Pragnienie

Pragnienie jest wszędzie. Wprawia nas w ruch. Pijemy, bo musimy, ale zawsze pijemy „jakoś”. Pijemy coś, gdzieś, z kimś. Istota naszego życia – to, jacy jesteśmy – zaczyna się, gdy wykraczamy poza prozaiczną reprodukcję i postępujemy w konkretny sposób. Nadwyżka ponad konieczność jest właśnie pragnieniem. Pragnienie jest siłą witalną, przepływa przez każdego z nas i każe nam działać. Slavoj Žižek wytłumaczył: „Ludzie nie są wyłącznie żywi; są opętani przez dziwny popęd, by czerpać przyjemność z życia w nadmiarze, by z pasją trzymać się wartości dodatkowej, która wykoleja zwyczajny bieg spraw”[1]. W pogoni za wartością dodatkową „produkujemy” nasze życie, poczynając od prozaicznych decyzji przy wyborze filiżanki porannej kawy, do tych dotyczących ścieżek kariery i polityków, na których zagłosujemy. Pragnienie nakręca bieg rzeczy i sprawia, że rzeczywistość nabiera kształtu.

To właśnie mieli na myśli Deleuze i Guattari, głosząc, że „pragnienie jest częścią infrastruktury”2 ekonomii politycznej. W tradycji Freudowskiej pragnienie wynika z braku. Oni ją odrzucili, zwrócili się zaś ku produktywnej istocie pragnienia: pogoń za wartością dodatkową zawsze „produkuje” nadwyżkę materialną. By lepiej zilustrować logikę tej produkcji, ukuli termin „maszyna-pragnąca”3. Bezustannie kształtuje światy dookoła nas, a napędzają ją nasze pragnienia. Nie jest podłączona do konkretnej osoby, raczej koordynuje produkcję i realizację naszych pragnień. Upraszczając: koncepty (często ezoteryczne) francuskich filozofów są metaforą schematu, według którego nasze pragnienia – indywidualne i zbiorowe – napędzają nas do działań kształtujących rzeczywistość. Co najważniejsze, maszynę-pragnącą da się zaprogramować, a jej działanie – przechwycić w celu zasilenia konkretnego rodzaju produkcji. Ich zdaniem w tym tkwi sukces hegemonicznej maszyny naszych czasów – maszyny-kapitalistycznej.

U jego podstaw legł wspólny kod napędzający realizację wszystkich pragnień. Wartość dodatkową rzekomo zawsze gwarantuje transakcja kupna. Praca jest podporządkowana produkcji pieniądza – środkowi pozwalającemu zaspokoić wszelkie pragnienia życiowe. Nie przez przypadek slogany reklamowe największych korporacji odwołują się nie do faktycznych cech produktów, lecz do ich wyimaginowanej niematerialnej wartości dodatkowej: Apple – „Think Different”; Coca Cola – „Open Happiness”; Mastercard – „Priceless”… Niezależnie od produktu reklama usiłuje zrównać go z określoną emocją, ze stylem życia lub z tym, co wprost podszeptuje slogan Mastercard, czyli czymś niepoliczalnym, niemożliwym do kupienia, innymi słowy – z nadmiarem. W pogoni za nim kształtujemy własne życie.

Gonimy nieustannie i ten sam nadmiar steruje naszymi interakcjami z otoczeniem. Chodzimy w dane miejsca nie dlatego, że musimy, ale dlatego, że chcemy. Nigdy nie było to bardziej oczywiste niż dziś, kiedy z łatwością moglibyśmy zaspokoić wszystkie potrzeby życiowe, nie wychodząc z domu, a jednak coś nieustannie ciągnie nas na zewnątrz – nasza chęć życia wykracza poza instynkt przetrwania. Możemy pracować z domu, zamawiać jedzenie z dowozem, nawet ćwiczyć na własnym dywanie, mimo to chce się nam opuszczać strefę komfortu we „własnym M”, by realizować tę dziwaczną potrzebę bycia z kimś – spotkania z innymi, które jest wartością samą w sobie.

