fotografiami z epoki) przekazuję tu w formie sekwencji szkiców i mapek moich małych podróży „palcem po modelu”.
Muzeum dla dzieci – MUSE, Brooklyn, Nowy Jork, 1968 (nie istnieje)
- Adaptacja istniejącego budynku salonu samochodowego na tymczasowe muzeum dla dzieci znajdowała się przy skrzyżowaniu Bedford Avenue i Lincoln Place. Szyld MUSE, oznaczający nową funkcję został umieszczony diagonalnie na elewacji zachodniej. Zachowano wejście od narożnika.
- Na początku nie ma holu, ani kontroli, ale „magiczny” tunel, z jednej strony stanowiący bufor bezpieczeństwa dla dzieci, z drugiej, bramę do ich świata. Skojarzenia mogą być dowolne, budują ciekawość i chęć przejścia dalej.
- Tunel prowadzi w głąb budynku, ale nie jest przygnębiający – po dwóch końcach jest jasny, na ścianach znajdują się eksponaty.
- Po drugiej stronie przejścia otwiera się przed nami duża sala doświetlona dużymi „salonowymi” oknami otwartymi na ulicę.
- Mamy swobodę wyboru, możemy tu się zatrzymać, zajrzeć za ścianę owalnego tunelu do sali wystawowej, lub płynnie przejść w kolejną przestrzeń, zachęcającą do jej eksploracji – na antresolę, na której widać już kopułę mini-planetarium.
- Otwarte schody są jasnym komunikatem przestrzennym, łączącym poziomy – to może oczywiste, ale warte zauważenia, kiedy takie rozwiązania zbyt często ustępują klatkom schodowym.
- Z góry widzimy nie tylko sale wystawiennicze poniżej, ale także ciągle towarzyszy nam światło dzienne i widok na ulicę.
- Zakręcając, do czego zachęca nas owalna ściana, schodzimy pochylnią (nieco lecorbusierowską)…
- Żeby przejść na pomost, pod którym wyszliśmy wcześniej z tunelu.
- I stąd już ogarniamy wzrokiem niemal całe muzeum – wiemy już jak nasz plac zabaw jest skonstruowany, widzimy jego granice (ściany zewnętrzne budynku) i możemy odkrywać kolejne perspektywy, zaułki i eksponaty, którymi wnętrze jest wypełnione.
Szkoła w Salisbury, Meryland, 1974 (rozbudowana)
- Budynek niewielkiej szkoły zlokalizowany był w lesie. Wejście wyróżnia się z prostej bryły i przyjmuje formę lubianego przez dzieci namiotu.
- Tu znowu mamy tunel – przejście, teleportujące nas do innego świata – tym razem lekko unosząca się pochylnia prowadzi nas do centrum kwadratowego planu, w najwyższy punkt parterowego budynku.
- Stąd oganiamy wzrokiem niemal całe wnętrze, widzimy gdzie coś się dzieje, możemy odczuć swobodę i jednocześnie bezpieczeństwo, bo dobrze orientujemy się w tej przestrzeni. Naprzeciw wejścia znajduje się biblioteka także oznaczona ikonką „tipi”.
- Bardziej na prawo widać kolejne strefy nauki (zwykle to oddzielne sale dydaktyczne) i świetliki na pochyłym fragmencie dachu – doświetlają najgłębszą część planu, aby i tu nie panował przygnębiający mrok.
- Gdy obrócić się całkowicie, wzdłuż tunelu wejściowego, znajduje się wielofunkcyjna sala, którą wyróżnia okrągłe okno. Z naszego wyniesionego centrum, schodzimy podestami…
- Które oczywiście służą do siedzenia. Faktury mają tu duże znaczenie – wykładzina, poziomo układane deski – wygłuszają wnętrze. Wracamy na górę.
- Teraz strefa nauki – zlokalizowana w narożniku i dzięki temu dobrze doświetlona…
- Ze schodami i małą trybuną, która świetnie nadaje się i do siedzenia i do zabawy. W niskim boksie znajdują się toalety, a najniżej szafki.
- Mijamy wspólną szatnię, która oddziela kolejną salę. Mimo diagonalnego układu wewnętrznych boksów, nie gubimy się, bo mamy punkty odniesienia – w tym wypadku trójkąt strefy wejściowej.
- Wychodząc możemy zajrzeć jeszcze do jednego z boksów, zobaczyć czy inne zajęcia się skończyły, albo nawet przebiec cały budynek dokoła jeszcze raz. To krajobraz, który wypełniony jest przez użytkowników, niepodzielonych na sztywne grupy ścianami. Ale nie musimy cały czas się integrować, znajdziemy tu także zaułki.
Columbus Occupational Health Center, Columbus, Indiana, 1973
- Lokalny ośrodek zdrowia jest prostopadłościennym, ciemnym budynkiem, który jest jakby przebity szklanym przejściem. Zadaszenie wychodzące poza podstawową bryłę stanowi wyraźnie zaakcentowane wejście.
- Po przekroczeniu drzwi otwiera się przed nami zróżnicowane wnętrze, które od początku ogarniamy wzrokiem. Idąc dalej mamy dobre poczucie orientacji, bo główne elementy struktury (rampy, świetliki, ściany zewnętrzne) są widoczne z wielu miejsc.
- Wybieram drogę na wprost, po rampie w górę, na której znajdują się kolejne zaułki z fotelami dla oczekujących. Po prawej otwiera się widok na drugą pochylnię, prowadzącą w dół. Głębia wnętrza ciągle skłania do odkrywania nowych widoków, ale nie jest nazbyt angażująca, nie wymusza określonych emocji zabiegami formalnymi.
- Odwracamy się do tyłu – jak każdy podróżnik po zdobyciu szczytu – i zerkamy na wejście w dole. Dokładnie wiemy, w jakim miejscu budynku jesteśmy, a do tego otwiera się przed nami pełen widok.
- Mijamy strefę pomieszczeń specjalistycznych, schodzimy w dół (to nietypowa trasa) lub dostajemy się tu bezpośrednio z wejścia – i schodzimy zauważoną wcześniej rampą w dół. Znany nam już krajobraz wzbogacony jest o balkony, na końcu widzimy pochylnię, którą przed chwilą się wspinaliśmy.
- Gdy przechodzimy pod nią trafiamy do laboratorium – jest ono przeszklone i widzimy pracowników, jak w szkatułce. Ale to jest najdalszy zakątek naszej podróży i trafiają już tu tylko specyficzni interesanci.
W psychoterapii spotkałem się ze stwierdzeniem, że nie dostanę jednoznacznych odpowiedzi, ale raczej wskazówki dla własnych przemyśleń. Dobrze sprawdzają się przykłady zachowań innych, anegdoty – łatwe do zapamiętania case study. W wyniku naszego psychoterapeutycznego spaceru po wyjątkowych, ale jednak związanych z życiem codziennym, obiektach, poruszyliśmy kwestie: możliwości swobodnego przemieszczania się i wyboru ścieżki, odkrywania wnętrza, przy jednoczesnym poczuciu bezpieczeństwa dzięki dobrej orientacji, a także wątki: głębi, przezroczystości, sekwencyjności przestrzeni. A może coś więcej przychodzi Pani/Panu do głowy?














































