Może brzmi to banalnie, ale przestrzeń jest wszystkim wokół nas. Przestrzeń wyznacza materialne ramy dla naszych działań, determinuje to, co możliwe. Dostarcza infrastruktury dla realizacji naszych pragnień i pozwala nam żyć w określony sposób. Skoro pragnienie współtworzy infrastrukturę ekonomii politycznej, a przestrzeń jest infrastrukturą dla realizacji pragnień, to uchwycenie logiki przestrzennej pragnienia pomogłoby w tworzeniu systemów politycznych opartych na innych wartościach. Jeżeli rzeczywiście tak jest, to warto spróbować…

Pragnienie w przestrzeni

Wychodząc z domu, podejmujemy wiele decyzji i za ich sprawą lądujemy w konkretnym miejscu. Można powiedzieć, że miejsca przyciągają. Niektóre słabiej, inne mocniej, w zależności od tego, jak daleko wychodzą naprzeciw naszym pragnieniom. Możemy odczuwać pragnienie bycia dostrzeżonym, wyróżniania się, uczestnictwa w życiu kulturalnym albo po prostu czerpania z życia w określony sposób – w nadmiarze. Za decyzją o wyjściu z domu zawsze stoi intencja. Nawet gdy wychodzimy tylko po to, żeby się poszwendać, mniej lub bardziej świadomie oczekujemy, że przez przypadek spotkamy starego znajomego, zobaczymy ciekawą witrynę albo po prostu coś nas zaskoczy.

Intencje przekształcają nasze pragnienia w działanie – interakcje z miastem. W przestrzeniach dookoła nas zaklęte jest niewidzialne pole naszych pragnień. Każdy z nas bezustannie tworzy podświadomą mapę miasta, nadając miejscom określone znaczenia i oczekiwania. Na swoje mapy nanosimy zarówno symbole, jak i intensywności, jedne miejsca są wyblakłe, inne w różnym stopniu nasycone, proporcjonalnie do zdolności zaspokojenia naszych pragnień. Dlatego często wracamy do ulubionych miejsc – podświadomie wiemy, że tam, lepiej niż gdziekolwiek indziej, zaspokoimy swoje rozmaite pragnienia.

Miasto jest swoistym zbiorem miejsc z określonym potencjałem realizacji pragnień. Deleuze uważał, że rzeczywistość istnieje w dwóch wymiarach: wirtualnym i aktualnym. W jego rozumieniu rzeczywistość wirtualna nie jest technologicznym rozwinięciem naszych zmysłów, lecz sumą „wszystkich potencjałów (przeszłych, przyszłych, teraźniejszych), wszystkiego, co ma szansę zostać zaktualizowane, jak i wszystkich potencjałów (przeszłych, przyszłych, teraźniejszych), które zaktualizowane być nie mogą”4. Szklanka z wodą jest obdarzona potencjałem picia z niej – aktualizujemy go w momencie, gdy podnosimy szklankę do ust. Ważne jest, że potencjał wpływa na naszą interakcję z rzeczywistością. Pomyślmy o tych wszystkich razach, kiedy poszliśmy w dane miejsce dlatego, że mieliśmy szansę kogoś tam spotkać, albo posiedzieliśmy w barze trochę dłużej, bo wiedzieliśmy, że jest to ulubione miejsce osoby, na której nam zależało, i wyczekiwaliśmy jej pojawienia się. Potencjał, w tym przypadku dotyczący spotkania konkretnego człowieka, determinuje nasze doświadczenie przestrzenne, bo nadaje znaczenia określonym miejscom i tworzy nasze rozumienie miasta – mapę mentalną, która uprzedza interakcję z przestrzenią.

Każdy z nas tworzy indywidualną mapę, ale między sobą nie są one całkowicie niezależne. Pragnienia różnych osób współrodzą się w bezustannych sprzężeniach zwrotnych. Pod wpływem mody, snobizmu lub po prostu przynależności do różnych grup kiełkują nasze indywidualne, ale i kolektywne pragnienia. Chodzimy do teatru, bo tak wypada, a do Planu B, bo tam zagląda lokalny celebryta5; powody są różne, ale często przepływają przez nas te same pragnienia. Indywidualne mapy nakładają się na siebie, współtworząc wspólną mapę przestrzeni pragnień, która, będąc sumą indywidualnych map, ma zarazem twórczy wpływ na kształtowanie pragnień nas wszystkich.

Wspólna mapa dotyczy intensywności. Jest polem pływów przelewających się przez miasto, a logika ich kształtowania się wynika z cykliczności zdarzeń. Henri Lefebvre proponował analizę miast przez rytmy wynikające z porządku kosmicznego i społecznego: z pór dnia i roku, ale też z rutyny i transportu wynikają różnice, które pozwalają nam lepiej rozumieć specyfikę życia miejskiego[6]. Własny rytm ma melodia wieczornego gwaru przy klubowych ulicach, ludzi szukających drugiej połówki; zupełnie inaczej brzmią ich poranne wyjścia do parku z psem. Dzień i noc, rozmieszczenie usług, zasada działania pęcherza psa – wszystko to ma znaczenie w interpretacji metaforycznych melodii miejskich, artykulacji rządzących nami rytmów. Taki porządek rytmiczny reguluje rozkład ludzkiej aktywności w mieście i osadza ją w czasie, a zarazem pomaga w interpretacji dynamiki przepływów energii miejskiej i ich efektów. Klucz do interpretacji rytmów leży u podstaw tego, co odpowiada za naszą interakcję z miastem, tkwi w tym, co porządkuje i pozwala nam interpretować odczuwane informacje – tym czymś jest percepcja.

Il. 1. Percepcja, odczuwanie i abstrakcja miasta

Percepcja miasta, węzły i trasy

Jak poruszamy się po naszych subiektywnych mapach? Co sprawia, że dynamiczne poziomy intensywności zamieniają się w miejsca, między którymi możemy nawigować? Odpowiedź tkwi w strukturze percepcji. Dzięki niej bezkształtne pole pragnień nabiera formy. Nasza świadomość jest kinematograficzna; innymi słowy, jest montażem obiektów przepływających przed oczami[7]. Redukujemy doświadczenie przestrzenne do odrębnych obrazów, bo gdzie nie odnajdujemy jedności w rzeczywistości, tam przynajmniej znajdujemy jedność w słowie[8] – abstrakcja pomaga nam rozumieć rzeczywistość. Dlatego chociaż centrum Warszawy jest trudne do określenia geograficznie, to jednak każdy z nas ma jego wyobrażenie. Wyodrębnianie konkretnych miejsc pozwala nam nawigować po naszych subiektywnych mapach.

Wprowadzę tu pojęcie opisujące fundamentalną jednostkę doświadczenia miejskiego – węzeł przestrzenny[9]. Ulubiony bar, plac Zbawiciela, Centrum – każda z tych nazw symbolizuje konkretne znaczenia i ten zbiór znaczeń wytwarza to, co nazywam węzłem. Węzły są naszym podstawowym sposobem rozumienia miast. Są przestrzeniami oferującymi nam realizację pragnień w określony sposób. Jako miejsca „oferują” specyficzne „możliwości działania”[10]. W rozumieniu autora tego terminu, psychologa J.J. Gibsona, „możliwości działania” dotyczą relacji, która powstaje między jednostką a jej środowiskiem. Relacja ta definiuje możliwość interakcji jednostki z otaczającym ją światem, a możliwość zmienia się wraz z kontekstem miejsc i użytkowników przestrzeni. Krzesło barowe „oferuje” sprawnemu dorosłemu przestrzeń do siedzenia na podwyższeniu, sytuuje go na równi z osobami stojącymi. To samo krzesło może być bezużyteczne dla osoby starszej i dziecka, bo wdrapanie się na siedzisko dla obydwu bywa zbyt wymagające. Ta sama prawidłowość dotyczy miejsc. Plac Zbawiciela „oferuje” mi możliwość przypadkowego spotkania ze znajomymi, osoba z innej grupy koleżeńskiej może go kojarzyć z drogim piwem, a dla okolicznych mieszkańców jest udręką głośnych, uciążliwych ogródków klubokawiarni.

Te same osoby na różnych etapach życia inaczej odczuwają okoliczną przestrzeń, dlatego węzły nie mają stałej tożsamości. Ich tożsamość jest nieustannie aktualizowana przez zmieniającą się percepcję. Wynika zarówno z fizycznej interakcji z miejscem, jak i z wierzeń związanych z przestrzenią, istniejących niezależnie od niej. Tożsamości te wykrzywiają doświadczenie miejskie, próbując je dopasować do obrazu miejsca skonstruowanego a priori. Dlatego jadąc do Paryża, oczekujemy, że dookoła nas będą przemykać Francuzi w beretach, z bagietkami w papierowych torbach, mimo że to wyobrażenie nie ma wiele wspólnego z codzienną rzeczywistością stolicy Francji[11]. Jedna taka scenka zapisze się nam w pamięci zapewne dużo wyraźniej niż setki McDonaldów, które miniemy, przechadzając się po mieście, bo fast foody nie mieszczą się w naszych mentalnych obrazach miasta nad Sekwaną.

Miasta nie składają się jedynie ze zbiorów wyizolowanych węzłów. Węzły są połączone „trasami”. Trasę wybieramy intencjonalnie, w celu przemieszczenia się między węzłami, nie zawsze jednak najkrótszą. Często nadkładamy drogi, żeby poruszać się przyjemniejszą trasą. Na wybór trasy wpływają wygoda, przyzwyczajenia, chęć doświadczenia czegoś nowego. Trasy nie powinniśmy postrzegać wyłącznie jako przestrzeni tranzytu. Pokonując je, mimochodem wchodzimy w interakcje z najbliższą przestrzenią. Trasy też są obdarzone dużym potencjałem na powstawanie nowych relacji z miastem, a co za tym idzie – nowych węzłów. Tę ich właściwość wykorzystują na przykład projektanci centrów handlowych: często dwa najważniejsze sklepy są znacznie oddalone od siebie, aby właściciele mniej popularnych punktów sprzedaży mogli czerpać pożytek z tego, że potencjalni nabywcy będą przechodzić obok kuszących witryn. 

Węzły i trasy to dwa podstawowe komponenty naszego doświadczenia przestrzeni. Można powiedzieć, że są celem i środkiem do osiągnięcia celu, pragnieniem określonego doświadczenia miejskiego i materialną drogą ku jego realizacji. Węzły są narzędziem poznawczym, które pozwala nam nawigować po mieście, a trasy wynikają z przestrzennej istoty otaczającej nas rzeczywistości.

Il. 2. Węzeł, trasa i trasa między węzłami

Systemy węzłów – miejskie asamblaże

Il. 3. System węzłów

Miasto tworzą konstelacje przeróżnych miejsc, pozostających w określonych zależnościach. Rzadko zdarza się nam postrzegać miejsca w mieście jako wyizolowane punkty na mapie. Gdy zastanawiam się nad moim doświadczeniem miejskim, na myśl przychodzą mi ścianki wspinaczkowe. Często usytuowane na obrzeżach miast, niby wyspy pośród kompletnie nieinteresujących mnie terenów. W tych punktach mogę realizować konkretne pragnienia, związane ze wspinaczką. Tyle i nic więcej. Tożsamość ścianki-węzła jest swoiście wyabstrahowana spośród nijakich miejsc ją otaczających. Oczywiście jej bliskość sprawia, że raz na jakiś czas odwiedzam sąsiadujący z nią sklep, ale wynika to raczej z łatwości zrealizowania potrzeby niż z pragnienia konkretnego doświadczenia miejskiego. Jeśli ścianka zostanie zamknięta, czyli zniknie główny węzeł, zniknie dla mnie również sąsiadujący sklep, bo jego jedynym powabem była fizyczna bliskość ścianki, a nie wyjątkowe cechy, które wytworzyłyby oddzielny węzeł.

Zazwyczaj myślimy o mieście, grupując poszczególne miejsca w większe całości. Taksonomia miast narzuca nam podział na ulice, place, dzielnice. Podział ten utrwala się w naszej percepcji, pozwala nawigować po mieście i jest pośrednio związany z odczuwaniem przestrzeni. Ważniejszy, choć też czerpie z taksonomii, jest nasz indywidualny sposób postrzegania przestrzeni. Informacja „spotkajmy się wieczorem na Puławskiej” niewiele nam mówi, bo ta ulica ciągnie się przez ponad dwanaście kilometrów i przecina kilka dzielnic Warszawy, zupełnie różnych – od gęstej zabudowy kamienicznej Górnego Mokotowa po podmiejskie tereny Piaseczna. Więcej pożytku odniesiemy z informacji „spotkajmy się wieczorem na Górnym Mokotowie”. Także grupowanie węzłów w systemy zależy od naszej percepcji. Jeżeli postrzegamy poszczególne węzły jako części większych całości, to w naszej wyobraźni składają się na systemy węzłów.

Systemy węzłów najlepiej rozumieć przez nawiązanie do tego, co Deleuze nazywał asamblażami. Asamblaż jest dynamicznym zbiorem różnorodnych elementów, które razem tworzą całości o realnym wpływie na rzeczywistość12. Na asamblaż składają się zarówno komponenty zbioru, jak i ich relacje, a wynikłej z nich nowej wartości nie da się zredukować do wartości poszczególnych części. By wyjaśnić pojęcie asamblażu, filozof Manuel DeLanda używa przykładu wojownika na koniu, czyli asamblażu złożonego z jeźdźca, konia i łuku13. Na polu bitwy wojownik ten jest skuteczną machiną wojenną – asamblażem, z którego istnienia wynikają konkretne taktyki obronności i ofensywy, a tym samym figurą użyteczną w rzeczywistości pola bitwy; rozłączenie takiego asamblażu (na przykład jeździec spada z konia) całkowicie zmienia warunki postrzegania jego roli w walce. Z tego powodu dla zrozumienia istoty asamblażu kluczowe jest dostrzeżenie w nim nie stałego bytu o określonej tożsamości, lecz dynamicznej całości, zbudowanej z oddziałujących na siebie komponentów. DeLanda wyróżnia też dużo bardziej skomplikowane asamblaże: ruchy społeczne, rynki kapitałowe, miasta. Wszystkie składają się z różnorodnych elementów materialnych i ekspresyjnych, które współoddziałując na siebie, tworzą strukturę i funkcję asamblażu, na przykład budynki w mieście są materialne, a ideologie – ekspresyjne14.

Dla zrozumienia asamblaży konieczna jest też świadomość ich (nie)stabilnej tożsamości: bezustannie poddaje się ona procesom terytorializacji i kodowania. DeLanda często odnosi się do metafory dwóch pokręteł: zmiana parametrów stabilizuje albo destabilizuje asamblaż. Terytorializacja dotyczy procesów kształtujących przestrzeń i tożsamość (na przykład ustanawiania granic przestrzennych, migracji), a kodowanie odbywa się w procesie nadawania reguł i znaczeń (uczestniczą w nim na przykład przepisy urbanistyczne i wzorce kulturowe)15.

Systemy węzłów to asamblaże miejskie. To konstelacje węzłów, które razem wytwarzają nowe całości, nieredukowalne do elementów składowych, podlegające procesom terytorializacji i kodowania. Systemy takie wyrastają z naszego subiektywnego rozumienia otaczającej nas rzeczywistości. Jeżeli między grupą węzłów zachodzi silna zbieżność cech lub relacji, mniej lub bardziej świadomie wyodrębniamy systemy węzłów. Relacje mogą dotyczyć tak różnych rzeczy, jak styl architektoniczny, funkcja obiektu, grupa docelowa użytkowników miejsca. W komunikacie „spotkajmy się wieczorem na Górnym Mokotowie” nie udzielam konkretnej informacji co do miejsca i czasu; proponuję kameralne spotkanie w spokojnej przestrzeni, bo taki charakter mają, w moim subiektywnym odczuciu, lokale Górnego Mokotowa. Nie znaczy to, że na Mokotowie nie ma głośnych miejsc. Odniosłem się do mojego obrazu Górnego Mokotowa. Nie pokrywa się on z obiektywnymi granicami przestrzennymi, wynika raczej z relacji ja–miasto. Uzmysłowienie sobie subiektywnego charakteru doświadczania miast jest jeszcze łatwiejsze, gdy odwołujemy się do niesformalizowanych określeń: Centrum, Schodki, Mordor16… Rozumieją je użytkownicy wspólnego kodu kulturowego, a jego podglebiem jest domniemana zbieżność tożsamości nadawanej miejscom.

Systemy węzłów, tak samo jak węzły, są potencjalnymi miejscami realizacji naszych pragnień. Oczekiwania tak samo przypisujemy do konkretnych miejsc i obszarów. Oczekujemy spójności miejsca z jego obrazem, dlatego na przykład z góry zakładamy, że lokale dookoła placu Zbawiciela obsiadają hipsterzy, a w porze lunchu knajpy w Mordorze zapełniają się pracownikami korpo. Tożsamość takich obszarów – systemów węzłów – zależy od przeróżnych czynników: socjalnych (jakich ludzi utożsamiamy z danym miejscem?), funkcjonalnych (jak funkcja miejsca koresponduje z innymi miejscami?), formalnych (jaka jest architektoniczna forma miejsca?), kulturowych (jakie elementy kultur historycznych i współczesnych tworzą tożsamość miejsca?). Intensywność obrazu mentalnego zależy od tego, ile osób utożsamia dane miejsce z określonymi cechami; w języku DeLandy powiedzielibyśmy: od stabilności asamblażu.

Tożsamość systemu węzłów jest więc zmienna; co więcej, można ją zmieniać intencjonalnie. Weźmy łatwy do wyobrażenia proces gentryfikacji: władze miasta i deweloperzy stopniowo komercjalizują enklawę artystów, wprowadza się wyższa klasa średnia i wypycha pierwotnych użytkowników; tożsamość okolicy zmienia się w percepcji pozostałych mieszkańców miasta, rodzą się nowe znaczenia i oczekiwania względem przestrzeni. Na tej samej zasadzie zmienia się tożsamość założeń architektonicznych. Były Dom Partii w Warszawie niegdyś symbolizował komunistyczną opresję, potem siedzibę miała tam warszawska giełda, dziś – po drobnej interwencji architektonicznej – działa w nim jedna z najpopularniejszych imprezowni stolicy. Po zredefiniowaniu wartość architektoniczna budynku nie podkreśla już siły aparatu państwowego PRL ani dumnie pędzącego kapitalizmu lat 90., lecz sygnalizuje prestiż parterowych lokali, symbolicznie umiejscawiając Warszawę pośród nowoczesnych stolic europejskich, gdzie celebracja czasu wolnego pretenduje do miana nowej ideologii.

Siła przyciągania przestrzeni

Trasy, węzły i systemy – podstawowe formy poznawcze – definiują naszą interakcję (również potencjalną) z miastem. Im silniej utożsamiamy je z miejscami do realizacji naszych pragnień, tym większa szansa, że zdecydujemy się je odwiedzić. Potencjał określa ich tożsamość, indywidualnie dla każdego użytkownika. Tożsamość nie jest immanentna dla miejsca, raczej przyczepia się do niego konkretnym sposobem postrzegania przestrzeni. Marc Boumeester ukuł termin „exotożsamość”17:

Exotożsamość to mentalny obraz miejsca, […] istnieje jedynie na metapoziomie, tak jak Times Square istnieje tylko w postaci swojego obrazu. Jego obecność nie polega na byciu tu i teraz, wyraża się raczej zbiorem wartości określonych przez przepływy ludzkich doświadczeń. Tworzenie exotożsamości jest rozciągnięte w czasie, zawierają oczekiwania, których spełnienia sobie życzymy, ale nigdy całkowicie nie spełnią pokładanych w nich nadziei18.

Intensywność tej tożsamości, czyli siła wyobrażonego potencjału pozwalającego na spełnienie naszych pragnień, decyduje o wyborze miejsca, do którego się udamy. Innymi słowy, od siły przyciągania zależy „zdolność” miejsca do zapisania się w naszej percepcji. Myśląc „wieczór w mieście”, konfrontujemy nasze oczekiwania z szansami na ich spełnienie oferowanymi przez miasto, po czym podejmujemy decyzję, gdzie ten wieczór spędzimy.

Węzeł, trasa i trasa między węzłami
System węzłów

Różne czynniki wzmacniają przyciąganie węzłów. Do kategorii czynników funkcjonalnych należą między innymi: lokalna intensyfikacja usług, zwiększenie natężenia ruchu poprzez usytuowanie na przecięciu wielu tras. Za czynnikami kulturowymi stoją między innymi reklamy i wyjątkowa waga historyczna miejsca. Dla projektantów szczególnie ważne są czynniki formalne. Urbanista Kevin Lynch za podstawowe elementy struktury miast uważa punkty orientacyjne – budynki, szyldy, sklepy itp., zarówno charakterystyczny detal architektoniczny, jak i dominanty kompozycyjne19. Te punkty umożliwiają użytkownikom usytuowanie się w przestrzeni. Oddziałują na różnych poziomach: lokalnym, dzielnicowym, miejskim. Czynnikiem formalnym jest też charakter architektoniczny miejsca: konkretny układ urbanistyczny, spójny typ zabudowy. Forma architektoniczna kreuje nastrój w przestrzeni i często przeważa przy decyzji o podjęciu interakcji z miastem: idziemy na pawilony, na bulwary, na Sady itp. Każde z tych miejsc kusi użytkowników między innymi unikalnym wyrazem przestrzennym.

Systemy węzłowe wykorzystują siły przyciągania swoich poszczególnych komponentów, ale w ramach systemów ich właściwości wykraczają poza sumę ich części. Dlatego lubimy spędzać czas w konkretnym obszarze miasta i niekoniecznie natychmiast precyzujemy miejsce spotkania. Na postrzeganie miejsca jako części większej całości wpływają spójna forma architektoniczna układu miejskiego, dostępność miejsc do realizowania szczególnych pragnień, kontekst kulturowy (sugeruje relacje między miejscami), uwarunkowania przestrzenne, między innymi odległości pomiędzy miejscami. Znów, odczuwanie przestrzenne nie jest obiektywne, bo na przykład wzrost liczby punktów orientacyjnych (za sprawą projektantów lub percepcji użytkownika) między węzłami może sprawić, że dwa odległe punkty będą sobie pozornie bliższe. Komfortowa, ciekawa trasa pozwala odczytywać odległe miejsca jako części większej całości.

Ilustracja: Daniel Gutowski

W stronę przestrzeni pragnień

Do tej pory starałem się udowodnić, że miasto ustanawia ramy do realizacji naszych pragnień, a zarazem aktywnie kształtuje ich przepływy. Kolejnym krokiem w budowaniu przestrzeni wychodzącej naprzeciw naszym pragnieniom jest zaprzęgnięcie wyobraźni projektowej do tworzenia nowych sposobów bycia z miastem. Rosi Braidotti mówiła, że właśnie tym jest polityczność – twórczym eksperymentowaniem z metodami oporu i istnienia20. „Polityczność” Braidotti przeciwstawia się hegemonicznym sposobom pragnienia i pozwala nam się realizować w innym systemie wartości niż narzucony przez wartość monetarną. Taka praktyka polityczna redefiniuje wartość, rozrywa podświadome, acz abstrakcyjne złącze „pieniądz = szczęście = pragnienie” i proponuje realizacje pragnienia poprzez nowe formy interakcji ze światem.

„Maszyna-kapitalistyczna” dąży do komodyfikacji wszystkich naszych relacji. Kultura, przestrzeń, ale przede wszystkim codzienne doświadczenia podlegają nieustannej standaryzacji, ułatwiającej ich dalszą monetyzację. Jonathan Crary zaobserwował negatywny trend:

Rozumienie świata jest nieustannie pozbawiane złożoności i wyjaławiane ze wszystkiego, co niezaplanowane czy nieprzewidziane. Wiele spośród dawnych i wielowartościowych form wymiany społecznej przetworzono w rutynowo powtarzane sekwencje zachęty i reakcji […] dochodzi do coraz większego upodobniania się sfer doświadczenia21.

By się temu przeciwstawić, kluczowe jest tworzenie przestrzeni alternatywnego doświadczania. W przestrzeni realizujemy pragnienia, dlatego powinniśmy domagać się przestrzeni wolności, by mieć gdzie się realizować na wielorakie sposoby, poza środowiskami kontroli opisywanymi przez Crary’ego: w nich „podstawowe zadanie przestrzeni publicznej, czyli umożliwienie relacji międzyludzkich, przestaje się liczyć”22.

Użytecznym narzędziem do zrozumienia różnorodności pragnień jest koncept ekozofii Félixa Guattariego. By przeciwstawić się nazbyt uproszczonym formom opisywania rzeczywistości, Guattari postulował rozumienie jej przez pryzmat trzech nieustannie oddziałujących na siebie ekologii: mentalnej, środowiskowej i społecznej. Składają się na ekozofię – sposób myślenia o rzeczywistości pomocny w tworzeniu nowych praktyk społecznych, systemów ekonomicznych i sposobów bycia23. Budowę całościowego obrazu ekozofii miejskich pragnień moglibyśmy zacząć od spojrzenia na ekologię mentalną. Jak odczuwamy przestrzeń? Jak odbierają ją nasze zmysły: słuch, węch, dotyk, ale też jak oddziałuje ona na naszą percepcję: na pamięć, wyobraźnię? Jakie stwarza możliwości społeczne, jakie warunki do formowania się grup ludzkich? Jakie grupy są z niej wykluczone, a jakie w niej uprzywilejowane? Wreszcie, jak wpływa na środowisko, jakie formy życia mają szansę w niej się rozwinąć, a jakie będą zagrożone, jak oddziałuje na istniejące ekosystemy ludzkie i pozaludzkie? Z takich rozważań wyłania się obraz naszych miast jako przestrzeni skomplikowanych relacji, trzech współtworzących się ekologii. Otrzymujemy także produktywne narzędzie do namysłu nad tym, jakie sposoby miejskiego życia często są pomijane przy projektowaniu i jak tworzyć alternatywne sposoby interakcji z przestrzenią poprzez skupienie się na mnogości relacji, jakie zachodzą w przestrzeni. Edward Bernays – bratanek Freuda, twórca sektora public relations – uważał, że „jesteśmy rządzeni, nasze umysły są kształtowane, nasze gusta tworzone, a nasze pomysły są nam sugerowane”24. Architektura zalicza się do technologii kodowania naszych doświadczeń; jako architekci powinniśmy być tego świadomi. Zrozumienie percepcji jest kluczem do przedefiniowania naszych relacji z przestrzenią i kryjących się za nimi systemów wartości. Węzły, trasy i systemy to narzędzia do ich zrozumienia. Jeżeli architektura rości sobie prawo do ulepszania ludzkiego życia, niech zacznie od analizy tego, z czego wynika jego wyjątkowość i jak manifestuje się ono w przestrzeniach dookoła nas. Niech architektura podąża za pragnieniem, niech czerpie z jego energii, co pozwalałoby nam projektować prawdziwie nowe światy, idąc w poprzek dominującego systemu produkcji. Niech będą to światy, w których będziemy mogli zapragnąć inaczej.